biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Handel > Wstrząs w Dino. Interweniuje ministerstwo, ruszają kontrole PIP
Julia Bogucka
Julia Bogucka 25.04.2026 12:41

Wstrząs w Dino. Interweniuje ministerstwo, ruszają kontrole PIP

Wstrząs w Dino. Interweniuje ministerstwo, ruszają kontrole PIP
Fot. Marek BAZAK/East News

Napięcie w jednej z najszybciej rosnących sieci handlowych w Polsce sięgnęło zenitu. Zarząd Dino musi zmierzyć się z surowymi oskarżeniami. Do akcji wkracza Państwowa Inspekcja Pracy i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W tle odbywają się przygotowania do strajku.

Tu Polacy robią zakupy. Dino z rosnącą popularnością

Krajobraz polskiego handlu detalicznego przeszedł w ostatniej dekadzie spektakularną metamorfozę, której głównym architektem stał się format określany jako dyskont. Polacy masowo porzucili tradycyjne bazarki na rzecz lśniących hal, co potwierdzają dane i prognozy branżowe wskazujące, że to właśnie te placówki odpowiadają już za około 20-25 proc. obrotów w całym sektorze spożywczym. Fenomen ten nie jest dziełem przypadku, w dobie uporczywej inflacji konsumenci stali się niezwykle wrażliwi na punkcie kosztów zakupów.

W ten nurt idealnie wpisało się Dino, polska sieć, która zamiast rzucać wyzwanie globalnym gigantom w centrach metropolii, postawiła na cichą i niezwykle skuteczną ekspansję na prowincji. Strategia "blisko klienta” pozwoliła spółce urosnąć do rozmiarów potęgi posiadającej ponad 3000 placówek, co czyni ją jednym z największych pracodawców w kraju. To, co z perspektywy warszawskiej giełdy wygląda na niekończące się pasmo sukcesów, z poziomu pracownika zatrudnionego w małej miejscowości zaczyna jednak przypominać walkę o przetrwanie.

Wstrząs w Dino. Interweniuje ministerstwo, ruszają kontrole PIP
Fot. Marek BAZAK/East News

Skąd wziął się tak potężny sukces finansowy Dino, który przez lata fascynował analityków giełdowych? Kluczem była unifikacja i własna logistyka, ale także, jak podnoszą krytycy, rygorystyczna dyscyplina kosztowa, która w pewnym momencie uderzyła rykoszetem w samych zatrudnionych. Dyskont ten stał się dla wielu mieszkańców wsi i mniejszych miast jedynym dostępnym miejscem pracy, co stworzyło niebezpieczną dysproporcję sił między korporacją a pojedynczym kasjerem. Przez długi czas firma unikała blasku jupiterów, skupiając się na budowie kolejnych marketów w tempie niemal jednego dziennie. Jednak wraz ze wzrostem skali działalności proporcjonalnie zaczęła rosnąć liczba skarg płynących z zaplecza sklepów. Pracownicy zaczęli głośno mówić o tym, że pod fasadą krajowego czempiona kryje się systemowa presja na wynik, która nie bierze pod uwagę podstawowych potrzeb ludzkich. Czy można budować miliardową wycenę na giełdzie, oszczędzając na ogrzewaniu stanowisk pracy? To pytanie powracało z coraz większą siłą, stając się zarzewiem konfliktu, który ostatecznie musiał wyjść poza mury czerwonych marketów.

Chłód na kasie i lodowata cisza w dialogu, strajk ma odbyć się już dziś

Pierwsze poważne sygnały o tym, że wewnątrz sieci Dino dzieje się coś niedobrego, dotyczyły warunków fizycznych, w jakich przyszło pracować załodze w okresie zimowym. W przestrzeni medialnej zaroiło się od relacji pracowników skarżących się na panujące wewnątrz sklepów ekstremalnie niskie temperatury. Zgodnie z przepisami BHP minimalna temperatura przy lekkiej pracy siedzącej nie powinna spadać poniżej 18 st. C, tymczasem według doniesień medialnych w wielu placówkach urządzenia pomiarowe wskazywały zaledwie 8-10 st. C. Pracownicy, potocznie nazywani już w mediach "mrożonkami”, zmuszeni byli do obsługi klientów w grubych kurtkach i czapkach, co nie tylko urągało ich godności, ale realnie zagrażało zdrowiu. Sytuacja stała się tak absurdalna, że w obronie załogi zaczęli stawać sami klienci, widząc zsiniałe z zimna dłonie osób skanujących ich produkty. Dlaczego firma, której zysk netto liczony jest w miliardach złotych, zwlekała z naprawą systemów grzewczych?

Wstrząs w Dino. Interweniuje ministerstwo, ruszają kontrole PIP
Fot. Pawel Wodzynski/East News

Jak deklarowały związki zawodowe, zamiast merytorycznego dialogu i szybkich napraw pracownicy doczekali się zaostrzenia kursu ze strony kierownictwa. Symbolem tego oporu stała się sprawa z Sochaczewa, gdzie dyscyplinarnie zwolniono kierowniczkę sklepu będącą jednocześnie działaczką związkową. Kobieta ta alarmowała o braku ogrzewania, a w związku z jej działaniami w sprawę zaangażował się Adrian Zandberg, za co, według przedstawicieli związków zawodowych, spotkała ją najwyższa kara. Takie działanie odebrano jako jasny sygnał dla reszty załogi: osoby domagające się swoich praw nie mają w strukturach firmy czego szukać.

Frustrację pogłębiał fakt, że Tomasz Biernacki, twórca i główny akcjonariusz sieci, uchodzi za postać niemal mityczną, unikającą jakiegokolwiek kontaktu z mediami i stroną społeczną. Ta "lodowata cisza” na szczytach władzy tylko dolewała oliwy do ognia, utwierdzając pracowników w przekonaniu, że ich los jest dla centrali całkowicie obojętny. Kolejnym punktem zapalnym stały się kwestie płacowe, podczas gdy konkurencja, taka jak Biedronka czy Lidl, regularnie ogłaszała rekordowe podwyżki, w Dino pensje przez długi czas oscylowały wokół ustawowego minimum krajowego.

Zobacz też: Czy 26 kwietnia będzie niedzielą handlową? Te sklepy będą otwarte

Resort pracy mówi "dość” i wzywa inspektorów na kontrolę

Kumulacja wieloletnich zaniedbań doprowadziła do momentu krytycznego, w którym załoga postanowiła zorganizować ogólnopolski protest. Akcja zaplanowana jako wyraz desperacji miała pokazać, że bez rąk do pracy kasjerów nawet najnowocześniejszy system logistyczny jest nic nie wart. Żądania strony społecznej były konkretne: wzrost wynagrodzeń o od 900 do 1200 złotych brutto, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) oraz zwiększenie liczby pracowników w sklepach, aby zmniejszyć przeciążenie personelu. Jednak tuż przed rozpoczęciem strajku ze stronu związków zawodowych pojawiły się doniesienia o próbach zastraszania osób planujących w nim udział.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, stojąca na czele Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS), wydała polecenie, aby Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) objęła Dino nadzorem szczególnym. Urząd ten przeprowadził już ponad 170 kontroli w placówkach firmy na terenie całego kraju. Efekty tych działań są następujące: wydano ponad 1100 decyzji nakazujących usunięcie nieprawidłowości. Resort pracy wyraźnie zaznacza, że w nowoczesnym państwie nie ma miejsca na metody zarządzania personelem oparte na strachu. Państwowa Inspekcja Pracy ma ponownie przyjrzeć się Dino, po pierwsze sprawdzić, jak wyglądają warunki pracy, a po drugie zweryfikować, czy rzeczywiście dochodzi do szantażu na pracownikach.

Czy interwencja państwa zmusi giełdowego giganta do zmiany filozofii działania? Wydaje się, że Dino znalazło się w punkcie zwrotnym.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Tagi: Dino dyskont PIP
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: