Przebadano keczupy z supermarketów. Polacy się tym zajadają, a norma przekroczona 8 razy
Choć europejskie regulacje dotyczące bezpieczeństwa żywności uchodzą za niezwykle rygorystyczne, niektóre aspekty stale umykają. Badania niemieckiej organizacji ujawniają, co wykryto w popularnych keczupach. W jednym przypadku normy przekroczono ośmiokrotnie.
Co kryje się w keczupie? Król kulinarnych dodatków pod lupą inspektorów
Keczup to absolutny fenomen na polskim rynku gastronomicznym i detalicznym, który dawno przestał być jedynie okazjonalnym dodatkiem do dań z grilla. Ten gęsty sos pomidorowy na stałe zagościł w lodówkach większości gospodarstw domowych w naszym kraju, a jego wszechstronność sprawia, że jest wykorzystywany jako marynata do mięs, szybka baza do zup i niezastąpiony kompan dań typu fast food. Powszechność tego produktu sprawia, że jego jakość staje się absolutnym priorytetem dla organów nadzorujących rynek.
Bezpieczeństwo żywności w Polsce opiera się na surowych normach unijnych, a nadzór nad jego zdrowotnymi aspektami sprawuje głównie Państwowa Inspekcja Sanitarna, podczas gdy jakość handlową produktów kontroluje Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Inspektorzy regularnie weryfikują, czy producenci nie przekraczają rygorystycznych limitów dla konserwantów, syntetycznych barwników czy groźnych zanieczyszczeń biologicznych.

Zgodnie z obowiązującym prawem w przetworach kategorycznie zakazana jest obecność patogenów, które mogłyby wywołać nagłe zatrucia lub długofalowe powikłania zdrowotne. Procedury kontrolne obejmują wyrywkowe pobieranie próbek bezpośrednio ze sklepowych półek, a także z taśm produkcyjnych w wielkich zakładach przetwórczych.
Gdy rutynowa kontrola wykaże jakiekolwiek nieprawidłowości, wadliwe partie są natychmiast wycofywane z rynkowego obrotu za pomocą unijnego systemu szybkiego ostrzegania, a na nieuczciwych producentów nakładane są bardzo surowe kary finansowe. Nawet najbardziej szczelny system nadzoru bywa jednak zawodny, a masowa skala produkcji utrudnia wyłapanie każdej skażonej butelki. Setki ton pomidorów przetwarzanych każdego dnia tworzą środowisko, w którym jeden błąd na etapie selekcji surowca może zrujnować gotowy wyrób.
Niewidzialna trucizna. Kiedy grzybnie stają się cichym zabójcą
Zepsuta żywność to codzienny problem, z którym spotykamy się w domowych kuchniach, jednak rzadko zdajemy sobie sprawę z rzeczywistej skali mikrobiologicznego niebezpieczeństwa. Pleśń to nie tylko nieestetyczny, biało-zielony nalot na powierzchni produktu, ale przede wszystkim niezwykle rozbudowana sieć mikroskopijnej grzybni, która błyskawicznie i niemal niewidocznie penetruje jedzenie.
Największe zagrożenie nie płynie z samego wizualnego defektu, lecz z mykotoksyn, czyli wysoce toksycznych substancji produkowanych przez określone szczepy pleśni. Toksyny te swobodnie migrują w głąb gęstych sosów, przecierów czy dżemów. Co gorsza, związki te charakteryzują się ogromną odpornością na obróbkę termiczną. Standardowa pasteryzacja, która niezwykle skutecznie zabija bakterie, w ogóle nie jest w stanie zneutralizować zagrożenia ze strony śmiercionośnych mykotoksyn.
Dlatego technolodzy żywienia oraz lekarze kategorycznie odradzają odkrawanie zepsutych fragmentów czy zbieranie nalotu małą łyżeczką, zainfekowany słoik nadaje się wyłącznie do natychmiastowego wyrzucenia. Spożycie zakażonego pożywienia prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji fizjologicznych. Krótkotrwała ekspozycja zazwyczaj objawia się silnymi problemami gastrycznymi, uporczywymi nudnościami i ogólnym osłabieniem organizmu. Jednak to wieloletnie przyjmowanie minimalnych dawek mykotoksyn jest zdecydowanie najbardziej zdradliwe dla dorosłego człowieka. Związki te powoli kumulują się w komórkach, prowadząc do nieodwracalnych uszkodzeń wątroby oraz nerek.

Wyjątkowo niebezpieczne są toksyny z rodziny Alternaria, które wręcz błyskawicznie rozwijają się na uszkodzonych owocach i warzywach. Badania toksykologiczne jednoznacznie wskazują, że ich specyficzna struktura chemiczna może wykazywać niezwykle silne działanie rakotwórcze, a także mocno mutagenne. Wykorzystanie w halach produkcyjnych obitych, przejrzałych i lekko nadpsutych warzyw to najkrótsza droga do niebezpiecznego skażenia całej partii gotowego sosu.
Zobacz też: Wielka zmiana na polskich stołach. Skąd tak naprawdę biorą się teraz jaja w sklepach?
Zbadali popularne keczupy. W jednym przypadku normy przekroczono ośmiokrotnie
Szczegółową weryfikacją jakości uwielbianych na całym świecie dodatków obiadowych zajęła się w ostatnich miesiącach ceniona niemiecka organizacja konsumencka. Przeprowadzone w restrykcyjnych warunkach laboratoryjnych badania keczupów objęły aż 23 różnorodne produkty, w tym pięć wariantów dedykowanych specjalnie najmłodszym odbiorcom. Doświadczeni analitycy i testerzy skrupulatnie oceniali nie tylko subiektywne doznania smakowe czy odpowiednią gęstość, ale przede wszystkim precyzyjną zawartość głównych składników odżywczych. Bardzo wnikliwej ocenie poddano skład, konsystencję, zanieczyszczenia, opakowania oraz etykietę.
Rozpiętość cenowa badanej na rynku oferty wynosiła od zaledwie 0,26 euro do nawet 1,33 euro za sto mililitrów pojemności. Najlepsze oceny za głęboki, wielowymiarowy smak i aromat zebrał mało u nas znany produkt z Turyngii marki Born, podczas gdy absolutnymi liderami ogólnego zestawienia zostały bardzo tanie, dyskontowe odpowiedniki. Należy do nich szeroko dostępny w Polsce wariant Kania Classic z popularnej sieci Lidl.
Gruntowne testy pod okiem specjalistów obnażyły niestety także niezwykle niepokojące fakty, o których dzisiaj debatuje cała europejska branża spożywcza. W aż czterech analizowanych przypadkach aparatura wykryła niebezpiecznie wysoką zawartość omawianych wcześniej toksyn z grupy Alternaria. Groźne dla naszego układu pokarmowego substancje przedostały się do wyrobów najprawdopodobniej poprzez wykorzystanie spleśniałych, sczerniałych lub mocno poobijanych pomidorów, co stanowiło wynik błędów na bardzo wczesnym etapie selekcji surowca.
Są to toksyny pleśni z rodziny Alternaria, które przedostają się do pomidorów poprzez czarną pleśń. Chociaż dokładny zakres zagrożeń dla zdrowia, jakie stwarzają te toksyny, nie jest jeszcze w pełni poznany, zaobserwowano, że ich struktura przypomina substancje rakotwórcze i mutagenne. W naszym teście cztery produkty okazały się silnie, a jeden nawet bardzo silnie zanieczyszczone toksynami Alternaria. Austriacki keczup Felix przekroczył normę dla jednej toksyny ośmiokrotnie, dlatego otrzymał ocenę niedostateczną - podkreśliła Ina Bockholt z organizacji Stiftung Warentest w rozmowie z "Der Spiegel".
Na czarnej liście konsumenckiej znalazły się rozpoznawalne na półkach artykuły takich firm jak Hello Taste, Kaufland K-Classic, polecana w sklepach lżejsza wersja popularnego Heinza kierowana do dzieci oraz austriacki Felix. Oficjalnie opublikowane i potwierdzone wyniki stanowią twardy dowód na to, że znane logo oraz wysoka kwota na paragonie nie gwarantują bezpiecznego posiłku.