Ceny w Polsce odstraszają nawet Niemców. Za te produkty w sklepach płacimy dwa razy więcej
Wieloletni mit o Polsce jako tanim zapleczu handlowym dla naszych zachodnich sąsiadów powoli odchodzi do przeszłości. Choć przygraniczne bazary wciąż tętnią życiem, najnowsze dane rynkowe rzucają nowe światło na relacje cenowe między Warszawą a Berlinem. Okazuje się, że w wielu kategoriach to Polacy mogliby jeździć na zakupy do Niemiec, by realnie zaoszczędzić na codziennych wydatkach.
- Co wciąż opłaca się kupować w Polsce?
- Drogeryjna zagadka i potęga niemieckiej konkurencji
- Mimo zawirowań rodacy coraz częściej powracają z Niemiec do Polski
Co wciąż opłaca się kupować w Polsce?
Tradycyjna turystyka zakupowa Niemców opiera się na kilku filarach, które mimo wysokiej inflacji (procesu wzrostu ogólnego poziomu cen w gospodarce) wciąż pozostają relatywnie stabilne. Według najnowszej analizy opracowanej przez Polsko-Niemieckie Centrum Informacji Konsumenckiej (VIZ), paliwo w Polsce jest średnio o 22 proc. tańsze niż w Niemczech, co przy pełnym baku generuje oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku produktów spożywczych pierwszej potrzeby. Mleko jest u nas tańsze o około 23 proc., a prawdziwym rekordzistą są filety z piersi kurczaka, za które za Odrą trzeba zapłacić nawet o 44 proc. więcej niż w polskich marketach. Ta różnica wynika przede wszystkim z niższych kosztów produkcji rolnej oraz specyfiki lokalnego łańcucha dostaw.

Niemiecki serwis RBB24 zauważa jednak, że te "promocje" stają się coraz rzadsze i dotyczą tylko wąskiej grupy asortymentu. Dla przeciętnego mieszkańca Berlina czy Frankfurtu nad Odrą wyprawa do polskiego dyskontu przestaje być automatycznym sposobem na cięcie kosztów życia. Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedź kryje się w sektorze usług, gdzie różnice wciąż są drastyczne, ale towary przemysłowe zaczynają ciążyć ku polskiej drożyźnie. Niemcy nadal chętnie korzystają z usług polskich fryzjerów, mechaników samochodowych, a nawet lekarzy czy weterynarzy, ponieważ koszty pracy w Polsce, choć systematycznie rosną, wciąż pozostają znacznie niższe niż w "starej” Unii.
Drogeryjna zagadka i potęga niemieckiej konkurencji
Prawdziwy szok cenowy przeżywają jednak konsumenci, którzy porównają paragony z drogerii. Raport VIZ wskazuje na zdumiewające różnice w cenach artykułów higienicznych i chemii gospodarczej. Szampon marki własnej w niemieckiej sieci może być ponad dwa razy tańszy niż jego odpowiednik na polskiej półce. Podobny mechanizm dotyczy żeli pod prysznic, detergentów do prania czy nawet papieru toaletowego.
Skąd bierze się ta dysproporcja, skoro często mowa o tych samych koncernach? Eksperci VIZ tłumaczą, że niemiecki rynek drogeryjny jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w Europie, co wymusza na sieciach minimalizowanie różnicy między ceną sprzedaży a kosztem zakupu towaru. W Polsce struktura rynku jest inna, a wiele artykułów chemicznych trafia do nas z importu, co obciąża cenę końcową kosztami logistyki i przewalutowania.

Paradoksalnie, środki czystości produkowane w Niemczech bywają wysyłane do Polski, gdzie po doliczeniu kosztów transportu i wyższej marży handlowej stają się produktem premium dla polskiego klienta. To zjawisko sprawia, że Polacy mieszkający blisko granicy coraz częściej wykonują manewr odwrotny do tradycyjnego: po chemię i kosmetyki jadą do Niemiec.
Różnice te są na tyle trwałe, że zaczynają wpływać na postrzeganie ogólnej atrakcyjności życia w obu krajach, zwłaszcza w obliczu zmieniającej się sytuacji gospodarczej u naszych sąsiadów.
Mimo zawirowań rodacy coraz częściej powracają z Niemiec do Polski
Zmiany w cenach i kosztach utrzymania zbiegają się w czasie z historycznym zwrotem w statystykach migracyjnych. Rok 2024 przyniósł przełom, na który czekaliśmy ćwierć wieku: po raz pierwszy od 25 lat więcej Polaków opuściło Niemcy, niż zdecydowało się tam wyjechać. Dane niemieckiego urzędu statystycznego są jednoznaczne i sugerują, że magnes finansowy, jakim przez dekady były Niemcy, wyraźnie osłabł. Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że główną przyczyną jest "zadyszka" niemieckiej gospodarki, która boryka się ze stagnacją i wysokimi kosztami energii.
Polacy, widząc topniejące różnice w realnej sile nabywczej (ilości towarów i usług, jakie można kupić za jednostkę dochodu), coraz częściej decydują się na budowanie przyszłości w kraju. Polska, mimo drożejącej chemii czy kosmetyków, oferuje obecnie dynamiczniejszy rynek pracy i mniejszy dystans płacowy do zachodu niż kiedykolwiek wcześniej.
Decyzja o powrocie jest oczywiście wypadkową wielu czynników - od sentymentalnych, przez zdrowotne, po rodzinne - jednak twarde dane o cenach i PKB przestają być barierą, która dawniej wypychała rodaków za granicę. Polska przestaje być tanim skansenem, stając się krajem o europejskich cenach, ale i coraz bardziej europejskich możliwościach zarobkowych, co brutalnie weryfikuje portfele obu nacji przy kasach sklepowych.