Maja Chwalińska o krok od wielkich pieniędzy, ale fiskus nie śpi. Kwota za finał zwala z nóg
Już nie tylko Agnieszka Radwańska czy Iga Świątek udowodniły na kortach, że ograniczenia nie istnieją. Następna polska zawodniczka - Maja Chwalińska - pnie się po po kolejnych szczeblach drabinki Roland Garros. Jej awans w paryskich zmaganiach to nie tylko wielki sportowy triumf, ale też potężny skok w finansowej hierarchii. Zwycięstwa w tak prestiżowym cyklu gwarantują olbrzymie dochody. Z jakim podatkowym systemem zderzy się jednak wkrótce reprezentantka naszego kraju?
Renesans na kortach. Jak tenis ziemny zdominował wyobraźnię kibiców nad Wisłą
Rynek sportowy w Polsce od dekad opiera się na sprawdzonych fundamentach. Piłka nożna generuje największe zasięgi telewizyjne i przyciąga wielomilionowe kontrakty sponsorskie. Równolegle siatkówka, nazywana naszym sportem narodowym, regularnie dostarcza kibicom medali i gwarantuje stabilny model finansowania z budżetu państwa. Zimą oczy fanów niezmiennie kierują się ku skoczniom narciarskim. Obserwujemy jednak zjawisko, które analitycy rynkowi określają zmianą pokoleniową w preferencjach odbiorców.

Tenis ziemny, uchodzący do niedawna za dyscyplinę wysoce elitarną, zaczął masowo przyciągać nowych adeptów oraz poważny kapitał inwestycyjny. Warto przypomnieć, że fundamenty pod dzisiejszą popularność tego sportu kładła Agnieszka Radwańska, a obecnie globalną rozpoznawalność zapewnia nam Iga Świątek. Sukcesy te przełożyły się na wyraźny wzrost inwestycji infrastrukturalnych w wielu regionach. Obecnie obiekty treningowe pękają w szwach, a rezerwacja kortu graniczy z cudem.
Choć globalne dane wskazują na stały wzrost liczby graczy, brakuje wiarygodnych statystyk potwierdzających dwucyfrowe tempo wzrostu każdego roku wyłącznie dla Polski. To sprawia, że polski sektor tenisowy staje się niezwykle lukratywnym środowkiem dla reklamodawców. Pojawiają się wschodzące gwiazdy, które krok po kroku budują swoją pozycję w zestawieniu WTA (Women's Tennis Association - organizacja zarządzająca rozgrywkami kobiet). Do głosu dochodzą nowe nazwiska, a jedno z nich właśnie napisało na francuskiej ziemi niesamowitą historię, stając się motorem napędowym kolejnej fali zainteresowania dyscypliną.
Mordercza rywalizacja Chwalińskiej w paryskim turnieju. Droga na sam szczyt turniejowej drabinki
Maja Chwalińska to postać, której dotychczasowa kariera stanowi żywy dowód na to, że prawdziwy talent poparty katorżniczą pracą potrafi przezwyciężyć największe bariery. 24-letnia zawodniczka z Dąbrowy Górniczej wielokrotnie zmagała się z problemami zdrowotnymi, które brutalnie hamowały jej progres. Nie złożyła jednak broni. Po serii startów w turniejach niższej rangi, konsekwentnie gromadziła cenne punkty. Sceną absolutnego przełomu w jej zawodowym życiu stał się trwający turniej Rolanda Garrosa we Francji.
To jedna z czterech prestiżowych imprez cyklu Wielkiego Szlema, która jako jedyna na tak zaawansowanym szczeblu rozgrywana jest na ceglanej nawierzchni kortu. Paryska mączka spowalnia tempo gry, przez co wymusza na zawodnikach tytaniczną wydolność oraz taktyczną perfekcję. Każde starcie to fizyczna batalia trwająca po kilka godzin. Polska reprezentantka przeszła przez turniejową drabinkę jak burza, zaczynając od kwalifikacji, by następnie eliminować faworyzowane rywalki. W fenomenalnym stylu pokonała w półfinale rozstawioną z numerem 25 Rosjankę Dianę Sznajder wynikiem 7:6, 6:4, otwierając sobie bramy do wielkiego finału.

Według prognoz dzięki serii genialnych występów Maja Chwalińska przesunie się ze 114. pozycji w rankingu w okolice 30. lokaty na świecie. Taki skok to nie tylko powód do dumy, ale realna przepustka do głównych drabinek w kolejnych turniejach, co diametralnie zmienia jej wartość marketingową w rozmowach ze sponsorami. Przed nią jeszcze starcie o tytuł z Mirrą Andriejewą, ale już teraz jej wynik to fenomen biznesowo-sportowy.
Awans do decydującej fazy paryskich zmagań to dla każdego sportowca dołączenie do absolutnej światowej elity, także pod kątem zgromadzonego kapitału. Zwycięstwo w półfinale gwarantuje wpływy, o jakich na wcześniejszych etapach kariery mogła jedynie pomarzyć.
Zobacz też: Internetowe zbiórki pod lupą skarbówki. Urzędników interesują anonimowe wpłaty
Wielkie triumfy i surowe daniny. Ile Maja Chwalińska może zgarnąć za finał?
Zgodnie z oficjalną drabinką płac obowiązującą na Roland Garros, za samo wywalczenie miejsca w finale Maja Chwalińska zagwarantowała sobie premię w wysokości 1,4 miliona euro. Przeliczając tę kwotę według aktualnych rynkowych kursów, daje to astronomiczną sumę w granicach 6 milionów złotych. Jeżeli zdobędzie końcowe trofeum, pula ta ulegnie podwojeniu, sięgając 2,8 miliona euro (około 12 milionów złotych).
Taki zastrzyk gotówki radykalnie odmienia perspektywy zawodowe. Sukces ten ma również swoją księgową stronę. Realna kwota, jaka wpłynie na konto polskiej zawodniczki, będzie znacznie niższa niż ta prezentowana oficjalnie w mediach. Powodem jest francuski system podatkowy, który na dochody sportowe nakłada wyjątkowo surowe obciążenia. Szacunki wskazują bezwzględnie, że potrącenia na rzecz fiskusa wyniosą blisko 45 procent wartości nagrody.
Oznacza to w praktyce, że z wywalczonych 1,4 miliona euro brutto tenisistka musi oddać około 630 tysięcy euro państwu. W efekcie po potrąceniach kwota "na rękę” wyniesie w przybliżeniu 770 tysięcy euro (co daje blisko 3,3 miliona złotych netto na korzyść zawodniczki). Mimo bolesnych odliczeń podatkowych, ostateczna suma stanowi dla Mai Chwalińskiej kapitałowy fundament na lata.
Uzyskane środki pozwolą na sfinansowanie zaplecza treningowego, opłacenie sztabu szkoleniowego, czołowych fizjoterapeutów oraz zagwarantują komfort w przygotowaniach do wyzwań. Wielki tenis to z jednej strony prestiż, ale z drugiej bezwzględne, wysoce zoptymalizowane przedsiębiorstwo wymagające stałych nakładów. Wynik paryskiego finału zadecyduje o jeszcze większych profitach, lecz bez względu na rezultat, polska tenisistka już dołączyła do ekskluzywnego grona najjaśniejszych gwiazd sportu zawodowego.