Nagły zwrot ws. przejęcia właściciela TVN. Netflix wydał oficjalne oświadczenie
Trwa zacięta batalia o przejęcie jednego z największych gigantów medialnych na świecie. Choć początkowo to Netflix posiadał podpisaną umowę przejęcia, obecnie dochodzi do przetasowania. Wielka transakcja odmieni globalny rynek, na którym platformy streamingowe od lat toczą zaciętą walkę o uwagę widzów i ich pieniądze.
- Platformy streamingowe wiodą prym
- Właściciel TVP został wystawiony na sprzedaż
- Netflix podjął decyzję w sprawie zakupu Warner Bros. Discovery
Platformy streamingowe wiodą prym
Od ponad dekady obserwujemy fundamentalną zmianę w sposobie, w jaki konsumujemy treści wideo. Tradycyjna, linearna telewizja, oparta na sztywnych ramówkach i przerywana długimi blokami reklamowymi, systematycznie traci widzów na rzecz usług wideo na życzenie (VOD). Zjawisko to, nazywane powszechnie "odcinaniem kabla” (ang. cord-cutting), przyspieszyło w ostatnich latach, zmuszając konglomeraty medialne do całkowitej redefinicji swoich strategii biznesowych. Widzowie oczekują dziś elastyczności, chcą oglądać ulubione filmy oraz seriale w dowolnym miejscu i o dogodnej dla siebie porze.
Na globalnym rynku wykształcił się wyraźny podział sił. Jednym z głównych globalnych liderów od lat pozostaje Netflix, który jako pierwszy masowo spopularyzował nowoczesny model subskrypcyjny. Tuż za nim plasują się tacy konkurenci jak Disney+, Amazon Prime Video oraz serwis Max, należący dotychczas do holdingu Warner Bros. Discovery. Obok nich funkcjonują nieco mniej powszechne, ale wciąż liczące się platformy streamingowe, takie jak Apple TV+ czy Paramount+.
Konkurencja o portfele subskrybentów na świecie stała się bezwzględna, a koszty produkcji oryginalnych treści idą w dziesiątki miliardów dolarów. Właśnie ta rosnąca presja finansowa, połączona z koniecznością ciągłego powiększania filmowej biblioteki, doprowadziła do fali potężnych fuzji i przejęć. Korporacje zrozumiały, że aby generować solidne zyski, muszą konsolidować potężne struktury.

Właściciel TVP został wystawiony na sprzedaż
Warner Bros. Discovery szybko zderzyło się z brutalną rzeczywistością rynkową. Koncern dysponował jedną z najbardziej imponujących bibliotek na świecie (obejmującą m.in. uniwersum DC, markę HBO oraz stacje telewizyjne, w tym polski TVN), jednak borykał się z gigantycznym zadłużeniem. Obsługa wielomiliardowego długu oraz rosnące nakłady na produkcję sprawiły, że zarząd stanął pod ścianą. Wystawienie konglomeratu na sprzedaż było konsekwencją poszukiwania inwestora zdolnego udźwignąć ten finansowy balast.
Do stołu negocjacyjnego usiadło dwóch kluczowych graczy. Netflix dostrzegł w całej sytuacji szansę na znokautowanie konkurencji poprzez przejęcie kultowych marek. Z kolei dla konsorcjum Paramount Skydance była to transakcja o ogromnym znaczeniu strategicznym, dająca nadzieję na stworzenie podmiotu gotowego rywalizować z potentatami z Doliny Krzemowej. Walka przybrała formę licytacji, a stawki szły w górę z każdym tygodniem. Początkowo to platforma VOD z Los Gatos wydawała się mieć znaczną przewagę. Gigantyczny kapitał, wyższa wycena giełdowa i stabilne przychody sprawiały, że wielu analityków postrzegało Netfliksa jako faworyta do domknięcia transakcji.

Jednak przewaga finansowa nie była jedynym czynnikiem decydującym o losach negocjacji. W miarę jak rozmowy nabierały tempa, coraz większą rolę zaczęły odgrywać kwestie regulacyjne oraz polityczne. Ewentualne przejęcie przez Netflix tak rozbudowanego katalogu, obejmującego zarówno hollywoodzkie franczyzy, jak i wpływowe aktywa telewizyjne, budziło obawy o nadmierną koncentrację rynku. Pojawiły się pytania o przyszłość tradycyjnych stacji, takich jak TVN, oraz o niezależność marek premium pokroju HBO.
W tym kontekście oferta konsorcjum Paramount Skydance zaczęła zyskiwać na atrakcyjności. Propozycja zakładała większą autonomię poszczególnych segmentów biznesu i stopniową restrukturyzację zadłużenia, zamiast natychmiastowej integracji z jednym ekosystemem streamingowym. Dla części udziałowców była to wizja mniej spektakularna, ale potencjalnie bezpieczniejsza, zwłaszcza w świecie, w którym skala nie zawsze gwarantuje stabilność, a agresywna ekspansja może szybko zamienić się w kosztowną nadbudowę.
Zobacz też: Miliardy na koncie polskiego giganta. Niebotyczny wynik miażdży oczekiwania
Netflix podjął decyzję w sprawie zakupu Warner Bros. Discovery
Choć Netflix posiadał już podpisaną umowę, a zarząd Warner Bros. Discovery komunikował otwartość na potencjalnie lepsze propozycje, nastąpił niespodziewany zwrot akcji. W końcówce lutego 2026 roku konsorcjum Paramount Skydance rzuciło na stół zaporową ofertę, podnosząc stawkę do poziomu 31 dolarów za każdą pojedynczą akcję amerykańskiego holdingu. Zarząd zadłużonego giganta zapowiedział, że oceni tę zaskakującą propozycję, ostatecznie stwierdzając, że jest ona atrakcyjniejsza od tej składanej przez Netflix. Jak przekazał szef Paramount David Ellison, decyzja ta miała być jednogłośna.
Oczy świata finansów zwróciły się w stronę dyrekcji serwisu VOD. Zgodnie z klauzulami rynkowymi, potentat miał zaledwie cztery dni robocze na wyrównanie lub przebicie astronomicznej oferty swojego konkurenta.
Netflix podjął w pełni pragmatyczną decyzję, rezygnując z licytacji. Współprezesi platformy, Ted Sarandos i Greg Peters, uznali, że kolejna gwałtowna eskalacja ceny byłaby już nieatrakcyjna finansowo. O decyzji o niepodwyższaniu swojej oferty poinformowały światowe agencje prasowe w lutym 2026 roku. To rozstrzygnięcie toruje drogę Paramountowi, który zyskuje szansę na przejęcie kontroli nad legendarnymi wytwórniami oraz globalną infrastrukturą nadawczą.
Warto jednak podkreślić, że wycofanie się Netfliksa z dalszej licytacji wcale nie przynosi mu strat. Zgodnie z zapisami umowy, jeżeli spółka Warner Bros. Discovery ostatecznie wybierze ofertę konkurencji, będzie zobowiązana wypłacić Netfliksowi potężną karę umowną. Ta opłata rekompensacyjna (ang. break-up fee) wynosi aż 2,8 miliarda dolarów, a Paramount Skydance zadeklarowało pokrycie tej kary oraz kosztów związanych z refinansowaniem długu. Transakcja ostatecznie przekreśla wizję jednego monopolisty, zmuszając cyfrową branżę do przedefiniowania planów.