Na emeryturę przeprowadzili się do Egiptu. Tyle wydają miesięcznie. "Jemy głównie w restauracjach"
Seniorzy z Europy Środkowo-Wschodniej coraz częściej myślą o stałej przeprowadzce do atrakcyjniejszych cenowo regionów świata. Coraz częściej bywa, że emeryci z Polski, Czech czy Słowacji, pomimo skromnych świadczeń, mogą sobie pozwolić na apartamenty z dostępem do morza. Kwota, za którą mogą się utrzymać, jest wyjątkowo niska.
Zmierzch europejskiego eldorado. Dlaczego systemy ubezpieczeń drżą w posadach?
Europa starzeje się w niesłychanym tempie, a struktura demograficzna przypomina dziś odwróconą piramidę. Z danych Eurostatu zawartych w raporcie z lutego 2024 roku wynika, że odsetek osób w wieku powyżej 65 lat przekroczył już 21 procent całej populacji Unii Europejskiej, a prognozy wskazują, że do połowy stulecia odsetek ten zbliży się do 30 procent. To wywiera gigantyczną presję na krajowe systemy ubezpieczeń społecznych, ponieważ na jednego świadczeniobiorcę przypada coraz mniej osób aktywnych zawodowo.
Skalę problemu potęguje spadek stopy zastąpienia, czyli stosunku nowo przyznanej emerytury do ostatniego wynagrodzenia, która w wielu krajach regionu drastycznie maleje. W Polsce wynosi ona obecnie nieco ponad 40 procent, jednak analitycy biją na alarm, że za dwie dekady może spaść w okolice 25 procent.

Gdy spojrzymy na nominalne kwoty, sytuacja starszego pokolenia staje się jeszcze bardziej jaskrawa. Średnia emerytura wypłacana przez polski organ rentowy w pierwszym kwartale bieżącego roku to niespełna 3500 złotych brutto. Przeliczając tę kwotę na unijną walutę według bieżących kursów, otrzymujemy zaledwie około 810 euro. Choć to kwota wyższa niż jeszcze kilka lat temu, galopująca inflacja oraz skokowe podwyżki cen energii elektrycznej skutecznie wydrenowały portfele.
Potrzeby finansowe nieustannie rosną, prywatne usługi medyczne drożeją z miesiąca na miesiąc, a realna siła nabywcza comiesięcznych wpływów na konto po prostu maleje. To rodzi ogromne kontrowersje wokół corocznej waloryzacji świadczeń, która zdaniem wielu ekspertów zupełnie nie nadąża za realnymi kosztami codziennego życia. Nie dziwi zatem fakt, że według branżowych badań opinii publicznej zaledwie niewielki ułamek przyszłych beneficjentów patrzy w przyszłość z optymizmem.
Ucieczka przed inflacją. Afrykańska oaza dla posiadaczy twardej waluty
Gdy koszty utrzymania nad Wisłą czy Wełtawą szybują w górę, uwaga świadomych konsumentów naturalnie kieruje się ku rynkom, gdzie europejski pieniądz ma wciąż potężną moc nabywczą. Egipt wyrósł w tym makroekonomicznym kontekście na absolutnego faworyta i nie chodzi tu wyłącznie o bliskość słynnych piramid czy starożytnych zabytków. Ten północnoafrykański kraj kusi obcokrajowców przede wszystkim drastycznie niższymi kosztami codziennego funkcjonowania oraz gwarantowaną, słoneczną aurą przez okrągły rok.
Twarda waluta przywożona z Europy w zderzeniu z niestabilnym i wyraźnie osłabionym funtem egipskim tworzy niesamowitą przewagę finansową dla przyjezdnych. Nawet przy uwzględnieniu podwyższonej tamtejszej inflacji, codzienne zakupy w supermarkecie czy opłaty za media stanowią zaledwie drobny ułamek tego, do czego przyzwyczajeni są mieszkańcy naszych szerokości geograficznych.

Prawdziwą rynkową przepaść widać jednak dopiero na lokalnym rynku nieruchomości. Ceny nowoczesnych mieszkań w popularnych, nadmorskich kurortach, takich jak chociażby Hurghada, mogą przyprawić europejskiego inwestora o autentyczny zawrót głowy.
Przestronną, w pełni wykończoną kawalerkę z klimatyzacją, ulokowaną na terenie zamkniętego osiedla z nielimitowanym dostępem do błękitnego basenu i całodobową ochroną, można nabyć już za około 35 do 45 tysięcy euro. To kwota, która na rodzimym, niezwykle przegrzanym rynku mieszkaniowym ledwie wystarcza na opłacenie niezbędnego wkładu własnego przy drogim kredycie hipotecznym. Bieżące utrzymanie takiej afrykańskiej nieruchomości również zamyka się w niezwykle przyjaznych ramach finansowych. Zwykłe koszty prądu czy wody dla przeciętnego ekspaty wynoszą zazwyczaj od kilkunastu do maksymalnie kilkudziesięciu euro w skali miesiąca.
Zobacz też: Majówka 2026 nad Bałtykiem. Turyści nie dowierzają cenom za lody i gofry
Czesi i Słowacy wyjeżdżają do Egiptu. Za taką kwotę mogą się utrzymać
Wspomniany wyżej ekonomiczny arbitraż szybko dostrzegli nasi południowi sąsiedzi. Zjawisko przemyślanej migracji zza Tatr nad brzegi Morza Czerwonego systematycznie przybiera na sile. Jak donosi publikacja serwisu Blesk, Czechy i Słowacja to właśnie te państwa, z których seniorzy coraz śmielej przenoszą swoje centra życiowe na afrykański kontynent. Doskonałym przykładem jest pewna słowacka para, która po sezonach spędzanych turystycznie w gorącej Hurghadzie, postanowiła przenieść się tam na stałe.
Czytaj więcej: "Janusz i Grażyna" przeprowadzili się na emeryturę do Tajlandii. Tyle wydają miesięcznie
Ich miesięczne koszty życia, obejmujące nie tylko rachunki czy wyżywienie, ale również wizyty w lokalnych restauracjach, zamykają się w kwocie 600 euro. Z taką sumą w Bratysławie trudno byłoby przetrwać do pierwszego dnia kolejnego miesiąca.
Apartamenty cieszą się dużym zainteresowaniem wśród emerytów. Można tu dolecieć w cztery godziny, pogoda jest wspaniała, morze piękne, słońce świeci, a życie jest tańsze - mówi Onetowi Very Adel, agentka nieruchomości ze Słowacji, która od ponad 20 lat mieszka w Egipcie.
Kluczem do zrozumienia tego mechanizmu jest odważna decyzja, na którą świadomie decyduje się znaczna część emigrujących z Europy Środkowej. Emeryci nierzadko upłynniają swoje aktywa pozostawione w ojczyźnie. Sprzedaż mieszkania chociażby w Pradze, wycenianego obecnie na bardzo wysokie kwoty, dostarcza potężnego zastrzyku gotówki. Za nieznaczny ułamek pozyskanej sumy nabywają apartament w Egipcie, z miejsca pozbywając się jakichkolwiek obciążeń finansowych. Cała nadwyżka środków trafia na bezpieczne konta, tworząc solidną poduszkę płynnościową na wypadek nagłych zdarzeń losowych, takich jak chociażby prywatna opieka medyczna.
Przekierowanie kapitału w ten sposób to mistrzowskie posunięcie. Pokazuje ono dobitnie, że najstarsze pokolenie nie chce być biernym obserwatorem kryzysu. Biorą sprawy w swoje ręce, a emerytura staje się synonimem swobody, luksusu i rynkowej opłacalności.