Dealz sprzedany za bezcen. Wiadomo, jaki los czeka ponad 300 sklepów w Polsce
Polski sektor handlowy stoi u progu historycznych przetasowań. Pepco, gigant branży dyskontowej, postanowił definitywnie przemodelować swoje struktury na polskim rynku, pozbywając się z portfolio rozpoznawalnej marki - sieci Dealz. Kwota, za którą ją sprzedano, może szokować. Decyzja ta doskonale obrazuje, jakie potrafią być rynkowe realia i walka o rentowność w czasach rosnących kosztów.
Złoty wiek taniego kupowania. Dlaczego Polacy tak chętnie wybierają dyskont?
W ciągu ostatnich dwóch dekad krajobraz polskiego handlu detalicznego uległ całkowitej transformacji. Sercem tych zmian jest dyskont, czyli format sklepu oferujący ograniczony asortyment w relatywnie niskich cenach, oparty na szybkiej rotacji towaru. Polacy pokochali ten model biznesowy niemal od pierwszego wejrzenia, a z biegiem lat ich sympatia tylko przybierała na sile.
Początkowo placówki tego typu kojarzyły się z surowym wnętrzem, towarem wykładanym bezpośrednio z palet i oświetleniem przypominającym bardziej hale magazynowe niż nowoczesne przestrzenie sprzedażowe. Dzisiejsza rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Współczesne sklepy dyskontowe przeszły głęboką metamorfozę, upodabniając się do klasycznych supermarketów.
Dyskonty oferują dziś szerokie alejki, działy ze świeżym pieczywem czy starannie wyeksponowane strefy z produktami sezonowymi. Zmiana wizerunku pociągnęła za sobą ewolucję zachowań konsumenckich. Robienie zakupów w takich miejscach przestało być symbolem konieczności zaciskania pasa, a zamiast tego stało się jasnym dowodem na rosnącą inteligencję finansową klientów. Poszukiwanie optymalnego stosunku jakości do ceny zdominowało codzienne nawyki większości z nas. Jest to szczególnie widoczne w okresach gospodarczej niestabilności, kiedy presja na domowe budżety zmusza do dokładniejszego analizowania absolutnie każdego wydatku.

Konsumenci cenią sobie przede wszystkim niesamowitą wygodę oraz bliskość. Gęsta sieć lokalizacji sprawia, że codzienne sprawunki można sprawnie załatwić w drodze z pracy do domu, nie nadkładając przy tym niepotrzebnie drogi. Dynamiczny rozwój tego segmentu rynku dobitnie pokazuje, że model oparty na precyzyjnej polityce cenowej wykazuje relatywnie wysoką odporność na kryzysy w obrębie sektora handlowego. Konkurencyjna walka o portfele kupujących nieustannie trwa i przenosi się na kolejne płaszczyzny.
Czym różni się dyskont spożywczy od niespożywczego?
Z perspektywy przeciętnego kupującego obiekty kuszące kolorowymi szyldami wydają się działać według identycznych reguł. Z biznesowego punktu widzenia rynek ten dzieli się jednak na dwa wyraźne i zupełnie inaczej funkcjonujące światy. Klasyczny dyskont spożywczy opiera swoją główną strategię na towarach pierwszej potrzeby. Celem takich sieci jest generowanie jak największego ruchu każdego dnia. Klient ma wracać do sklepu po chleb, mleko i świeże warzywa nawet kilka razy w tygodniu. Dzięki temu firma operuje na wyjątkowo niskich marżach, nadrabiając to gigantycznym wolumenem sprzedaży i ciągłym, nieprzerwanym obrotem gotówki.
Na drugim biegunie znajduje się prężnie rosnący sektor dyskontów niespożywczych. Tutaj prym wiodą gracze specjalizujący się w odzieży, artykułach dekoracyjnych do domu czy tanich akcesoriach elektronicznych. W tym układzie klient odwiedza placówkę znacznie rzadziej, ale mechanizm budowania zysku opiera się na innych fundamentach. Sprzedaż tekstyliów czy wyposażenia wnętrz charakteryzuje się nieporównywalnie wyższą marżowością. Zakupy w takich miejscach często mają charakter wysoce impulsywny. Nierzadko wchodzimy po jeden konkretny drobiazg, a wychodzimy z koszykiem pełnym zupełnie nieplanowanych gadżetów.
Doskonałym przykładem mistrzowskiego opanowania tego trudnego mechanizmu jest Pepco Group, czyli międzynarodowy holding zarządzający tysiącami sklepów wielobranżowych. Koncern ten przez lata skutecznie budował swoją rynkową potęgę właśnie na asortymencie niespożywczym. Docierał ze swoją flagową ofertą odzieżową do milionów rodzin na całym kontynencie. Dywersyfikacja formatów handlowych to dla potężnych korporacji podstawa zachowania długoterminowej płynności.
Przez wiele lat w obszernych strukturach holdingu funkcjonowała marka, która ambitnie próbowała połączyć dwa opisane wcześniej, diametralnie różne światy. Dealz Polska to znany powszechnie koncept bazujący na oferowaniu zagranicznych marek produktów spożywczych, tanich słodyczy oraz markowej chemii gospodarczej. Na naszym krajowym rynku sieć ta błyskawicznie zdobyła dużą popularność. Otwarto ponad 340 placówek, a przychody sięgnęły potężnej kwoty 339 milionów euro w ujęciu rocznym. Prawdziwy obraz biznesu kryje się jednak zawsze w głębi sprawozdań finansowych, a te bywają nadzwyczaj brutalne.

Zobacz też: Jest stanowczy zakaz z UE. Od 14 czerwca oficjalnie znikną z półek sklepowych
Bolesne cięcie kosztów operacyjnych. Kulisy transakcji przejęcia Dealz Polska
Mimo imponujących obrotów polski oddział sieci konsekwentnie notował ujemny wskaźnik EBITDA (zysk operacyjny przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zobowiązań, podatków i amortyzacji). Trudności w osiągnięciu rentowności sprawiły, że europejska centrala musiała ostatecznie podjąć wyjątkowo ostre kroki. W świecie wielkich finansów sentymenty nie istnieją, dlatego ostatecznie ogłoszono, że Pepco Group sprzedaje Dealz Polska. Transakcja ta mogła mocno zszokować wielu obserwatorów rynku detalicznego swoimi niecodziennymi warunkami.
Całość udziałów została formalnie przekazana branżowemu inwestorowi za symboliczną kwotę zaledwie jednego złotego. Takie bezprecedensowe kroki są w sektorze korporacyjnym klasycznym mechanizmem ratunkowym. Pozwalają błyskawicznie odciąć nierentowne aktywa, które systematycznie obciążają kapitał spółki.
Aby dodatkowo zabezpieczyć własne interesy, dotychczasowy właściciel zachował 35 procent praw do zysków z ewentualnej, przyszłej odsprzedaży marki. Co więcej, gigant zobowiązał się do udzielenia finansowania pomostowego w wysokości 20 milionów funtów brytyjskich. To pozwoli nowemu zarządcy na bezpieczne przejęcie operacyjnych sterów.
Dla kupujących zmiana właściciela pozostaje na razie praktycznie niezauważalna, jednak z perspektywy centrali to w pełni przemyślany, strategiczny odwrót. Korporacja od teraz zamierza w całości skupić się na swojej podstawowej, dochodowej działalności. Rynkowa rzeczywistość udowodniła, że same przychody nie mają znaczenia, gdy w bilansie brakuje stabilnego zysku.