Wzięli pod lupę kebaby w Polsce. Wyniki kontroli niepokoją, wykryto szereg nieprawidłowości
Zapiekanka odeszła do lamusa, a pizza czy burgery muszą ustąpić miejsca jednemu z najpopularniejszych dań polskiego street foodu. Kebab stał się kulinarnym symbolem nocnego życia, jednak jego powszechność nie zawsze idzie w parze z uczciwością restauratorów. Ostatnie kontrole wykazały szereg nieprawidłowości, z tym są największe problemy.
IJHARS dba o bezpieczeństwo Polaków
W gąszczu przepisów regulujących rynek spożywczy w Polsce Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) pełni rolę szczególną, choć często myloną z kompetencjami Sanepidu. Podczas gdy ten drugi dba o to, byśmy po posiłku nie wylądowali na oddziale zakaźnym, zadania IJHARS skupiają się na zupełnie innym aspekcie: uczciwości handlowej i zgodności towaru z deklaracją. To właśnie ci inspektorzy weryfikują, czy produkt sprzedawany jako “kraftowy” faktycznie powstał w rzemieślniczy sposób, a ”świeży sok” nie jest jedynie napojem z koncentratu.

Ich rola w dobie szalejącej inflacji i presji kosztowej, która zmusza wielu przedsiębiorców do szukania oszczędności, staje się kluczowa dla ochrony interesów konsumentów. Rynek kebabów w Polsce to potężna gałąź gastronomii, której wartość szacuje się w miliardach złotych, a liczba punktów sprzedaży idzie w tysiące, deklasując tradycyjne bary mleczne czy restauracje z kuchnią polską. Danie to, przybyłe do nas z Bliskiego Wschodu, choć w formie spopularyzowanej przez tureckich imigrantów w Berlinie, przeszło nad Wisłą swoistą ewolucję, stając się tanim i sycącym paliwem dla studentów, kierowców i pracowników korporacji. Niestety, masowość produkcji i ogromna konkurencja cenowa sprawiają, że to właśnie w tym segmencie najłatwiej o nadużycia, mające na celu zmaksymalizowanie marży kosztem nieświadomego klienta.
Kebaby przejęły polski street food
Największym grzechem polskich kebabowni, ujawnianym regularnie podczas kontroli, jest rażąca rozbieżność między nazwą potrawy w menu a jej faktycznym składem chemicznym i gatunkowym. W świadomości wielu konsumentów kebab kojarzy się z baraniną, co jest echem oryginalnych receptur, jednak w polskich realiach ekonomicznych mięso to jest towarem deficytowym i drogim. Restauratorzy, chcąc sprostać oczekiwaniom klientów przyzwyczajonych do niskich cen, stosują więc kreatywne nazewnictwo, które z prawdą ma niewiele wspólnego.

Zamawiając “kebab z baraniną”, w rzeczywistości najczęściej otrzymujemy mieszankę wołowiny z indykiem lub kurczakiem, gdzie baranina stanowi zaledwie śladowy procent składu, czasem tylko po to, by prawnie uzasadnić obecność tego słowa w nazwie, a niekiedy nie ma jej tam wcale. Jeszcze bardziej niepokojącym zjawiskiem jest powszechne stosowanie Mięsa Oddzielanego Mechanicznie (MOM). Jest to najtańszy surowiec pozyskiwany z resztek tkanek przylegających do kości, które poddawane są procesom przeciskania. Taka masa, bogata w tłuszcz i tkankę łączną, a uboga w pełnowartościowe białko, staje się bazą dla wielu ”kul mocy” obracających się na ruszcie.
Proceder ten jest o tyle szkodliwy, że klient płaci cenę jak za pełnowartościowe mięso, otrzymując produkt, który w klasyfikacji żywności stoi na znacznie niższej półce. Wielu właścicieli punktów gastronomicznych wychodzi z założenia, że w intensywnie przyprawionym, zalanym sosem daniu przeciętny konsument nie będzie w stanie odróżnić subtelnych niuansów smakowych między wołowiną a wymieszanym drobiem, co niestety często okazuje się prawdą.
To największe grzechy kebabowni
Najświeższe kontrole przeprowadzone przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ujawniają skalę problemu, który od lat był jedynie przeczuciem wielu klientów. Jak wynika z danych udostępnionych WP Finanse, nieprawidłowości wykryto w większości badanych lokali: aż 64,1 proc. partii zakwestionowano pod względem jakości, a 90,9 proc. pod kątem oznakowania. To wyniki, które, jak podkreśla IJHARS, świadczą nie o incydentach, ale o systemowym problemie w branży kebabów.
Najpoważniejsze nieprawidłowości dotyczą wspomnianego powyżej nieuczciwego oznaczania gatunku mięsa. Lokale deklarujące kebab wołowy czy barani nierzadko serwowały mieszanki mięs lub drób, a zdarzały się też przypadki całkowitego braku gatunku wskazanego w nazwie potrawy. Choć laboratoryjne analizy potwierdziły liczne fałszerstwa składu, żadna z partii nie została zakwestionowana organoleptycznie, problemem nie był smak, lecz wprowadzanie klientów w błąd.
Jak wyjaśnia dr Tomasz Białas z IJHARS, nazwa dania musi odzwierciedlać jego rzeczywisty charakter. Fantazyjne określenia typu “frito kebab”, które nie pozwalają konsumentowi ustalić rodzaju mięsa, są niezgodne z prawem. Podobnie jak stosowanie określenia ”wołowy”, jeśli mięso wołowe nie stanowi głównego składnika potrawy. Inspekcja przypomina również, że lokale gastronomiczne mają obowiązek podawania pełnego wykazu składników, w tym alergenów i składników złożonych.
Branża gastronomiczna, a zwłaszcza segment tzw. kebabów kraftowych, również dostrzega problem.
Takie praktyki psują wizerunek całego rynku i uderzają w uczciwych przedsiębiorców – mówi WP Finanse Łukasz B. Błażejewski, zarządzający siecią Carat Kebab.
Jak podkreśla, manipulacje dotyczą nie tylko mięsa. Popularne są także nadużycia związane z sosami, które często opisywane są jako “autorskie”, choć w rzeczywistości pochodzą z hurtowni i jedynie poddawane są drobnym modyfikacjom. Podobnie wygląda kwestia pieczywa: hasło ”własny wypiek” nierzadko okazuje się jedynie chwytem marketingowym, a bułki czy pity to gotowe produkty jedynie podgrzewane na miejscu.
Skala wykrytych nieprawidłowości pokazuje, że rynek kebabów w Polsce wymaga większej transparentności i konsekwentnego egzekwowania obowiązujących przepisów. W obecnej sytuacji tracą nie tylko klienci, ale również te lokale, które rzeczywiście stawiają na jakość i uczciwość.