Europa chce uniezależnić się od Chin. Były prezes PGZ ujawnia, dlaczego ten plan nie wypali
Unia Europejska chce, żeby do 2030 roku jedna czwarta zużywanych przez nią surowców krytycznych pochodziła z odzysku. Dziś w całej Wspólnocie produkuje się około trzech procent tego, czego potrzebuje jej przemysł. Zapytałem o realność tego celu człowieka, który buduje w Polsce biznes oparty właśnie na recyklingu metali krytycznych. Odpowiedź była zaskakująco szczera - i dość niewygodna dla wszystkich, którzy powtarzają unijne slajdy bez sprawdzania liczb.
Andrzej Kensbok, wiceprezes grupy Virtus, były prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej i wcześniej członek zarządu KGHM Polska Miedź, był moim gościem w „Rozmowach Wartościowych" na kanale Biznes Info. Rozmawialiśmy o niezależności surowcowej Polski i Europy - i o tym, dlaczego akurat teraz wszyscy sobie o niej przypomnieli.
3 proc. Tyle Europa produkuje sama
Zacznijmy od liczby, która robi największe wrażenie. Kensbok szacuje, że około trzech procent surowców strategicznych i krytycznych potrzebnych w Unii Europejskiej jest produkowane na jej terenie. Reszta pochodzi z importu. „Czyli to jest po prostu kropla w morzu" - komentuje.
Nie wszędzie jest równie źle. Lepiej wygląda sytuacja z miedzią, aluminium, żelazem i stalą. Zaskakująco dobrze wypada węgiel koksujący - ale, jak zaznacza Kensbok, głównie dzięki polskiemu wydobyciu. I tu warto zapamiętać jedno zdanie, które w polskiej debacie publicznej brzmi niemal wywrotowo: węgiel jest w Unii Europejskiej surowcem strategicznym. Nie zabytkiem energetycznym, nie problemem do rozwiązania - surowcem, bez którego nie działają huty stali.
Skąd wzięła się ta zależność? Chiny budowały swoją pozycję w surowcach przez ostatnie dwadzieścia, trzydzieści lat. W tym samym czasie Unia Europejska - jak ujmuje to Kensbok - odwróciła się trochę bokiem, o ile nie tyłem, do branży górniczej, przetwórczej, hutniczej i metalurgicznej.
Kensbok jest przy tym ostrożny w formułowaniu tezy o uzależnieniu od Chin. Nie chce określać tego tak jednoznacznie - mówi raczej o zależności od podmiotów kontrolowanych przez podmioty chińskie. Niuans, ale istotny: chodzi o strukturę własności w łańcuchu dostaw, a nie tylko o to, skąd formalnie płynie kontener.
"Najmłodsi mają 60 lat"
Najciekawszy wątek tej rozmowy nie dotyczy jednak złóż ani geopolityki, tylko ludzi. Kensbok opisuje coś, o czym w dyskusji o surowcach krytycznych mówi się najmniej: Europie brakuje nie tylko rud, ale przede wszystkim kadr.
„Górnictwo dzisiaj w Unii Europejskiej jest niczym w porównaniu z tym, co budowało potęgę Europy sto czy jeszcze pięćdziesiąt lat temu" - mówi. Cała branża zyskała otoczkę czegoś szkodliwego i nieciekawego. Młodzi ludzie przestali marzyć o karierze górnika albo inżyniera górnictwa. Na uczelniach likwidowano wydziały i instytuty zajmujące się tą tematyką.
Efekt? Kensbok mówi o tym ze śmiechem, ale to śmiech przez łzy: specjaliści metalurdzy, hutnicy i górnicy w Unii Europejskiej - ci najmłodsi mają po sześćdziesiąt lat. „Mamy trzydzieści lat takiej przerwy w rozwoju tej branży górniczej i metalurgicznej".
To jest, moim zdaniem, najpoważniejszy argument w całej dyskusji o unijnych celach recyklingowych. Rozporządzenia można pisać szybko. Kompetencji nie da się przywrócić rozporządzeniem. Jeśli kadra techniczna zdolna prowadzić procesy hydrometalurgiczne odchodzi właśnie na emeryturę, to każdy termin wpisany do unijnego aktu staje się kwestią wiary, a nie harmonogramu.
Z 3 do 25 procent w cztery lata
Unia Europejska zareagowała na tę sytuację aktem normatywnym wskazującym na konieczność zmiany - przede wszystkim przez zwrot ku recyklingowi i odzyskiwaniu surowców strategicznych oraz krytycznych z odpadów przemysłowych. Wpisany w niego cel to dwadzieścia pięć procent surowców krytycznych z odzysku do 2030 roku.
Zapytałem wprost, czy jest szansa na jego realizację. Odpowiedź Kensboka warto zacytować w całości, bo to rzadki przypadek, gdy przedstawiciel branży studzi entuzjazm wobec własnego rynku: „Dojście z trzech procent do dwudziestu pięciu w ciągu czterech lat, czyli do dwa tysiące trzydziestego, tak jak zakłada ten akt, no jest niezwykle trudne, powiedziałbym, chyba nawet niemożliwe".
Wiceprezes Virtusa przewiduje, że Unia Europejska będzie w jakiś sposób wychodziła naprzeciw tej sytuacji - co w praktyce oznacza korektę celu albo terminu. Zaznacza przy tym, że nie jest to powód do rozkładania rąk: trzeba robić wszystko, co możliwe, żeby pozyskać jak najwięcej surowców z odzysku.
Tu pojawia się jednak napięcie, którego nie da się przemilczeć. Kilkanaście sekund po tym, jak Kensbok nazwał unijny cel prawdopodobnie niemożliwym, mówi o potrzebie dobrego zrozumienia, jak działa to rozporządzenie, i o tym, żeby zrobić wszystko, by stać się partnerem strategicznym tego programu. „Jest to naszym celem".
Czyli: cel jest nierealny, ale chcemy być jego strategicznym partnerem. Sprzeczność? Niekoniecznie - można podważać termin, a jednocześnie wierzyć w kierunek. Ale warto wiedzieć, że sceptycyzm wobec unijnych dwudziestu pięciu procent formułuje tu podmiot, którego model biznesowy zbudowano wokół dokładnie tego samego mechanizmu regulacyjnego.
30 procent z odzysku? KGHM już to robi
W innym miejscu rozmowy Kensbok podaje liczbę, która brzmi optymistyczniej niż jego prognoza dla całej Unii. Pytany o docelową strukturę podaży, mówi o założeniu trzydziestu procent surowca z odzysku wobec siedemdziesięciu procent surowca rodzimego - i uznaje je za prawidłowe.
Jako przykład - z zastrzeżeniem, że to makroprzykład - podaje KGHM, który jego zdaniem dochodzi mniej więcej teraz do około trzydziestu procent miedzi z recyklingu. „I to nikogo absolutnie nie dziwi".
Argument techniczny jest tu mocny. Miedź, jak wszystkie inne metale, poddaje się w stu procentach recyklingowi - i można to robić w nieskończoność. Metal nie traci swoich parametrów przez to, że posłużył do produkcji kabla; ten kabel po pięćdziesięciu latach można zwinąć, przetopić i zrobić z niego kolejny produkt. Kensbok przypomina przy tym, że podobne rewolucje już przerabialiśmy - pięćdziesiąt lat temu nikt nie zakładał, że znaczna część szkła i papieru będzie pochodzić z odzysku. „Recykling tych metali, powiedzmy wyższego rzędu, to jest dopiero coś nowego".
Warto tylko zauważyć, że mówimy o dwóch różnych liczbach. Trzydzieści procent z przykładu KGHM dotyczy miedzi - metalu, w którym Europa i tak radzi sobie relatywnie dobrze i który recykluje się od dekad. Dwadzieścia pięć procent z unijnego aktu dotyczy surowców krytycznych, czyli lantanowców i pierwiastków, których dziś odzyskuje się trzy procent zapotrzebowania. To nie są porównywalne wyzwania - i sam Kensbok, mówiąc o miedzi, wyraźnie sygnalizuje, że jest to przykład makro, a nie odpowiedź na pytanie o cel unijny.
Bez tych metali nie latają drony
Na koniec warto uporządkować pojęcia, bo w debacie publicznej „surowce krytyczne" i „surowce strategiczne" bywają używane wymiennie. Kensbok tłumaczy, że surowce krytyczne stanowią podgrupę surowców strategicznych.
Strategiczne to przede wszystkim metale, bez których gospodarka po prostu nie funkcjonuje. Pierwszy z brzegu przykład to miedź - bez niej nie działa elektronika, energetyka ani przesył energii. Dalej idzie cała lista: lit, kobalt, wanad, molibden, mangan, magnez, chrom, nikiel. Komuś z doświadczeniem przemysłowym brzmi to jak spis dodatków do stali i taka jest prawda - ale bez tych samych pierwiastków nie da się też produkować baterii samochodowych, magazynów energii ani elektroniki.
Krytyczne, w ujęciu Kensboka, to przede wszystkim lantanowce - metale ziem rzadkich, takie jak niob, hafn czy neodym. Występują w najmniejszych ilościach, a są niezbędne do wytworzenia magnesów o dużej mocy i elementów reaktorów jądrowych. I tu pada najbardziej obrazowy przykład całej rozmowy: bez neodymu nie latałyby drony, bo to składnik magnesów będących głównymi elementami napędowymi ich silników. To samo dotyczy silników elektrycznych w pociągach i samochodach.
Zapytałem, czy bez tych pierwiastków powstanie choćby półprzewodnik. Odpowiedź była zniuansowana: półprzewodnik może jeszcze tak, ale w pełni działający obwód elektroniczny ze sterowaniem - już nie. A o optoelektronice, głowicach śledzących czy kamerach wysokiej rozdzielczości nie ma nawet co mówić. Krzemu jest dużo. Pierwiastków domieszkowych - mało. I potrafi je pozyskiwać zaledwie kilka krajów, przede wszystkim Chiny.
To właśnie dlatego dyskusja o trzech procentach nie jest sporem o statystykę. To spór o to, czy europejski przemysł obronny, motoryzacyjny i energetyczny będzie mógł produkować bez zgody kogoś innego.