Tak zakończyły się ostatnie obrady KRS, nagranie obiegło sieć. "Organizacja posiedzeń kompromitująca"
Krajowa Rada Sądownictwa to organ, który od lat budzi ogromne emocje, stając się jednym z symboli zmian w wymiarze sprawiedliwości. Choć jej konstytucyjnym zadaniem jest stanie na straży niezależności sądów, ostatnio znacznie głośniej jest o burzliwym przebiegu samych posiedzeń. W mediach społecznościowych pojawiło się zaskakujące nagranie.
Zmiany w KRS ciągną się od lat
Aby zrozumieć wagę wydarzeń rozgrywających się w sali obrad przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie, należy spojrzeć na szerszy kontekst ustrojowy. Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) teoretycznie stanowi serce polskiego sądownictwa, decydując o tym, kto zostanie sędzią i kto otrzyma awans do sądu wyższej instancji. Przez lata organ ten funkcjonował w relatywnej ciszy medialnej, zajmując się procedurami nominacyjnymi.

Sytuacja uległa diametralnej zmianie wraz z nowelizacją ustawy o KRS z 2017 roku, która przerwała kadencję poprzednich członków-sędziów i wprowadziła nowy mechanizm wyboru. Zgodnie z nowymi przepisami, 15 sędziów do Rady zaczął wybierać Sejm, co w praktyce oznaczało przekazanie decyzyjności w ręce polityków, a nie środowiska sędziowskiego.
Ta fundamentalna zmiana doprowadziła do głębokiego podziału w świecie prawniczym i trwającego konfliktu z instytucjami Unii Europejskiej. Krytycy, w tym znaczna część środowiska sędziowskiego oraz ówczesna opozycja, zaczęli posługiwać się terminem "neo-KRS”, podważając legalność działania Rady i wskazując na jej upolitycznienie. Z drugiej strony obóz rządzący argumentował, że jest to krok niezbędny do demokratyzacji wymiaru sprawiedliwości i rozbicia skostniałych układów korporacyjnych. W efekcie każde posiedzenie KRS odbywa się w cieniu wielkiej polityki, gdzie ważą się losy tysięcy nominacji sędziowskich, a powaga urzędu bywa brutalnie weryfikowana przez rzeczywistość.
Tomasz Zimoch relacjonuje posiedzenia KRS
Krajowa Rada Sądownictwa wciąż liczy 25 osób i obejmuje przedstawicieli najważniejszych instytucji sądowych oraz politycznych: prezesów sądów najwyższych, reprezentanta prezydenta, ministra sprawiedliwości, posłów, senatorów i sędziów różnych szczebli. Mimo wyżej wskazanych kontrowersji KRS nadal wykonuje swoje obowiązki, przede wszystkim zajmując się oceną kandydatów na stanowiska sędziowskie, opiniowaniem ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości i kierowaniem wniosków nominacyjnych do prezydenta.

Jedną z najgłośniejszych postaci Rady stał się Tomasz Zimoch, wybrany do KRS jako przedstawiciel Sejmu. Od początku zapowiadał większą transparentność działań i akcentował, że Rada powinna pracować rzetelnie, a nie z rozpędu. Symbolem jego podejścia stało się publiczne informowanie o długości posiedzeń: podawał dokładne godziny rozpoczęcia i zakończenia obrad, pokazując, jak niewiele czasu czasem poświęca się na rozpatrywanie kluczowych spraw. Dla części opinii publicznej było to odświeżające i pokazywało próbę rozliczania pracy organu, lecz inni zarzucali mu populizm i odwracanie uwagi od głębszych problemów związanych z wadliwym składem Rady. Sam Zimoch odpierał te zarzuty, twierdząc, że jego działania mają na celu przejrzystość i przywrócenie choć częściowej wiarygodności instytucji.
Niedawno poseł ponownie zabrał głos i ujawnił, jak zakończyło się ostatnie posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa. Dla wielu osób brzmi to jak coś niedopuszczalnego.
Zobacz też: Ujawniono loty Tuska. Ten szczegół od razu przykuwa uwagę
Tak zakończyło się ostatnie posiedzenie KRS
Piątkowe posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa (28 listopada) zakończyło się wcześniej niż planowano, ponieważ przewodnicząca Rady, sędzia Dagmara Pawelczyk-Woicka, przerwała obrady z powodu konieczności udania się na wizytę lekarską. Jak poinformował członek KRS Tomasz Zimoch, obrady rozpoczęły się z trzydziestominutowym opóźnieniem o godzinie 10.00, a zakończyły już o 12.24.
W mediach społecznościowych opublikowano nagranie z fragmentem posiedzenia. Sędzia Pawelczyk-Woicka zwróciła się do członków Rady słowami:
Dziękuję państwu. Muszę niestety zamknąć... Mam siedem minut. Przepraszam, mam wizytę u lekarza.
Mimo zapowiedzi zakończenia obrad przewodnicząca udzieliła jeszcze głosu jednej osobie, po czym formalnie zamknęła posiedzenie, dziękując za "długotrwałe obrady, trudne, mocne dyskusje” i zaznaczając, że część spraw będzie jeszcze opracowywana.
Tomasz Zimoch już od kilku tygodni regularnie podaje do publicznej wiadomości godziny rozpoczęcia i zakończenia posiedzeń KRS. Z przekazywanych przez niego informacji wynika, że wcześniejsze listopadowe obrady również bywały krótkie, na przykład w środę 26 listopada trwały niespełna cztery godziny, a dzień wcześniej zakończyły się przed godziną 13.00, przy czym przewidziano w nich 20-minutową przerwę. W jednym z wcześniejszych komunikatów Zimoch ocenił organizację pracy Rady jako "kompromitującą dla przewodniczącej”, zwracając uwagę na powtarzające się, krótkie sesje.
Listopadowe posiedzenia, odbywające się w dniach 18-28 listopada, obejmowały m.in. rozstrzygnięcia konkursów na stanowiska asesorskie w wojewódzkich sądach administracyjnych, przyjęcie uchwał dotyczących wniosków o powołanie sędziów oraz opiniowanie projektu ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Mimo tego zakresu prac część posiedzeń kończyła się w krótkim czasie, co budzi kontrowersje, także z uwagi na fakt, że członkowie Rady otrzymują diety za udział w każdym dniu obrad.