Za pellet znowu zapłacimy więcej. Ministerstwo Energii mówi o sztucznym zawyżaniu cen na rynku
Prawie pół miliona polskich gospodarstw domowych stoi w obliczu wzrostu kosztów ogrzewania przed nadchodzącym sezonem. Choć rząd promuje ekologiczne źródła energii, rzeczywistość rynkowa weryfikuje portfele inwestorów, a ceny pelletu znowu szybują w tempie, które budzi głęboki niepokój.
Ceny pelletu znowu w górę
Polacy, którzy zdecydowali się na modernizację swoich kotłowni w ramach programów proekologicznych, przeżywają bolesne zderzenie z rynkową rzeczywistością. Jeszcze rok temu o tej porze za tonę tego popularnego paliwa trzeba było zapłacić około 1350 złotych. Dziś stawki u dystrybutorów bez problemu przekraczają barierę 2100 złotych, co oznacza potężny, ponad trzydziestoprocentowy wzrost w skali zaledwie dwunastu miesięcy.
Przeciętne gospodarstwo domowe, zużywające w sezonie grzewczym kilka ton opału, musi przygotować się na wydatek sięgający nawet 12 tysięcy złotych. To potężne obciążenie dla domowych budżetów, szczególnie po ubiegłej, mroźnej zimie, która doszczętnie opróżniła piwnice i zmusiła konsumentów do panicznych zakupów na zapas. Czy pellet staje się towarem luksusowym?

Gwałtowny popyt wywołany strachem przed powtórką z zeszłorocznego kryzysu, kiedy w lutym surowiec praktycznie zniknął ze składów, a jego ceny lokalnie dobijały do 3 tysięcy złotych za tonę, napędza wzrost cen. Właściciele domów próbują zabezpieczyć się przed mrozami z dużym wyprzedzeniem, co przy ograniczonych możliwościach magazynowych fabryk wywołuje natychmiastowe wstrząsy cenowe na rynku.
W efekcie rynek pelletu w Polsce staje się niestabilny, a każdy najmniejszy impuls pogodowy lub geopolityczny uderza w końcowych odbiorców szukających oszczędności. Eksperci wskazują, dlaczego znowu sięgniemy głębiej do kieszeni.
Dlaczego pellet znowu będzie droższy?
Gdzie leży prawdziwe źródło tego problemu? Krajowi producenci i importerzy zgodnie wskazują na dramatyczny deficyt podstawowego półproduktu, jakim są trociny. Przemysł tartaczny boryka się z ograniczeniami w pozyskaniu drewna, co przekłada się na mniejszą podaż odpadów poprodukcyjnych.
Sytuację pogorszyły zeszłoroczne mrozy, które dosłownie sparaliżowały pracę mniejszych tartaków z powodu zamarzniętego surowca, wywołując przestoje technologiczne. Dziś cena trocin wynosi już około 100 złotych za metr przestrzenny, podczas gdy zaledwie rok temu oscylowała w granicach 55 złotych. Ten niemal dwukrotny skok kosztów produkcji zbiega się z ograniczeniami importowymi wywołanymi konfliktami geopolitycznymi na Ukrainie oraz Bliskim Wschodzie.
Mrozy spowodowały zmniejszone ilości trocin, czyli surowca, z którego pellet jest produkowany, przemysł tartaczny przestał produkować tyle, ile produkuje normalnie - tłumaczył Interii Biznes Michał Ferlak z Green Fuel.

Do tego dochodzą rosnące koszty energii elektrycznej i paliwa niezbędnego do transportu. Co ciekawe, na ten sam surowiec poluje także wielka energetyka zawodowa. Zrównoważona biomasa, uznawana przez unijne prawo za odnawialne źródło energii, jest w Polsce towarem deficytowym.
Eksperci zwracają uwagę na paradoks: z jednej strony państwo hojnie dotuje wymianę starych pieców węglowych na kotły pelletowe, z drugiej pozwala, by wielkie elektrownie spalały gigantyczne ilości tego samego drewna. W ten sposób ogrzewanie biomasą, zamiast być stabilną i tanią alternatywą, staje się zakładnikiem walki o surowiec między odbiorcami domowymi a koncernami energetycznymi. Ministerstwo Energii wprost mówi o “sztucznym zawyżaniu cen” na rynku.
Zobacz też: Prezydent podpisał kluczową ustawę. Polaków czekają wielkie zmiany w rachunkach
Sztuczne windowanie cen pelletu na polskim rynku?
Strona rządowa patrzy na ten kryzys z wyraźnym dystansem, sugerując, że drastyczne podwyżki nie do końca wynikają z obiektywnych czynników rynkowych. Przedstawiciele Ministerstwa Energii otwarcie mówią o możliwości sztucznego windowania stawek przez pośredników i spekulacji. Trudno jednak przekonać producentów do teorii spiskowych, kiedy ich realne koszty działalności rosną w lawinowym tempie.
Nie może być tak, że dofinansowania na kotły pelletowe wciąż są oferowane, ludzie z tego korzystają, a ceny być może są sztucznie windowane na rynku - mówił wiceminister energii Konrad Wojnarowski na konferencji prasowej.
Przedstawiciele branży od dekady apelują o systemowe rozwiązanie, które mogłoby natychmiast przynieść ulgę konsumentom i obniżyć koszt ogrzewania domów. Chodzi o obniżenie stawki podatku VAT na pellet z obecnych 23 procent do preferencyjnego poziomu 8 procent. Co ciekawe, taką niższą stawką objęty jest już tak zwany pellet agro, co tworzy niezrozumiałą asymetrię podatkową.
Kluczowe są dwie kwestie. Po pierwsze, branża od 10 lat apeluje o obniżenie stawki VAT na pellet. Powinna ona wynosić 8 proc., a nie - jak obecnie - 23 proc. Warto zauważyć, że pellet agro, produkowany np. z łusek słonecznika, jest objęty niższą stawką VAT - zauważa w rozmowie z Interią Biznes Daria Lisiecka z Magazynu Biomasa.

Drugim postulatem jest powstrzymanie kolejnych decyzji administracyjnych ograniczających pozyskanie drewna z lasów, takich jak obowiązujące moratoria, które zdaniem leśników dławią podaż surowca. Jeśli rząd nie podejmie szybkich i zdecydowanych kroków, programy ochrony powietrza mogą ponieść wizerunkową klęskę. Polacy zachęceni dotacjami do ekologicznych kotłów mogą poczuć się oszukani, gdy rachunki za zimę przerosną ich możliwości finansowe.
Kluczem do stabilizacji sytuacji jest urealnienie polityki podatkowej oraz ochrona rynku surowcowego przed nadmiernym drenażem. Bez tych działań zielona transformacja w polskich domach utknie w martwym punkcie, a pellet stanie się symbolem kosztownej pomyłki inwestycyjnej dla setek tysięcy rodzin.