biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Handel > Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz
Julia Bogucka
Julia Bogucka 07.02.2026 10:36

Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz

Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz
Fot. Alecu Buse's Images/CanvaPro

Statystyczny Polak wciąż spożywa rocznie kilkadziesiąt kilogramów chleba, choć konsumpcja pieczywa systematycznie maleje. Poranny zakup bułek pozostaje jednak powszechną praktyką. Coraz częściej oferowane produkty jedynie imitują tradycyjny wypiek, a sposób ich prezentacji może wprowadzać w błąd. Warto pamiętać, na co należy zwracać uwagę.

  • Tam Polacy kupują pieczywo
  • Tak sklepy wprowadzają konsumentów w błąd
  • IJHARS podkreśla, o czym muszą informować sklepy

Tam Polacy kupują pieczywo

Jeszcze dwie dekady temu rynek pieczywa w Polsce był zdominowany przez małe, lokalne piekarnie rzemieślnicze, gdzie proces powstawania bochenka trwał kilkanaście godzin, a zapach zakwasu był naturalnym elementem krajobrazu osiedla. Dziś struktura ta uległa diametralnej zmianie, a ciężar sprzedaży przeniósł się do wielkopowierzchniowych sieci handlowych i dyskontów. To właśnie tam najczęściej zaopatrujemy się w pieczywo, kuszeni wygodą i, pozornie, niższą ceną. 

Supermarkety do perfekcji opanowały technologię "odpieku”, która stała się standardem w branży, choć wielu klientów wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, co ten termin oznacza w praktyce.

Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz
Fot. Andrew Schwark/Pexels/CanvaPro

Pieczywo "prosto z pieca” w popularnym dyskoncie to zazwyczaj produkt, który powstał w ogromnej fabryce, często oddalonej o setki kilometrów, a następnie został poddany procesowi głębokiego mrożenia. W takiej hibernacji bułki i chleby są przechowywane maksymalnie 2-3 tygodnie, zanim trafią do sklepowego pieca, gdzie są dopiekane na oczach klienta. Warto podkreślić, że samo mrożenie według badań nie jest procesem szkodliwym. Podmioty odpowiedzialne w Polsce za produkcję pieczywa do dyskontów i dużych sieci podkreślają, że ich produkty bake-off nie różnią się niczym od wykonywanych na miejscu w piekarniach, pod względem jakościowym, a jedynymi różnicami jest końcowy etap produkcji oraz technologia użyta w procesie.

Tak sklepy wprowadzają konsumentów w błąd

Choć różnice pomiędzy pieczywem mrożonym a wykonywanym świeżo na miejscu są maerginalne, istnieje kilka obszarów, w których klienci bywają wprowadzani w błąd, czasem celowo, a czasem poprzez niedopowiedzenia. Jest to między innymi skład i rodzaj pieczywa. Najbardziej jaskrawym przykładem jest tutaj pieczywo “ciemne”. W powszechnej świadomości utarło się przekonanie, że ciemny chleb jest zdrowszy, bogatszy w błonnik i minerały. Producenci doskonale o tym wiedzą i bez skrupułów wykorzystują ten fakt, barwiąc zwykłe pieczywo pszenne karmelem lub słodem jęczmiennym. W ten sposób biała bułka zyskuje szlachetny, brązowy kolor, imitując zdrowy produkt pełnoziarnisty, podczas gdy jej indeks glikemiczny i wartość odżywcza pozostają na poziomie najtańszego chleba tostowego.

Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz
Fot. Imágenes de Andrés Diaz/CanvaPro

Prawdziwym wyzwaniem jest również weryfikacja tego, co kryje się pod hasłem "chleb na zakwasie”. Tradycyjny zakwas wymaga czasu i cierpliwości, co w warunkach przemysłowych generuje koszty. Dlatego na półkach lądują chleby, w których zakwas jest jedynie dodatkiem smakowym w postaci proszku (często kwasu mlekowego lub octowego), a za wyrastanie ciasta odpowiadają drożdże piekarskie w dużych ilościach. Taki produkt nie posiada prozdrowotnych właściwości fermentowanego ciasta, jest trudniejszy do strawienia i szybciej czerstwieje.

Ceny pieczywa w Polsce są obecnie niezwykle zróżnicowane, co dodatkowo dezorientuje konsumentów. Za kajzerkę w markecie zapłacimy 30-40 groszy, podczas gdy rzemieślnicza bułka w autorskiej piekarni może kosztować nawet 3 złote. Rozpiętość cenowa chlebów jest jeszcze większa, od 3 do nawet 25 złotych za bochenek. Ta dysproporcja nie bierze się znikąd; wynika z kosztów surowca, czasu pracy i energii. 

Niestety, w pogoni za oszczędnościami, wielu klientów wybiera produkty najtańsze, nieświadomie godząc się na "dmuchane” pieczywo, którego objętość jest wynikiem działania spulchniaczy, a nie sztuki piekarskiej. Warto pamiętać, że chleb o wadze 500 gramów, który po ściśnięciu mieści się w garści, to zazwyczaj efekt zaawansowanej inżynierii spożywczej, a nie natury.

Zobacz też: Masowe kontrole w sieci supermarketów. PIP uruchomiło specjalną infolinię dla pracowników

IJHARS podkreśla, o czym muszą informować sklepy

Kupując pieczywo sprzedawane luzem, konsument nie powinien być zdana wyłącznie na nazwę czy wygląd produktu. Jak przypomina Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS), chleb, bułki czy rogale bez opakowania muszą być czytelnie oznakowane w miejscu sprzedaży, na wywieszce, przy ladzie lub w katalogu produktów. Informacje te powinny być dostępne samodzielnie, bez konieczności pytania obsługi; odsyłanie wyłącznie do kodu QR nie spełnia wymogów prawa.

W opisie pieczywa obowiązkowo muszą znaleźć się: pełna nazwa produktu, wykaz składników oraz, jeśli ma to zastosowanie, informacja o sposobie produkcji, np. o użyciu ciasta mrożonego lub technologii odroczonego wypieku. Nazwa nie może być wyłącznie fantazyjna czy marketingowa. Określenia typu “chleb wiejski”, ”chleb babuni” czy “chleb szefa” są niewystarczające, jeśli nie wskazują jasno, z jakich mąk i dodatków produkt został wytworzony. Prawidłowa nazwa powinna oddawać rzeczywisty charakter pieczywa, np. ”chleb pszenno-żytni ze słonecznikiem”.

IJHARS zwraca też uwagę na precyzyjne używanie określeń takich jak “razowy”, ”graham” czy "orkiszowy”. Mogą one pojawić się w nazwie tylko wtedy, gdy dany rodzaj mąki rzeczywiście dominuje w składzie. Sam wykaz składników musi być kompletny, podany w malejącej kolejności, bez skrótów i uproszczeń. Substancje dodatkowe należy wskazywać jednoznacznie (nazwą lub numerem E), a alergeny wyraźnie wyróżnić. Dotyczy to również zakwasu, który jako składnik złożony powinien być rozpisany na poszczególne elementy. Dzięki temu konsument może realnie ocenić, co trafia do jego koszyka, a nie tylko zaufać atrakcyjnej nazwie.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: