Od września 2026 wielkie zmiany w szkołach. Uczniowie nie będą mieli do tego dostępu
Już wkrótce szkolne korytarze zmienią się nie do poznania, znacząco ograniczając dostęp do konkretnych produktów i minimalizując ekspozycję na nie. Nowe, niezwykle rygorystyczne przepisy drastycznie zawężają asortyment, wymuszając diametralną zmianę dotychczasowych nawyków młodzieży.
- Z tymi problemami mierzy się polska młodzież
- Dotychczasowe przepisy nie były wystarczające
- Od września 2026 asortyment będzie znacznie węższy
Z tymi problemami mierzy się polska młodzież
Zjawisko nadwagi wśród dzieci i młodzieży przybrało w Polsce rozmiary bezprecedensowego kryzysu zdrowia publicznego. Jak alarmują eksperci, tempo przyrostu nadwagi i otyłości u dzieci w Polsce należy obecnie do najszybszych w Europie. Problem ten dawno przestał być wyłącznie kwestią estetyki. Uderza on bezpośrednio w fundamenty rozwoju fizycznego najmłodszych, generując ogromne koszty dla całego systemu opieki medycznej. Nadmiar tkanki tłuszczowej drastycznie zwiększa ryzyko wystąpienia cukrzycy typu drugiego, groźnego nadciśnienia tętniczego oraz poważnych zaburzeń metabolicznych już w wieku wczesnonastoletnim.

Dane statystyczne od lat niezmiennie pokazują niepokojący wzrost odsetka nastolatków z podwyższonym wskaźnikiem BMI. Zdrowie to nie tylko sprawność ciała, ale i kondycja psychiczna. Dzieci zmagające się z otyłością niezwykle często stają się ofiarami stygmatyzacji ze strony rówieśników. Skutkuje to drastycznym obniżeniem poczucia własnej wartości, narastającymi lękami społeczno-adaptacyjnymi, a nierzadko również głęboką depresją. Zamiast w pełni skupiać się na nauce, uczniowie tracą cenne zasoby energetyczne na codzienną walkę z kompleksami.
Przez całe lata szkoła jako instytucja pozostawała w tej materii w dużej mierze bierna. Tolerowano sprzedaż wysoce przetworzonych, niezdrowych przekąsek. Zbyt łatwy dostęp do taniej żywności bogatej w cukry proste i rakotwórcze tłuszcze trans utrwalał niebezpieczne nawyki. Takie przyzwyczajenia są z kolei niezwykle trudne do wyeliminowania w dorosłości. Jasne staje się więc, że rzetelna edukacja musi nareszcie iść w parze z absolutnie bezkompromisowymi regulacjami prawnymi.
Dotychczasowe przepisy nie były wystarczające
Pierwsze poważniejsze próby uregulowania tego, co dokładnie jedzą uczniowie na terenie placówek oświatowych, podjęto równo dekadę temu. Wówczas reforma wywołała ogromne zamieszanie logistyczne, zmuszając szkolnych ajentów do gwałtownego wycofywania towaru. Długoterminowe efekty tamtych działań okazały się jednak wyjątkowo nietrwałe. Rynek szybko dostosował się do nowych wytycznych, systematycznie wykorzystując liczne luki prawne. W efekcie na półki błyskawicznie wracała żywność, która absolutnie nie spełniała podstawowych kryteriów dietetycznych.

Tym razem Ministerstwo Zdrowia, forsując nowe rozporządzenie, postawiło na znacznie bardziej rygorystyczne i szczelne podejście. Szkolne stołówki czeka wreszcie prawdziwa, strukturalna rewolucja. Dotychczas szkolne obiady zbyt często opierały się niemal wyłącznie na tanich węglowodanach i zawiesistych, ciężkostrawnych sosach. Nowe przepisy wymuszają kompletną zmianę filozofii układania codziennych jadłospisów. Zdecydowanym przełomem jest tu wymóg serwowania obowiązkowego, w pełni roślinnego dania na bazie nasion strączkowych. Taka potrawa musi pojawić się w szkolnym menu przynajmniej raz w tygodniu. Placówki edukacyjne muszą również od teraz obligatoryjnie zapewnić w pełni bezpieczne alternatywy dla mleka krowiego.
Po pierwsze – zmieniamy to, co trafia na talerze w stołówkach. Będzie więcej warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych, zup na wywarach warzywnych, mniej cukru, tłuszczu i soli w codziennych posiłkach - wymieniała wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, cytowana przez Rynek Zdrowia.
To doskonała i wyczekiwana odpowiedź na dynamicznie rosnącą liczbę dzieci ze zdiagnozowanymi nietolerancjami pokarmowymi. Zwiększono także elastyczność w doborze podawanych mięs i ryb, mocno premiując ich wysoką jakość. Zmianie ulegają też dopuszczalne metody obróbki termicznej. Od teraz królować ma pieczenie w piecach konwekcyjnych czy gotowanie na parze. Ustawodawca całkowicie i bezwzględnie eliminuje szkodliwe smażenie w głębokim tłuszczu, odcinając z codziennej diety najmłodszych gigantyczne ilości pustych kalorii.
Zobacz też: Pył znad Sahary nad Polską. Meteorolodzy pokazali mapę, narażone szczególnie te regiony
Od września 2026 asortyment będzie znacznie węższy
Największe emocje w całej reformie wciąż budzi to, co od września młodzież będzie mogła swobodnie kupić na krótkich przerwach. Tworzenie list zakazanych substancji kończyło się dotychczas fiaskiem. Tym razem decydenci zrezygnowali z tej koncepcji na rzecz niezwykle szczelnego katalogu zamkniętego (czyli rygorystycznego zbioru opcji prawnie dozwolonych, eliminującego automatycznie wszystkie niewymienione warianty). Sprzedawać można wyłącznie to, co wprost wymieniono w ustawie.
Serwis "Rynek Zdrowia” niezwykle szczegółowo przeanalizował tę legislację, jasno wskazując na potężne trzęsienie ziemi dla wszystkich szkolnych dostawców. Nowy asortyment będzie w praktyce drastycznie okrojony. Od 1 września w sklepiku szkolnym dostaniesz tylko te określone produkty, które w stu procentach przeszły rygorystyczny test państwowego ustawodawcy. Będą to w głównej mierze warzywa, owoce, produkty zbożowe, kanapki, a także mleko i jego roślinne alternatywy, przy czym dopuszczono również między innymi soki w stu procentach bez dodatku cukru czy gorzką czekoladę. Dopuszczono wprawdzie sprzedaż niesolonych orzechów i suszonych owoców, lecz obwarowano ją rygorystycznymi limitami wagowymi porcji.
W zamkniętym katalogu produktów znajda się m.in. kanapki, sałatki, owoce i warzywa, orzechy bez dodatku soli i cukru, produkty mleczne o zmniejszonej zawartości cukrów, woda, soki, przeciery, musy, koktajle bez dodatku cukru - wyliczała wiceminister zdrowia.
Z półek bezpowrotnie znikną słodzone napoje gazowane, szkodliwe energetyki o dużej zawartości kofeiny, barwione żelki i ociekające tłuszczem chipsy ziemniaczane. Po burzliwych konsultacjach społecznych odstąpiono wprawdzie od całkowitego zakazu podawania kawy starszym rocznikom licealistów, lecz nie uświadczymy w niej już żadnych smakowych syropów. Restrykcyjne prawo ma definitywnie wyhamować drastyczną podaż przetworzonej żywności w środowisku edukacyjnym.
Kluczowe okazują się również normy zawartości soli, cukru i tłuszczów w oferowanych w sklepikach szkolnych produktach. Wskazują one na limity:
- 10 g cukrów na 100 g produktu (dla pieczywa cukierniczego limit wynosi 13,5 g),
- 10 g tłuszczu na 100 g produktu,
- 1 g soli na 100 g produktu (dla pieczywa cukierniczego do 1,2 g).