Polska firma przejmuje niemiecki zakład. To odwrócenie znanego przez lata scenariusza
Przez lata to niemieckie koncerny kojarzyły się w Polsce z kapitałem, przejęciami i gospodarczą przewagą Zachodu. Teraz coraz częściej widać, że ten układ zaczyna się zmieniać. Firma z Bydgoszczy weszła do gry po drugiej stronie Odry, dzięki czemu podupadający niemiecki biznes może uniknąć najgorszego scenariusza.
Polski biznes długo gonił Zachód. Unia Europejska przyspieszyła rozwój firm
Po transformacji gospodarczej Polska przez lata nadrabiała dystans wobec państw Europy Zachodniej. Firmy działały w warunkach słabszego kapitału, mniejszego doświadczenia na rynkach międzynarodowych i ograniczonego dostępu do nowoczesnych technologii. Wielu przedsiębiorców zaczynało od lokalnej produkcji, usług albo podwykonawstwa dla większych zachodnich firm. Wejście Polski do Unii Europejskiej było dla biznesu jednym z najważniejszych momentów. Otworzyło wspólny rynek, ułatwiło handel, przepływ towarów, usług i kapitału, a także dało firmom dostęp do funduszy, zamówień publicznych i partnerów zagranicznych. Polskie przedsiębiorstwa mogły łatwiej eksportować, inwestować i uczyć się działania w bardziej konkurencyjnym otoczeniu.

Początkowo wiele firm musiało przede wszystkim doganiać Zachód. Liczyła się modernizacja zakładów, podnoszenie jakości, wdrażanie nowych standardów i budowanie marek rozpoznawalnych poza Polską. Konkurencja była trudna, bo firmy z Niemiec, Francji, Włoch czy Holandii miały większy kapitał, silniejsze sieci sprzedaży i dłuższe doświadczenie. Z czasem część polskich przedsiębiorstw zaczęła wychodzić z roli tańszego wykonawcy. Własne produkty, inwestycje w technologie, rozwój inżynierii, eksport i doświadczenie zdobyte przy dużych kontraktach sprawiły, że polskie firmy coraz śmielej zaczęły konkurować na europejskich rynkach.
Dziś polski biznes nie jest już wyłącznie odbiorcą zachodniego kapitału. Coraz częściej sam przejmuje spółki, zakłady, marki i kompetencje za granicą. Takie transakcje mają znaczenie gospodarcze i symboliczne, bo pokazują, że firmy z Polski potrafią nie tylko nadrabiać zaległości, ale też ratować i rozwijać przedsiębiorstwa w państwach, które przez dekady uchodziły za silniejsze gospodarczo.
Niemiecki kapitał przez lata był w Polsce symbolem gospodarczej przewagi
Niemcy od dawna są jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych Polski. Niemieckie firmy inwestowały w polski przemysł, handel, usługi, motoryzację, logistykę, bankowość, produkcję części, sieci handlowe i centra dystrybucyjne. Po 1989 r. kapitał z Zachodu często przejmował albo współtworzył zakłady, które miały dostęp do tańszej pracy i rozwijającego się rynku. Dla Polski oznaczało to napływ pieniędzy, technologii, miejsc pracy i standardów zarządzania. Zagraniczne inwestycje pomagały modernizować część gospodarki, zwiększały eksport i włączały polskie firmy w europejskie łańcuchy dostaw. W wielu regionach niemieccy inwestorzy stali się ważnymi pracodawcami.
Ten proces miał jednak także drugą stronę. Przez lata część polskich przedsiębiorstw była przejmowana przez silniejsze podmioty zagraniczne albo działała głównie jako podwykonawca. W debacie publicznej często wracał temat zależności od zachodniego kapitału, odpływu zysków za granicę i trudności w budowaniu własnych dużych marek. Szczególnie mocno było to widoczne w przemyśle. Niemieckie koncerny przez dekady kupowały, rozwijały albo włączały do swoich struktur zakłady w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska korzystała na miejscach pracy i eksporcie, ale jednocześnie długo pozostawała gospodarką, która raczej przyjmowała inwestycje, niż sama przejmowała firmy na Zachodzie.
Teraz ten obraz zaczyna się zmieniać. Polskie przedsiębiorstwa mają większe doświadczenie, silniejsze bilanse i ambicje wychodzenia poza rynek krajowy. Przejęcia w Europie Zachodniej nie są już jednostkowymi wyjątkami. Według informacji przywołanych przez WP, Bloomberg odnotował tylko w 2025 r. 22 duże przejęcia w Europie Zachodniej dokonane przez firmy z Polski. To nie oznacza końca niemieckiej przewagi gospodarczej, ale pokazuje zmianę kierunku. Coraz częściej polskie firmy nie tylko współpracują z niemieckimi partnerami, ale też przejmują aktywa, technologie i kontrakty po drugiej stronie granicy. Przykład Pesy dobrze wpisuje się w ten trend.
Zobacz też: Nowe podejście do zwrotów w e-commerce. Priorytetem wygoda konsumenta
Pesa ratuje HeiterBlick. Polska firma przejmuje zakład w Lipsku
Pesa Bydgoszcz sfinalizowała przejęcie niemieckiej firmy HeiterBlick z Lipska, producenta tramwajów działającego na tamtejszym rynku od ponad 25 lat. Jak podaje WP, finalizacja transakcji stała się prawomocna, a niemieckie media piszą o przejęciu zakładu przez "giganta z Polski”. HeiterBlick znalazł się w trudnej sytuacji wiosną 2025 r., gdy ogłoszono upadłość spółki. Przyszłość zakładu i miejsc pracy stanęła pod znakiem zapytania. Przejęcie przez Pesę ma pozwolić utrzymać produkcję tramwajów zamówionych przez Lipskie Zakłady Komunikacyjne LVB oraz uspokoić sytuację po miesiącach niepewności.

Znaczenie transakcji jest konkretne. Pesa przejmuje całość aktywów, zakładów produkcyjnych i działalności operacyjnej HeiterBlick. W Saksonii podkreśla się, że inwestycja ratuje firmę z długą tradycją, około 250 miejsc pracy w przemyśle i ważny element lokalnej transformacji transportu miejskiego. Sprawa ma także wymiar symboliczny. Lipski dziennik “Leipziger Volkszeitung” ocenił, że przejęcie przełamuje schemat znany od dekad po upadku muru berlińskiego, gdy to niemieckie koncerny wykupywały przedsiębiorstwa na Wschodzie, aby produkować taniej. Teraz, jak napisano, ”wiatr się odwrócił”.
Prezes Pesy Krzysztof Zdziarski podkreślił, że Pesa i HeiterBlick mają się uzupełniać. Połączenie ma dać synergię kompetencji, wymianę doświadczeń obu zespołów i wzmocnić pozycję bydgoskiej firmy w Europie. HeiterBlick realizuje projekty m.in. w Lipsku, Würzburgu i Dortmundzie, a Pesa dostarczyła już prawie tysiąc tramwajów do ponad 20 miast w Europie.
Dla polskiej firmy to szansa na mocniejsze wejście na niemiecki rynek, dostęp do kompetencji lokalnego producenta i wzmocnienie pozycji w segmencie transportu miejskiego. Dla niemieckiego zakładu to możliwość przetrwania, utrzymania produkcji i ochrony miejsc pracy. Dla całego rynku to kolejny sygnał, że relacje gospodarcze między Polską a Niemcami nie są już tak jednostronne jak kiedyś.