Tyle zarabia się w Dino. Takie kwoty "na rękę” dla kasjera, a takie dla kierownika marketu
Sektor handlu detalicznego nieustannie potrzebuje nowych rąk do pracy. Dino, polski gigant dynamicznie rozbudowujący swoją sieć marketów, ujawnił właśnie oficjalne stawki wynagrodzeń dla szeregowych sprzedawców oraz kierowników marketów. Na horyzoncie widać jednak poważny spór ze związkowcami.
Polski rynek pracy w sektorze handlu detalicznego przechodzi w ostatnich latach widoczną transformację, w której tradycyjne dyskonty oraz sieci supermarketów stają się głównymi motorami napędowymi zatrudnienia. Pokazują to stawki oferowane przez Dino na poszczególnych stanowiskach - kto zarobi najwięcej?
Dino w czołowej trójce polskich pracodawców
Ekspansja sieci handlowych i stałe otwieranie nowych placówek w mniejszych miejscowościach całkowicie zmieniły strukturę lokalnych rynków. W czołówce przedsiębiorstw dających zatrudnienie tysiącom Polaków zaszły istotne przetasowania, a konkurencja o pracowników wciąż przybiera na sile.
Zdecydowanym liderem pod względem skali zatrudnienia w Polsce pozostaje spółka Jeronimo Martins Polska, do której należy sieć Biedronka, dająca pracę około 85,2 tys. osób.
Drugą pozycję na liście zajmuje państwowy koncern paliwowy Orlen, zatrudniający około 66,6 tys. pracowników.
Co ciekawe, na trzecie miejsce w tym zestawieniu awansowała polska sieć Dino Polska, osiągając wynik około 55,9 tys. zatrudnionych i wyprzedzając tym samym Pocztę Polską, w której kadra liczy obecnie około 51 tys. etatów.

Pierwszą piątkę największych pracodawców zamykają PGE Polska Grupa Energetyczna z załogą sięgającą 41,4 tys. osób oraz ubezpieczeniowy gigant PZU, dający pracę około 38,7 tys. ludzi.
Błyskawiczny awans krajowego dyskontu do pierwszej trójki to efekt wyjątkowo konsekwentnej strategii rozwoju, koncentrującej się na terenach położonych z dala od dużych aglomeracji miejskich.
Dino zwiększa budżet na podwyżki i wynagrodzenia
Za wynikami statystycznymi stoi przemyślana infrastruktura oraz niesłabnące tempo otwarć nowych placówek handlowych. Dino zarządza obecnie siecią 3 245 marketów, które zlokalizowane są w 2 600 miejscowościach - przede wszystkim w małych miastach oraz na obszarach wiejskich.
Sprawną obsługę tak rozległej sieci sklepów zapewnia zaplecze logistyczne składające się z 12 centrów dystrybucyjnych. Skala prowadzonych operacji przełożyła się bezpośrednio na imponujące tempo kreowania nowych etatów.
Czytaj więcej: Cinema City dzieli sale na strefy. Miejsce w kinie zdecyduje o dopłacie
W ciągu ostatnich pięciu lat sieć utworzyła blisko 31 tys. nowych miejsc pracy, z czego w samym tylko minionym roku zatrudnienie zwiększyło się o ponad 5 tys. osób. Łącznie sieć ma już pod swoimi skrzydłami 60 tys. pracowników. Rosnąca w tak szybkim tempie kadra generuje jednak ogromne koszty dla budżetu spółki.
W planie finansowym na 2026 rok zarząd zarezerwował kwotę około 700 mln zł z przeznaczeniem na podwyżki wynagrodzeń oraz tworzenie kolejnych stanowisk. W efekcie całkowita wartość świadczeń pracowniczych ma wzrosnąć z 4,3 mld zł w 2025 roku do poziomu niemal 5 mld zł w roku 2026.
Tyle Dino płaci pracownikom. W tle groźba strajku
Zarząd oficjalnie ujawnił stawki, na jakie mogą liczyć osoby zatrudnione na poszczególnych szczeblach w sklepach. Wynagrodzenie zasadnicze na stanowisku sprzedawcy-kasjera po przepracowaniu pierwszych trzech miesięcy wynosi co najmniej 5,2 tys. zł brutto miesięcznie.
Po doliczeniu regulaminowych premii średnie całkowite uposażenie na tym stanowisku sięga około 6 tys. zł brutto miesięcznie, co daje “na rękę” 4420 zł na standardowej umowie o pracę (UoP). Z kolei w przypadku kierowników sklepów średnia miesięczna płaca wraz ze wszystkimi dodatkami wynosi około 8 tys. zł brutto, czyli około 5784 zł netto.
Opublikowane kwoty oraz informacja o rezerwacji 700 mln zł na wzrost płac wywołały natychmiastową i natarczywą ripostę ze strony organizacji związkowych. Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu, którzy od miesięcy pozostają ze spółką w sporze zbiorowym, zarzucają zarządowi manipulację przekazem. Twierdzą, że ogłoszona kwota to w rzeczywistości majowa podwyżka rzędu 300 zł brutto do podstawy, wymuszona wcześniejszym strajkiem ostrzegawczym.
Pracownicy domagają się znacznie wyższych gratyfikacji - ich postulaty obejmują podwyżki w wysokości 900 zł brutto. Związkowcy zarzucają władzom firmy unikanie realnego dialogu i zapowiadają, że jeśli zarząd nie pojawi się osobiście na mediacjach w Warszawie, rozmowy zostaną zerwane, co doprowadzi do ogólnokrajowej fali protestów, blokad sieci oraz strajku generalnego.
O CO WALCZYMY? NASZE POSTULATY Z DWÓCH SPORÓW ZBIOROWYCH:
Godne płace i etaty: Wyższe wynagrodzenia, zwiększenie obsady etatowej w sklepach oraz utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS).
Stop inwigilacji: Natychmiastowe zaprzestanie wykorzystywania monitoringu zakładowego do dyscyplinowania pracowników i sztucznego podkręcania śrub wydajnościowych.
Bezpieczeństwo i warunki pracy: Bezwzględne przestrzeganie prawa, wprowadzenie zmian konstrukcyjnych w sklepach chroniących pracowników przed skrajnie niskimi temperaturami. - napisali przedstawiciele profilu OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu na Facebook'u.