Rząd chce zmian w wieku emerytalnym. Propozycja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wywołała skrajne oburzenie
Wokół polskiego systemu emerytalnego narasta nowy, niezwykle emocjonalny spór. Propozycja powiązania wieku emerytalnego kobiet z macierzyństwem wywołała ogromne poruszenie wśród ekonomistów i demografów. Czy zrównanie wieku emerytalnego bezdzietnych kobiet z mężczyznami to krok w stronę ratowania finansów publicznych, czy też prosta droga do pogłębienia ubóstwa Polek?
Rząd proponuje zmiany w wieku emerytalnym w Polsce
Obecny system emerytalny w Polsce, opierający się na granicy 60 lat dla kobiet oraz 65 lat dla mężczyzn, staje się coraz trudniejszy do utrzymania w realiach gwałtownego starzenia się społeczeństwa. Wydłużające się życie Polaków przy jednoczesnym głębokim kryzysie demograficznym sprawia, że stabilność finansowa państwa wisi na włosku.
W tym kontekście minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz rzuciła pomysł, który zelektryzował opinię publiczną. Jej zdaniem współczesne młode kobiety dokonują dziś zupełnie innych wyborów życiowych niż poprzednie pokolenia, a bezdzietność staje się dla niemal połowy z nich świadomym wyborem.
Ostatnio dużo jeździłam po Polsce. (…) Wszyscy mężczyźni chcieli rozmawiać o wieku emerytalnym. A młodzi mówili, że jak to, chcemy zrównywać wiek emerytalny? Ale jak usłyszeli, że to o nich, że oni na te emerytury zaraz będą pracować, że ich to państwo senioralne zaorze, to wychodzili i mówili, że to bardzo ważne - podkreślała w programie "Tłit" Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Skoro tak, to zdaniem ministerstwa naturalnym krokiem powinno być dostosowanie wieku emerytalnego bezdzietnych kobiet do standardów obowiązujących mężczyzn. Choć propozycja ta na pierwszy rzut oka brzmi jak pragmatyczne łatanie dziury budżetowej, to diabeł tkwi w szczegółach.
Dlaczego ekonomiści tak gwałtownie sprzeciwiają się temu rozwiązaniu, wskazując na ryzyko potężnych napięć społecznych? Zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych wymagają przecież precyzji chirurga, a nie rewolucyjnego zapału polityków.
Kontrowersyjna propozycja rządu. "Matki będą skazane na biedę"
Największe obawy ekspertów budzi fakt, że polskie matki już teraz ponoszą gigantyczny koszt ekonomiczny związany z wychowywaniem dzieci, co obniża ich przyszłe bezpieczeństwo finansowe. Przerwy w karierze zawodowej na urlopy macierzyńskie i wychowawcze oznaczają znacznie mniejszy kapitał składkowy odłożony na indywidualnym koncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.
Profesor Agnieszka Chłoń-Domińczak, prorektor ds. nauki Szkoły Głównej Handlowej, wprost nazywa to zjawisko finansową karą za rodzicielstwo. Choć państwo uwzględnia okresy opieki nad dziećmi, odprowadzane w tym czasie składki emerytalne są o wiele niższe niż te, które kobieta wypracowałaby w trakcie regularnej, nieprzerwanej aktywności zawodowej.

Propozycja ministerstwa stawia więc matki w skrajnie niekorzystnej sytuacji. Wcześniejsze przejście na emeryturę, połączone z lukami w opłacaniu składek, skaże miliony Polek na najniższe dopuszczalne świadczenia. Kobiety żyją statystycznie znacznie dłużej od mężczyzn, a to oznacza, że ich i tak skromny kapitał musi zostać rozłożony na zdecydowanie większą liczbę miesięcy. Rezultatem takich zmian może być ubóstwo starszych kobiet, potęgowane przez samotność i zjawisko wdowieństwa.
Matki będą skazane na biedę. Kobiety żyją dłużej, są narażone na wdowieństwo i samotność. To wszystko razem może doprowadzić do nierówności i wykluczenia matek - podkreśliła Profesor Agnieszka Chłoń-Domińczak w rozmowie z Money.pl.
Wprowadzenie mechanizmu różnicującego wiek emerytalny ze względu na posiadanie potomstwa rodzi również dylematy natury etycznej i praktycznej.
Zobacz też: Będą zmiany w wieku emerytalnym? Jest komunikat ministerstwa
Krytyka propozycji Pełczyńskiej-Nałęcz. "To poniżające dla ludzi oceniających, czy są w stanie mieć dzieci, czy też nie"
Przeciwnicy takiego rozwiązania pytają, jak państwo zamierza weryfikować, dlaczego dana kobieta nie posiada dzieci. Profesor Marek Góra, współautor polskiej reformy emerytalnej z 1999 roku, zwraca uwagę, że urzędnicza ocena ludzkiej płodności byłaby procedurą skrajnie poniżającą dla obywateli. Z kolei profesor Julian Auleytner, twórca koncepcji programu 500 plus, ostrzega przed złamaniem konstytucyjnej zasady równouprawnienia kobiet wobec prawa.
Przecież bezdzietność bardzo często nie jest kwestią wyboru, lecz dramatem natury medycznej. Karanie takich osób dłuższą pracą byłoby przejawem skrajnej niesprawiedliwości społecznej. Eksperci są jednak zgodni w jednym punkcie: wiek emerytalny w Polsce musi ulec zmianie, a wydłużanie aktywności zawodowej jest koniecznością w obliczu lepszego stanu zdrowia starszych pokoleń.
To kontrowersyjny temat. Jedni powiedzą, że matkom należy się szybsza emerytura, a inni stwierdzą, że dojdzie do braku równouprawnienia kobiet względem siebie. Przecież niektóre kobiety nie mogą mieć dzieci z różnych powodów, a niektóre mają rodziny wielodzietne. - podkreślił profesor Julian Auleytner w rozmowie z Money.pl
To poniżające dla ludzi oceniających, czy są w stanie mieć dzieci, czy też nie - podkreślił prof. Marek Góra, wykładowca SGH - uważa z kolei profesor Marek Góra.
Zamiast jednak wprowadzać kontrowersyjne podziały, rządzący powinni usiąść do okrągłego stołu i wypracować system zachęt do jak najdłuższej pracy. Tylko stabilny, przewidywalny i przede wszystkim sprawiedliwy system ubezpieczeń społecznych pozwoli uniknąć katastrofy, w której miliony polskich matek na starość zostaną skazane na egzystencję poniżej minimum socjalnego.