W ten sposób zapłacisz mniej za prąd. Wielu Polaków wciąż nie ma pojęcia
Rosnące rachunki za energię elektryczną zmuszają do poszukiwania oszczędności, a na polskim rynku rośnie rola nowatorskich sposobów rozliczeń. Choć nowoczesne rozwiązania dają realną szansę na obniżenie opłat za energię czynną, podejście Polaków do rynkowych nowinek pozostaje ostrożne.
Polacy ostrożnie podchodzą do zmiany taryfy
Model rozliczeń kosztów energii elektrycznej przechodzi ewolucję, co wynika ze zmian w polskim miksie energetycznym. Powszechność odnawialnych źródeł energii - zwłaszcza paneli fotowoltaicznych i farm wiatrowych - sprawia, że rynkowe ceny prądu podlegają wahaniom w ciągu doby.
Gdy świeci słońce i wieje wiatr, wyceny na giełdzie spadają do bardzo niskich poziomów, a chwilami bywają nawet ujemne. Z kolei podczas wieczornego szczytu zapotrzebowania, stawki rynkowe drastycznie rosną. Płaska taryfa G11 uśrednia te koszty i nie daje żadnej elastyczności.
Aby jednak zacząć rozliczać się według stawek zmiennych z godziny na godzinę, niezbędne jest odpowiednie opomiarowanie w budynku. Niezbędny do tego jest tak zwany LZO, czyli licznik zdalnego odczytu.

Właśnie w tym miejscu pojawia się pierwsza istotna bariera. Z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że na koniec 2025 roku nasycenie rynku tymi urządzeniami wynosiło zaledwie 48 proc.
Brak odpowiedniego sprzętu u ponad połowy odbiorców skutecznie hamuje zmianę nawyków. Do tego dochodzi wciąż niska świadomość społeczna oraz brak limitu ceny maksymalnej u części sprzedawców, co budzi obawy o stabilność opłat.
Kto odczuje największe korzyści ze zmiany taryfy?
Choć taryfy dynamiczne uzależniają ostateczny koszt energii od bieżących notowań giełdowych, statystyki pokazują, że korzysta z nich nikły ułamek społeczeństwa. Na koniec 2025 roku na takie rozwiązanie zdecydowało się zaledwie 4,8 tys. gospodarstw domowych.
Mimo że od początku tamtego roku nastąpił tu wyraźny skok - z poziomu ledwie 135 odbiorców - grupa ta stanowi ciągle zaledwie 0,03 proc. ogółu klientów indywidualnych. Co ciekawe, ta niewielka zbiorowość odpowiada za 0,05 proc. całkowitego zużycia prądu w swoim segmencie. Liczby te jednoznacznie dowodzą, że taryfy dynamiczne wybierają głównie gospodarstwa o zużyciu energii znacznie wyższym niż przeciętna rynkowa.

W standardowym mieszkaniu w bloku, przy typowym zużyciu na poziomie 1,5-2 MWh rocznie, sama zmiana taryfy nie przyniesie odczuwalnych zmian w portfelu. Zauważalne zyski pojawiają się dopiero wtedy, gdy gospodarstwo eksploatuje energochłonne urządzenia o programowalnym działaniu.
Mowa tu przede wszystkim o posiadaczach domów jednorodzinnych, którzy użytkują pompy ciepła, klimatyzatory, domowe magazyny energii czy ładowarki do samochodów elektrycznych. Zaprogramowanie ładowania auta lub pracy pompy na godziny południowe, kiedy prąd jest najtańszy, pozwala wygenerować twarde oszczędności sięgające kilkuset złotych w skali roku. Dla kogo zmiana taryfy może okazać się szczególnie korzystna?
Zobacz też: Polacy masowo tracą pieniądze z kaucji. “Sprzedawca wcale nie ma takiego obowiązku”
Eksperci wskazują potencjał korzystania z taryf dynamicznych
Potencjał, jaki kryje w sobie zmiana modelu zakupowego, jest obecnie wykorzystywany tylko w części, na co zwracają uwagę analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Powodem jest konstrukcja opłat przesyłowych. Ostateczny rachunek za prąd składa się z dwóch głównych części: kosztu samej energii czynnej oraz opłat za jej dostarczenie, czyli dystrybucji.
O ile cena samej energii w modelu dynamicznym waha się z godziny na godzinę, o tyle opłata sieciowa zmienna pozostaje stała niezależnie od pory dnia. Eksperci PIE podkreślają, że kluczem do masowego zainteresowania byłoby wprowadzenie elastycznej opłaty sieciowej zmiennej. Gdyby koszt przesyłu energii zmieniał się dynamicznie razem z ceną samego surowca, klienci zyskaliby bez porównania silniejszą zachętę finansową do sterowania swoim poborem.
W przeciwieństwie do opłat stałych, których wysokość jest stała w każdym miesiącu (np. sieciowa stała, handlowa, VAT), opłata sieciowa zmienna w taryfie dynamicznej mogłaby być wyliczana elastycznie, np. z godziny na godzinę, podobnie jak opłata za energię czynną (faktycznie zużytą) - zaznaczyli eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) w rozmowie z "Tygodnikiem Gospodarczym".
Przesunięcie zużycia na dołki cenowe dałoby korzyści nie tylko domowym budżetom, ale zoptymalizowało prężność całego krajowego systemu elektroenergetycznego, obniżając koszty operacyjne jego pracy i odciążając sieci w szczytach poboru. Bez modyfikacji opłat dystrybucyjnych nowe rozliczenia pozostaną jedynie technologiczną ciekawostką dla nielicznych.