Spółka kluczowa dla LOT-u chce być niezależna. Klientów szuka za granicą
Krajowy rynek lotniczy od lat napędzany jest ambicjami narodowego przewoźnika, jednak zaplecze techniczne rządzi się własnymi, twardymi prawami ekonomii. Spółka LOTAMS, czyli kluczowy podmiot odpowiedzialny za utrzymanie sprawności maszyn Polskich Linii Lotniczych LOT, znalazła się w kluczowym momencie swojej dotychczasowej historii. Państwowy potentat sektora usług kompleksowego przeglądu, naprawy i obsługi technicznej statków powietrznych, będący jednym z największych graczy w Europie Środkowo-Wschodniej, boryka się z wyraźnym wyhamowaniem finansowym.
Finansowe turbulencje w cieniu strategicznego partnera
Ubiegłoroczne rozliczenia przyniosły spore zaskoczenie dla analityków obserwujących kondycję techniczną polskiego lotnictwa. Choć LOTAMS zdołał wygenerować wyższe przychody ze sprzedaży, zwiększając je o 20,8 mln złotych w stosunku do wcześniejszego roku, to ostateczny zysk netto stopniał o 6,9 mln złotych. Spadek ten pociągnął za sobą gwałtowne tąpnięcie wszystkich kluczowych wskaźników rentowności przedsiębiorstwa.

Finalny wynik finansowy netto ukształtował się na poziomie skromnych 1,8 mln złotych, co stanowi drastyczne odchylenie od założeń budżetowych, które zakładały zysk o 19,3 mln złotych wyższy. Równie bolesna okazała się weryfikacja planów sprzedażowych, gdyż całościowe przychody spółki okazały się aż o 20,2 procent niższe od pierwotnych planów. Dlaczego rentowność spadła w tak gwałtownym tempie?
Zarząd tłumaczy to zjawisko krótszym sezonem wysokim w segmencie obsługi bazowej - gruntownych, wielotygodniowych przeglądów konstrukcyjnych maszyn, oraz zauważalnym brakiem odpowiedniego poziomu kontraktacji w kluczowym okresie letnim.
Twarde lądowanie - plan awaryjny dla Podkarpacia
Słabsze wyniki operacyjne zmusiły władze firmy do natychmiastowego wdrożenia radykalnego programu naprawczego i oszczędnościowego. Spółka musiała ściąć koszty operacyjne o niemal jedną piątą, dostosowując strukturę wydatków do realiów rynkowych.
Cięcia dotknęły głównie polityki kadrowej - zamrożono planowany pierwotnie wzrost zatrudnienia, znacząco ograniczono współpracę z zewnętrznymi pracownikami agencyjnymi i zoptymalizowano koszty podwykonawstwa. Co niezwykle istotne dla całego regionu, wyhamowano także część inwestycji, które nie warunkowały bezpośrednio ciągłości bieżącego biznesu.
Prawdziwą barierą rozwojową okazały się opóźnienia w kontraktacji prac w nowoczesnej bazie w Rzeszowie, określanej wewnętrznie jako RZE1, oraz niemożność terminowego uruchomienia czwartej linii obsługowej. Do tego doszły zatory w dostawach komponentów wywołane napiętą sytuacją geopolityczną na świecie oraz mniejsza liczba zleceń na projekty malarskie poszczególnych samolotów.

Czy można było tego uniknąć? Bezpośrednie uzależnienie płynności finansowej od kondycji finansowej Polskich Linii Lotniczych LOT wpisano do sprawozdania jako oficjalne, potężne ryzyko biznesowe. PLL LOT odpowiada w końcu za około 90 procent obsługi liniowej realizowanej na Lotnisku Chopina w Warszawie.
Z uwagi na istotny udział przychodów od jednego kontrahenta w całości sprzedaży spółka narażona jest na ewentualne negatywne skutki utraty przez tego kontrahenta płynności finansowej. Dlatego też spółka konsekwentnie realizuje program dywersyfikacji rynkowej i produktowej swoich przychodów – wyjaśnia zarząd LOTAMS w sprawozdaniu finansowym za 2025 r.
Zagraniczny kurs po suwerenność. Nastąpi rzeszowski przełom?
Jedyną drogą ucieczki przed finansowym paraliżem jest szeroko zakrojona dywersyfikacja rynkowa i produktowa przychodów. LOTAMS pragnie zerwać z łatką firmy obsługującej wyłącznie maszyny z Polskiej Grupy Lotniczej, która posiada ponad 86 procent udziałów w spółce, podczas gdy reszta należy bezpośrednio do Skarbu Państwa.
Nadzieją na nowy rozdział ma być gigantyczny, drugi hangar serwisowy budowany w Porcie Lotniczym Rzeszów-Jasionka wraz z zaawansowaną płytą przedhangarową. Osiągnięcie pełnej gotowości operacyjnej zaplanowano tam na 1 września 2026 roku. Choć budowa dobiegła końca i trwają testy instalacji, zarząd otwarcie przyznaje, że początkowa faza rozruchu przyniesie pogorszenie wyniku netto o kolejne 0,9 mln złotych z powodu amortyzacji i ogromnych kosztów stałych.
Rzeszowska infrastruktura ma jednak otworzyć drzwi do obsługi potężnych maszyn szerokokadłubowych (typu wide-body), w tym flagowych Boeingów 787 Dreamliner. Aby zapełnić te moce przerobowe, polscy menedżerowie ruszyli na polowanie za granicę. Obecnie toczą się zaawansowane rozmowy i przetargi z globalnymi markami.
W grze o kontrakty na obsługę floty Embraerów i Boeingów pojawili się tacy potentaci jak skandynawski SAS czy fiński Finnair. Równolegle prowadzone są kluczowe negocjacje z liniami Air Canada, które dotyczą rozszerzenia współpracy o najbardziej dochodowe przeglądy ciężkie. Wejście na rynki północnoamerykańskie i skandynawskie może na stałe odpiąć serwisową spółkę od narodowego przewoźnika.