biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Obiad nad Bałtykiem zakończył się powiadomieniem skarbówki. Turyści oniemieli, gdy dostali rachunek
Marcelina Gancarz
Marcelina Gancarz 31.08.2025 19:12

Obiad nad Bałtykiem zakończył się powiadomieniem skarbówki. Turyści oniemieli, gdy dostali rachunek

paragon fiskalny
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News/Canva

Mogłoby się wydawać, że głośne historie o „paragonach grozy” znad Bałtyku należą już do przeszłości. Tymczasem wciąż zdarzają się sytuacje, w których klienci przecierają oczy ze zdumienia, widząc wysokość rachunku za posiłek czy usługi. Turyści liczą na beztroski wypoczynek, a tymczasem potrafią wrócić z urlopu z poczuciem, że zostali oszukani. Przekonała się o tym grupa osób spędzających wakacje nad polskim morzem. Ta sprawa miała jednak znacznie poważniejsze konsekwencje. 

Nieuczciwe praktyki wobec turystów to wciąż codzienność

Choć sezon wakacyjny powoli dobiega końca, problem nieuczciwych praktyk wciąż daje o sobie znać. Wielu turystów przekonuje się, że za zwyczajny obiad, napój czy drobną usługę potrafią zapłacić kwoty znacznie przewyższające ich oczekiwania. Właściciele niektórych lokali czy punktów handlowych, zwłaszcza w popularnych miejscowościach wypoczynkowych, próbują wykorzystać nieuwagę i brak doświadczenia przyjezdnych.

W kurortach śródziemnomorskich czy w egzotycznych miejscach regularnie pojawiają się relacje turystów, którzy płacili setki euro za zwykłe dania lub drobne przekąski. W Polsce także można natknąć się na podobne sytuacje — niekiedy ceny lodów, ryb czy napojów okazują się kilkukrotnie wyższe, niż sugerowałaby standardowa oferta. Spotyka się również przypadki doliczania dodatkowych opłat bez wcześniejszego uprzedzenia. 

Nieuczciwe praktyki potrafią skutecznie zepsuć atmosferę urlopu. Zamiast relaksu i odpoczynku pojawia się stres, poczucie bezradności i żal, że ktoś wykorzystał czyjąś niewiedzę. Niestety, w ostatnich dniach podobne doświadczenie stało się udziałem grupy turystów wypoczywających nad Bałtykiem. Co dokładnie się tam wydarzyło? 

restauracja
Rachunek za posiłek zszokował turystów nad Bałtykiem. Fot. nectarina – Getty Images

Rachunek zszokował turystów nad Bałtykiem

Do zdarzenia doszło w Sarbinowie, jednym z popularnych kurortów nadmorskich. Jak opisuje „Fakt”, grupa sześciu turystów z Cieszyna postanowiła zjeść obiad w restauracji „U Kapitana Dianthus’a”. Lokal nie wyróżniał się niczym szczególnym, z zewnątrz nie wyglądał na ekskluzywny, dlatego goście spodziewali się umiarkowanych cen, typowych dla tego typu miejsca. Po spacerze nad morzem zajęli stolik i zamówili posiłek, który zaproponował im kelner: sześć porcji rosołu oraz trzy ryby — dwie w formie filetów i jedną „do podziału”.

Kiedy dania trafiły na stół, zdziwienie budziły już same porcje. Okazało się, że jedna z ryb ważyła niemal dwa kilogramy, a kolejne blisko kilogram. W sumie na talerzach wylądowało ponad trzy kilogramy ryb. Jednak prawdziwy szok przyszedł dopiero przy płaceniu. Rachunek opiewał na 1233 zł.

paragony.jpg
Rachunek za posiłek zszokował turystów nad Bałtykiem. Fot. ingvar shapik – Getty Images

Jak relacjonowali później poszkodowani, na paragonie znalazły się dodatkowe opłaty za składniki, które zazwyczaj traktowane są jako element dania. Do każdej porcji rosołu doliczono niemal trzy złote za lubczyk, osobno policzono cytrynę do ryby czy nawet miętę i cytrusy do wody. Grzanki kosztowały kilkanaście złotych. Na domiar złego pierwszy wydany paragon okazał się błędny, miał datę sprzed trzech dni i nie zawierał danych firmy. Dopiero po interwencji u właściciela lokalu goście otrzymali nowy rachunek. Wtedy zdecydowali, że nie zostawią sprawy bez reakcji. Jak dalej rozwinęła się ta sprawa? 

Sprawa trafiła do urzędu skarbowego

Nagłośnienie tej historii odbiło się szerokim echem w mediach i internecie. Turyści postanowili nie tylko opisać swoje doświadczenia w mediach społecznościowych, ale również zgłosić sprawę do urzędu skarbowego. W ich opinii restauracja mogła nie tylko stosować nieuczciwe praktyki cenowe, ale także posługiwać się nieprawidłowymi paragonami fiskalnymi. Po fali krytyki i licznych komentarzach internautów, w których pojawiały się podobne historie o zawyżonych rachunkach w tym lokalu, restauracja została zamknięta.

Sąsiedzi donoszą, że właściciele wyjechali na urlop w góry, unikając medialnego zainteresowania. Jak podaje „Fakt”, przedstawiciel restauracji w rozmowie telefonicznej twierdził jednak, że do zdarzenia doszło nie z powodu braku przejrzystości, lecz z błędnego czytania karty przez klientów. Zapowiedział także skierowanie sprawy do sądu w związku ze wpisami na Facebooku. Jednocześnie przyznał, że pierwszy rachunek rzeczywiście został wydany z kalkulatora kelnera i był pomyłką.

Od strony prawnej sprawa może mieć kilka wymiarów. Po pierwsze, urząd skarbowy ma prawo skontrolować lokal pod kątem prawidłowego wystawiania paragonów i odprowadzania podatków. Brak danych firmy czy nieaktualna data na rachunku to poważne uchybienia. Po drugie UOKiK oraz inspekcja handlowa mogą sprawdzić, czy restauracja nie stosowała praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, na przykład doliczania ukrytych kosztów.

Zarówno na urlopowych wyjazdach, jak i podczas okazyjnych wypadów do lokalów gastronomicznych warto pamiętać, że konsumenci mają prawo domagać się rzetelnego rachunku i zgłaszać wszelkie nieprawidłowości odpowiednim instytucjom. W ostatnich latach pojawia się coraz więcej takich zgłoszeń, a klienci stają się bardziej świadomi swoich praw. Sprawa z Sarbinowa pokazuje, że problem „paragonów grozy” wcale nie zniknął, a nieuczciwi restauratorzy nadal próbują wykorzystywać nieuwagę klientów.

BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: