Pułapka luksusowych hoteli i restauracji. Barbara Łukasiak o „fejkowym premium”
Luksusowe wnętrza hoteli i restauracji często ociekają złotem i zachwycają na zdjęciach, jednak w rzeczywistości okazują się przestrzeniami uniemożliwiającymi komfortowy wypoczynek. W ocenie Barbary Łukasiak, założycielki marki Fovere oraz dyrektorki handlowej firmy Muraspec, wielu inwestorów tworzy jedynie pozory luksusu, całkowicie ignorując akustykę, w tym podstawowe potrzeby człowieka. – Możemy kapać złotem i stosować najbardziej znane marki wyposażeniowe, ale jeśli w restauracji nie da się wytrzymać z powodu hałasu, to jest to po prostu… fejkowe premium.
Brak szacunku do podstawowych potrzeb
Zjawisko projektowania wnętrz wyłącznie pod kątem efektownych zdjęć w mediach społecznościowych staje się plagą branży hotelarskiej i gastronomicznej. Barbara Łukasiak w „Rozmowach BiznesInfo” punktuje błędy popełniane przez inwestorów, którzy wydają fortunę na dekoracje, zapominając o elementarnym komforcie gości. Zwraca uwagę, że o naszym samopoczuciu decydują często niewidoczni „bohaterowie trzeciego planu”.
– Przeładowanie wnętrza meblami i – tak zwanymi – „durnostojkami” po prostu zakłóca całą przestrzeń. Byłam w Warszawie w restauracji znanej gwiazdy, gdzie zrobiliśmy firmową wigilię – wizualnie było w porządku, ale hałas był tak okropny, że ciężko było wytrzymać – wspomina.
Ekspertka przypomina, że choć wyciszenie powinno stanowić absolutną podstawę, wciąż bywa traktowane jako zbędny wydatek.
– Cisza powinna być elementem standardu, a jest traktowana jak towar luksusowy. Jeżeli inwestor nie zadba o przytulność i samopoczucie gościa, ludzie przyjdą tam raz, zrobią zdjęcie instagramowe i nigdy więcej nie wrócą – dodaje.
CAŁA ROZMOWA DOSTĘPNA NA NASZYM KANALE YOUTUBE:
Brutalna rzeczywistość i stracony kontrakt na 6 milionów
Głównym problemem w branży projektowej, według rozmówczyni, nierzadko okazuje się brak uczciwej komunikacji oraz uleganie układowi kolesiostwa. Barbara Łukasiak zdradza kulisy jednej z największych porażek biznesowych, gdy po półrocznych przygotowaniach unikalny, certyfikowany polski produkt został w ostatniej chwili odrzucony na rzecz taniego zamiennika bez atestów.
– To była półroczna praca u podstaw z pracownią projektową z zagranicy nad projektem wartym 6 milionów złotych. Nasz produkt spełniał wszystkie rygorystyczne atesty i certyfikaty. Na samym końcu, z powodu braku komunikacji, zamieniono nas na produkt nie posiadający tych atutów.
Założycielka Fovere zaznacza, że najbardziej dotkliwa w biznesie jest dwulicowość oraz brak partnerstwa na rynku.
– Boli brak prostej komunikacji ze strony zamawiającego oraz kolesiostwo. Nikt nie przyszedł uczciwie powiedzieć, że potrzebują rabatu – wspomina Barbara Łukasiak. I dodaje: – Ale mnie takie sytuacje tylko napędzają do dalszego działania.
Intuicyjne zarządzanie i niezbędne doświadczenie
Mimo że współczesny biznes skłania się ku chłodnej kalkulacji i automatyzacji, Barbara Łukasiak dowodzi, że kluczem do sukcesu i dynamicznych wzrostów wciąż pozostaje ludzka intuicja oraz praktyczne doświadczenie. Kierowana przez nią marka notuje dynamiczne wzrosty przychodów, udowadniając rentowność od pierwszych miesięcy działalności.
Co więcej, ekspertka zwraca uwagę na spopularyzowane zarządzanie z pomocą AI, twierdząc, że algorytmy nie zastąpią umiejętności słuchania potrzeb drugiego człowieka i wyciągania wniosków z porażek.
– Żadne narzędzie nie zastąpi lat pracy, doświadczenia z banku czy hotelu i nauki na własnych błędach. Jeżeli stworzy się rzetelny i bezpieczny produkt, który odpowiada na realną potrzebę rynku, to biznes po prostu musi się zwrócić.
Mentalność pokolenia karaluchów i siła ADHD
Osobowość oraz odporność psychiczna decydują o tym, czy przedsiębiorca przetrwa rynkowe kryzysy, czy podda się przy pierwszej presji. Barbara Łukasiak otwarcie przyznaje, że diagnoza ADHD oraz dojrzałość życiowa stanowią jej duży atut w codziennym zarządzaniu i budowaniu biznesu.
– ADHD daje mi niesamowity multitasking, potrafię myśleć o kilku rzeczach naraz i błyskawicznie podejmować decyzje. Działa na mnie jednak jak płachta na byka współczesne narzekanie na tak zwane „przebodźcowanie”.
Ekspertka podsumowuje, że w biznesie najistotniejsze jest twarde stąpanie po ziemi i brak pobłażliwości dla własnych słabości.
– Ja jestem z pokolenia karaluchów – nas nie da się zgnieść. W trudnych momentach są tylko dwa wyjścia: albo się nad sobą rozczulam, albo idę do przodu – puentuje.