Już nie tylko katalizatory. Złodzieje aut zmieniają cel, teraz wzięli na cel inną część

Złodzieje samochodowi w Polsce podążają za europejskimi trendami, ale w tej dziedzinie nie ma powodu do dumy. Tym razem wybór padł nie na całe auta ani katalizatory, lecz na inną cenną część. Kradnie się ją w kilka sekund, a jej wymiana może kosztować właściciela kilka tysięcy złotych.
Nowy cel przestępców. To teraz kradną
W Polsce obserwowany jest wzrost przypadków kradzieży czujników do adaptacyjnego tempomatu, które umieszczone są zazwyczaj na osłonie chłodnicy. Ten element odpowiada za monitorowanie ruchu przed pojazdem i dostosowanie prędkości – bez niego systemy bezpieczeństwa przestają działać.
W Wielkiej Brytanii - w tym w Londynie - złodzieje również atakują te czujniki. Kradzież trwa kilkanaście do kilkudziesięciu sekund, a brakująca część, choć łatwa do demontażu, potrafi dużo kosztować właścicieli.
Polska policja zarejestrowała już podobne przypadki
Polskie służby już odnotowały przypadki tego rodzaju kradzieży. W styczniu policja zatrzymała mężczyznę, który jednej nocy ukradł z samochodów osiem takich czujników, m.in. w Goleniowie i Kamieniu Pomorskim. Wartość skradzionych części szacuje się na około 100 tys. zł.
Trend ten wpisuje się w szerszy wzorzec - po okresie pandemii i wzroście cen platyny nastąpiła fala kradzieży katalizatorów. Teraz obiektem złodziejskich zainteresowań są czujniki, trudniejsze do zabezpieczenia i jeszcze droższe do wymiany.



Koszty i konsekwencje dla właścicieli aut
Ceny czujników do adaptacyjnego tempomatu są wysokie - w Polsce używany egzemplarz kosztuje 2-3 tys. zł, a nowy zaczyna się od 5 tys. zł. W Wielkiej Brytanii koszt wymiany może dochodzić do 1500 £ (ok. 8000 zł), a w przypadku niektórych modeli BMW - nawet ponad 3500 £.
Co gorsza - po wymianie czujnika konieczna jest odpowiednia kalibracja lub jego "zamrożenie" przez producenta. Bez tego system może nie działać lub nie być kompatybilny z autem.




































