Zmiana cen paliw na stacjach, zacznie się jeszcze w weekend. Kierowcy nie będą zachwyceni
Jeszcze w styczniu ceny paliw sugerowały utrzymanie trendu spadkowego, co dawało nadzieję na niższe koszty transportu w 2026 roku. Na początku lutego nastąpiła jednak korekta cen, która będzie odczuwalna dla kierowców już w ten weekend. Różnice w cenach paliw zaczynają się wyraźnie zwiększać, szczególnie obciążając część właścicieli pojazdów.
- Liczba polskich kierowców stale rośnie
- To powoduje wahania na rynku paliw
- Ceny paliw w górę, eksperci nie mają wątpliwości
Liczba polskich kierowców stale rośnie
Aby zrozumieć, dlaczego każda, nawet kilkugroszowa podwyżka cen paliw wywołuje w Polsce tak duże emocje, trzeba spojrzeć na specyfikę naszego parku maszynowego. Polska od lat znajduje się w ścisłej europejskiej czołówce pod względem liczby samochodów przypadających na tysiąc mieszkańców, wyprzedzając w tych statystykach nawet bogatsze kraje Europy Zachodniej. Nie wynika to jednak z nadmiaru gotówki czy zamiłowania do luksusu, ale ze specyfiki infrastrukturalnej naszego kraju.
Dla milionów Polaków, zwłaszcza tych mieszkających poza największymi aglomeracjami, własne cztery kółka są jedynym sposobem na dotarcie do pracy, lekarza czy sklepu, w obliczu postępującego w wielu regionach wykluczenia komunikacyjnego. Samochód nad Wisłą rzadko jest kaprysem, a częściej koniecznością, co sprawia, że popyt na paliwa jest sztywny, musimy tankować niezależnie od cen wyświetlanych na stacjach.

Warto również pochylić się nad tym, czym właściwie jeździmy. Według danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK), średni wiek samochodu osobowego w Polsce wciąż oscyluje w granicach 14-15 lat. Dominują pojazdy sprowadzane z Zachodu, głównie z Niemiec, które swoje lata świetności mają już za sobą. Choć elektromobilność powoli przebija się do świadomości kierowców, a na ulicach widać coraz więcej zielonych tablic rejestracyjnych, to w skali całego kraju wciąż stanowią one margines. Królują silniki spalinowe, a ich starsze konstrukcje często charakteryzują się wyższym spalaniem, co dodatkowo drenuje kieszenie właścicieli przy każdej wizycie na stacji.
Co istotne, struktura napędów w Polsce jest mocno zróżnicowana, z wciąż silną (choć słabnącą) pozycją diesla oraz niesłabnącym zamiłowaniem do instalacji gazowych, które dla wielu gospodarstw domowych są jedynym ratunkiem przed wysokimi kosztami eksploatacji. To właśnie przywiązanie do tradycyjnych napędów sprawia, że wahnięcia cen ropy na światowych rynkach są tak pilnie śledzone przez statystycznego Kowalskiego.
To powoduje wahania na rynku paliw
Początek 2026 roku przyniósł kierowcom miłą niespodziankę. Styczeń upłynął pod znakiem wyraźnych obniżek, które były efektem splotu kilku korzystnych czynników makroekonomicznych. Stabilizacja na rynku ropy naftowej oraz relatywnie mocny złoty sprawiły, że operatorzy stacji mogli pozwolić sobie na korekty cenników w dół. Wiele osób uwierzyło, że ceny poniżej pewnych psychologicznych barier utrzymają się co najmniej do wiosny. Niestety, rynek paliw jest niezwykle dynamiczny i wrażliwy na impulsy geopolityczne, a sielanka nie mogła trwać wiecznie.
Już końcówka stycznia zwiastowała zmianę trendu, a hurtowe ceny w polskich rafineriach zaczęły powoli, acz systematycznie piąć się w górę. Opisywane zjawisko jest bezpośrednio powiązane z notowaniami surowca na giełdach w Londynie i Nowym Jorku, ale także z marżami detalicznymi, które stacje paliw starają się odbudować po chudszym okresie.
W efekcie obniżki, które obserwowaliśmy jeszcze kilka tygodni temu, zostały niemal w całości skonsumowane przez nowe realia rynkowe. Według ekspertów kluczowa jest również sytuacja na linii USA - Iran.
Decydujący wpływ na kierunek zmian cen na giełdach naftowych miały wydarzenia ze świata międzynarodowej polityki. Notowania ropy odwzorowywały stan amerykańsko-irańskich relacji - komentują Gabriela Kozan i Grzegorz Maziak z e-petrol.

Ceny paliw w górę, eksperci nie mają wątpliwości
Najnowsze analizy rynku, w tym prognozy portalu e-petrol.pl, nie pozostawiają złudzeń, nadchodzący weekend i kolejny tydzień upłyną pod znakiem podwyżek, które najmocniej uderzą we właścicieli aut z silnikami benzynowymi. To właśnie ta grupa kierowców musi przygotować się na największe wydatki. Szacuje się, że średnia cena najpopularniejszej benzyny bezołowiowej 95 może wzrosnąć nawet o 5 groszy na litrze. Choć jednostkowo wydaje się to niewielką kwotą, przy pełnym baku różnica staje się zauważalna, a w skali miesiąca dla osób dojeżdżających do pracy oznacza to już konkretny ubytek pieniędzy. Prognozy ekspertów e-petrol wskazują, że cena ma wynieść od 5,60 do 5,71 zł/l Wzrosty te są pochodną drożejącego paliwa w hurcie, które rafinerie] sukcesywnie wdrażają w swoich cennikach.
W nieco lepszej, choć wciąż nie idealnej sytuacji, są posiadacze diesli. W przypadku oleju napędowego podwyżki mają być łagodniejsze, analitycy przewidują wzrost o około 2 grosze na litrze. Tu cena ma się klarować w widełkach od 5,92 do 6,03 zł/l. Oznacza to, że nożyce cenowe między benzyną a dieslem mogą się ponownie rozewrzeć na niekorzyść tej pierwszej. Jest to pewnego rodzaju anomalia, biorąc pod uwagę zimowy okres, w którym zazwyczaj to popyt na olej opałowy i napędowy windował ceny tego surowca. Tymczasem to kierowcy popularnych "benzyniaków” stają się głównymi ofiarami obecnych zawirowań.
Osobny wątek dotyczy użytkowników aut zasilanych gazem LPG. Polska jest jednym z europejskich liderów w wykorzystaniu tego paliwa, a instalacje gazowe znajdują się w milionach pojazdów. Tutaj sytuacja jest najbardziej niejednoznaczna. Choć autogaz tradycyjnie opiera się gwałtownym wahaniom, eksperci sugerują, że i w tym segmencie ceny mogą drgnąć w górę lub w najlepszym wypadku utrzymać się na obecnym poziomie. Mowa o kwotach pomiędzy 2,67 a 2,73 zł za litr.
Brak perspektyw na obniżki w przypadku LPG jest złą wiadomością dla najmniej zamożnych kierowców, dla których to paliwo jest synonimem taniej mobilności. Sobotnie zmiany na pylonach będą więc papierkiem lakmusowym dla kondycji portfeli polskich kierowców w nadchodzących tygodniach.