biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry
Julia Bogucka
Julia Bogucka 03.05.2026 10:03

Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry

Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Majówka 2026 trwa w najlepsze, a Polacy wyruszyli na urlopy w uwielbiane zakątki turystyczne Polski. Nad Bałtykiem tłumy korzystają z oferty gastronomicznej. Ceny lodów i gofrów, ulubionych przekąsek, z roku na rok rosną. Dziś trzeba za nie zapłacić krocie.

Majówka 2026. Polacy ruszają nad morze, turystyka krajowa kwitnie

Długi weekend majowy od wielu dekad stanowi dla milionów Polaków pierwszą w roku, tak wyczekiwaną po długich miesiącach zimy, okazję do solidnego odpoczynku na świeżym powietrzu. Tradycja majówkowych wyjazdów jest w naszym kraju niezmiernie silnie zakorzeniona i stanowi stały punkt wiosennych planów wielu rodzin. W 2026 roku układ w kalendarzu okazał się niezwykle łaskawy, 1 maja wypadł w piątek, a Święto Narodowe Trzeciego Maja w niedzielę.

Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry
Fot. Delia Pindaru's Images/CanvaPro

Czytaj więcej: 6 dni urlopu więcej od maja. Ci Polacy skorzystają na nowych zasadach liczenia stażu pracy

Taki rozkład pozwolił na zorganizowanie pełnego, trzydniowego wypoczynku bez konieczności brania dodatkowych dni urlopowych z puli pracowniczej, a dla osób biorących wolne w czwartek lub poniedziałek, na stworzenie małych, pięciodniowych wakacji. Nic więc dziwnego, że jednym z najpopularniejszych kierunków niezmiennie pozostało polskie wybrzeże, które wabi nie tylko piaszczystymi plażami, ale i specyficznym, zdrowotnym mikroklimatem bogatym w jod.

W 2026 roku nadmorskie kurorty z zachodu na wschód, od Świnoujścia, przez Międzyzdroje, Kołobrzeg, Mielno, Ustkę, aż po tętniący życiem trójmiejski Sopot i Władysławowo przeżywają absolutne oblężenie. Już w czwartkowe popołudnie przed weekendem majowym autostrada A1 w kierunku Gdańska oraz trasa ekspresowa S3 na Pomorze Zachodnie stanęły w wielokilometrowych korkach. 

Ceny w miejscach turystycznych znowu w górę. Królują "paragony grozy”

Turystyka krajowa, napędzana potrzebą relaksu we własnym kraju i stosunkowo szybkim dojazdem, wciąż cieszy się gigantycznym zainteresowaniem. Rodacy chętnie spędzają wiosenne dni nad wodą, spacerując po długich promenadach i wdychając rześkie powietrze, w dużej mierze ignorując kaprysy wciąż niepewnej, wczesnowiosennej aury. Niestety, ten ogromny, skumulowany w zaledwie kilku dniach popyt ze strony konsumentów bezpośrednio i bardzo boleśnie przekłada się na astronomiczne koszty wyjazdu, co sprawia, że tegoroczna majówka jawi się dla wielu domowych budżetów jako wyzwanie niemal ekstremalne.

Od lat nie jest dla nikogo tajemnicą, że w miejscowościach o największym natężeniu ruchu turystycznego ceny usług, gastronomii i towarów znacząco odbiegają od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień w głębi kraju. W 2026 roku ten gwałtowny, wiosenny skok kosztów nad polskim morzem jest jednak odczuwalny znacznie bardziej i boleśniej niż w minionych sezonach turystycznych. Odwiedzający nadmorskie miejscowości kuracjusze i urlopowicze muszą być z góry przygotowani na znacznie wyższe rachunki dosłownie na każdym kroku swojego wypoczynku.

Czytaj więcej: Od 1 maja nowy cennik w sanatoriach na NFZ. Za turnus zapłacisz nawet kilkaset złotych więcej

Koszty zakwaterowania biją absolutne rekordy, za standardowy pokój dwuosobowy w trzygwiazdkowym hotelu w Sopocie czy Kołobrzegu trzeba obecnie zapłacić od 500 do nawet 900 złotych za jedną dobę, a prywatne kwatery i małe pensjonaty rzadko schodzą poniżej 200 złotych od osoby za noc. Poważnym obciążeniem stały się także koszty infrastruktury; w wielu nadmorskich strefach płatnego parkowania godzina postoju potrafi uszczuplić portfel kierowcy o 12 do 15 złotych. Największe emocje wciąż budzi jednak szeroko pojęta gastronomia, a w mediach społecznościowych i na portalach informacyjnych znów zaczynają królować osławione "paragony grozy”

Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Klasyczny nadmorski obiad, składający się z porcji smażonego dorsza lub flądry w chrupiącej panierce, frytek i prostej surówki, to dziś niezwykle odczuwalny wydatek dla jednej osoby. Kawałki ryb wciąż wyceniane są na dekagramy, przez co kilogram popularnego dorsza w obleganej smażalni przy samej plaży przekracza nierzadko barierę 180 złotych

Lokalni przedsiębiorcy, restauratorzy i właściciele obiektów noclegowych stanowczo bronią swoich cenników, tłumacząc ten bezlitosny dla turystów trend ciągłym i lawinowym wzrostem kosztów prowadzenia działalności. Przedstawiciele branży wskazują palcem na wysokie stawki za energię elektryczną i gaz, drastycznie wyższe opłaty za wywóz śmieci, kolejne podwyżki płacy minimalnej oraz olbrzymie trudności w znalezieniu wykwalifikowanych pracowników sezonowych. 

Dla polskiego wczasowicza argumenty te są jednak marnym pocieszeniem w zderzeniu z paragonem opiewającym na kilkaset złotych za jeden popołudniowy posiłek dla całej rodziny. Obok drastycznie drogich obiadów rybnych i ekskluzywnych cen usług noclegowych, to właśnie cenniki pozornie najdrobniejszych, kultowych deserów są najgłośniej i najostrzej komentowane przez turystów spędzających majówkę 2026 nad Bałtykiem. 

Zobacz też: Ile zarabia katecheta w szkole? Wysokość pensji nauczycieli religii potrafi zaskoczyć

Słodkie przekąski biją cenowe rekordy. Nawet 13 zł za jedną gałkę lodów

W polskiej mentalności trudno wręcz wyobrazić sobie udane wakacje bez chrupiących gofrów czy lodów, które dla ogromnej rzeszy spacerowiczów stanowią absolutnie nieodłączny element przechadzek po sopockim molo, kołobrzeskiej promenadzie czy bulwarach w Ustce. Niestety, w tym roku kwoty wypisane kredą na tablicach w setkach budek gastronomicznych wywołują wśród spacerujących rodzin szok, oscylujący od cichego niedowierzania po otwarte oburzenie. 

W najbardziej strategicznych i prestiżowych punktach nadmorskich deptaków za zaledwie jedną, standardową gałkę rzemieślniczych lodów w rożku trzeba zapłacić obecnie od 10 do nawet 13 złotych. Wybierając smaki uznawane za premium, takie jak sycylijska pistacja czy słony karmel, kwota ta bez trudu wędruje do 15 złotych. Natomiast jak podaje portal wSzczecinie.pl, desery lodowe w pucharkach mogą kosztować już nawet 66 złotych.

Równie bezlitośnie uderzają w portfele tradycyjne, nadmorskie gofry, uznawane za flagowy polski deser wakacyjny. Choć sam “suchy” wafel bez niczego kosztuje zazwyczaj około 10-12 złotych, to w praktyce niemal nikt nie kupuje go w tak ascetycznej formie. Za przykład weźmy Kołobrzeg, gdzie za wariant ”na bogato”, czyli z prawdziwą bitą śmietaną i garścią świeżych owoców, trzeba zapłacić 23,50 zł. W lokalach w Szczecinie w przypadku dodania Nutelli należy przygotować się na koszt sięgający 32 złotych. Jeśli dodamy do tego rurki z kremem za około 8 złotych sztuka czy rosnące ceny kawy na wynos, popołudniowy deser dla standardowej rodziny z dwojgiem dzieci błyskawicznie przeradza się w wydatek przekraczający 150 złotych

Obecne stawki to zaledwie łagodne otwarcie tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć w ścisłym szczycie sezonu. Polacy, którzy dopiero planują swoje główne, lipcowe lub sierpniowe urlopy nad rodzimym morzem, powinni już teraz solidnie zrewidować domowe budżety, przygotowując się na długie miesiące nadbałtyckiej drożyzny.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: