Wypłaty z PPK niepokoją KNF. Dane pokazują, że ryzyko leży gdzie indziej
Komisja Nadzoru Finansowego już po raz kolejny w ostatnich miesiącach zasygnalizowała, że coraz więcej Polaków traktuje Pracownicze Plany Kapitałowe jak konto oszczędnościowe albo fundusz remontowy. Jednocześnie zasugerowała, że warto rozważyć zmiany w programie. Za skalą tego zjawiska i konsekwencjami samej zapowiedzi potencjalnych zmian w wypłatach z PPK kryje się jednak coś, o czym łatwo dziś zapomnieć.
Nadzór widzi lukę, pracownicy widzą swoje pieniądze
W ustawowym przeglądzie funkcjonowania PPK, który przypada na 2026 rok, KNF postuluje zmiany zwiększające atrakcyjność programu. Największe obawy nadzoru budzi utrzymująca się tendencja do wypłacania środków przed 60. rokiem życia. Zdaniem Komisji wielu uczestników korzysta z wielokrotnych zwrotów, traktując rachunek PPK jako dodatkowe źródło bieżących dochodów, a nie narzędzie długoterminowego oszczędzania.
Konstrukcja programu rzeczywiście dopuszcza taki manewr. Pracownik może w każdej chwili wycofać zgromadzone środki, odzyskując własne wpłaty i 70 proc. wpłat pracodawcy - reszta wraca na jego konto w ZUS. Płaci przy tym podatek Belki i rezygnuje z dopłat państwowych, w tym wpłaty powitalnej i dopłat rocznych. Przy medianowej pensji taka operacja daje w skali roku równowartość lokaty o kilkudziesięcioprocentowej stopie zwrotu, głównie dzięki części finansowanej przez pracodawcę. Ten mechanizm część mediów i sam nadzór opisują jako "lukę w PPK".
Tylko czy to na pewno luka, skoro program od początku był reklamowany jako w pełni prywatne oszczędności, którymi uczestnik dysponuje swobodnie? Możliwość wypłaty w każdej chwili to nie błąd konstrukcyjny, tylko fundament, na którym zbudowano zaufanie do PPK po trudnym starcie w 2019 roku.
Statystyki nie wspierają narracji o "epidemii"
Dane, którymi dysponuje operator programu, kreślą inny obraz niż sygnały płynące z nadzoru. W czwartym kwartale 2025 roku uczestnicy i pracodawcy wpłacili do PPK 2,73 mld zł, a w pierwszym kwartale 2026 roku już 3,63 mld zł [PFR Portal PPK, kwiecień 2026] - to skok o niemal 33 proc. Wartość zwrotów w tym samym czasie wzrosła znacznie wolniej, z 752,8 mln do 833,9 mln zł, czyli o około 10 proc.
Relacja wypłat do nowych wpłat, o którą tak naprawdę powinno chodzić w każdej dyskusji o "przeciekaniu" programu, spadła z 27,55 do 22,95 proc. Aktywa funduszy zdefiniowanej daty urosły z 45,2 mld zł na koniec grudnia 2025 roku do 47,8 mld zł na koniec marca 2026 [PFR Portal PPK, kwiecień 2026], a w pierwszym półroczu do PPK dołączyło 280 tys. nowych uczestników.
Jest jeszcze jedna liczba, która kompletnie zmienia perspektywę. Aż 56 proc. osób, które kiedykolwiek zdecydowały się na zwrot środków, zrobiło to tylko raz. Wielokrotne "arbitraże" są więc zjawiskiem marginalnym, a nie masowym. Można powiedzieć, że 8 proc. uczestników dokonało w 2025 roku zwrotu - i będzie to prawda. Można też powiedzieć, że 92 proc. odkłada dalej - i to również jest prawda. Wybór optyki zmienia diagnozę:
Można napisać, że 8% uczestników PPK dokonało w 2025 roku zwrotu. A można też napisać, że 92% uczestników PPK odpowiedzialnie buduje swoją poduszkę finansową na czas po zakończeniu kariery zawodowej. To te same dane - wskazuje Marta Damm-Świerkocka, członkini zarządu PFR Portal PPK
Trauma po OFE jest realna. Nawet sama zapowiedź może kosztować
Tu wchodzimy na naprawdę delikatny grunt. Marta Damm-Świerkocka z PFR Portal PPK, z którą rozmawiałem w marcu na kanale YouTube Biznes Info, użyła w tamtej rozmowie określenia "trauma po OFE" - i trudno o trafniejszą diagnozę. PPK startowało w 2019 roku ze skalą sceptycyzmu, która była pochodną jednego wydarzenia - częściowej likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych w 2014 roku. Państwo przejęło wtedy część zgromadzonych tam obligacji i zamieniło je na obietnicę wypłaty przez ZUS. Dla milionów Polaków oznaczało to jedno: pieniądze odkładane na emeryturę nie są tak naprawdę ich pieniędzmi, dopóki znajdują się w systemie.
Autozapis i mechanizm dopłat pracodawcy pomogły przełamać ten sceptycyzm. Współczynnik partycypacji przekroczył 50 proc., a program powoli budował reputację narzędzia, w którym oszczędzający nie zostanie ponownie zaskoczony zmianą reguł. Kluczowym elementem tej reputacji jest właśnie to, co dziś próbuje się nazywać "luką" - możliwość wypłaty w każdej chwili. To ona sprawia, że środki na rachunku PPK nie są kolejną abstrakcyjną obietnicą, tylko realnym, dostępnym kapitałem, którym uczestnik zarządza sam.
I to jest problem, którego nadzór zdaje się w swoim komunikacie nie dostrzegać. Sama zapowiedź "rozważenia zmian" w zasadach zwrotów, nawet jeśli ostatecznie nic się nie wydarzy, może kosztować program więcej niż faktyczne wypłaty jednej siódmej nowych złotówek. Polacy, którzy raz przeżyli demontaż OFE, na wzmiankę o ograniczeniu dostępu do "swoich" pieniędzy reagują odruchem, nie kalkulacją. Damm-Świerkocka w komunikacie PFR Portal PPK deklaruje wprost, że:
"nie są prowadzone żadne działania, które miałyby ograniczać uczestnikom PPK możliwość dysponowania zgromadzonymi środkami".
Dobrze, że to zostało powiedziane wprost. Gorzej, że to zapewnienie trafi zaledwie do ułamka osób, które przeczytały artykuły o “postulowanych przez KNF zmianach w wypłatach środków z PPK”