Pułapka średniego rynku. Co powstrzymuje polskie firmy przed europejską ekspansją?
Rozmiar krajowej gospodarki pozwala polskim przedsiębiorstwom zbudować nad Wisłą stabilny i dochodowy biznes, ale równocześnie niezwykle skutecznie hamuje ich globalne ambicje. Eksperci alarmują: wpadliśmy w pułapkę średniego państwa, przez którą dobrowolnie oddajemy pole zagranicznym graczom i tracimy szansę na europejską dominację. Na szczęście współczesne platformy cyfrowe w bezprecedensowy sposób likwidują dawne bariery wejścia i diametralnie redukują dotychczasowe ryzyko zagranicznej ekspansji.
Polscy przedsiębiorcy dysponują znakomitymi, innowacyjnymi produktami oraz kadrą wybitnych specjalistów. Z powodzeniem konkurują jakością z zachodnimi odpowiednikami, a mimo to zorganizowane wyjście poza granice Rzeczypospolitej wciąż stanowi na naszym rynku rzadkość. Firmy najczęściej paraliżuje niewiedza prawna, nieuzasadniony strach przed odrzuceniem na nowych terytoriach oraz całkowicie błędne przekonanie o skali skomplikowania procedur eksportowych.
Mentalne i kapitałowe bariery decydentów
Aby w pełni zrozumieć ten rynkowy fenomen, należy cofnąć się do uwarunkowań historycznych i ekonomicznych, które na lata zdefiniowały polski biznes.
– Cały czas istnieje pewna bariera, również mentalna, aby wyjść z własnymi rozwiązaniami na Europę – diagnozuje Kamil Wiszowaty, ekspert rynku e-commerce i CEO agencji Valuecent, w rozmowie z BiznesInfo.
Zauważalne braki w odpowiednim zapleczu finansowym, pamiętające w wielu przypadkach wczesne lata potransformacyjnej niepewności, ukształtowały w Polsce mocno zachowawczy model prowadzenia interesów. Rodzimi twórcy zwyczajnie boją się zainwestować w nieznany i potężny zagraniczny żywioł, obawiając się tragicznych dla spółki konsekwencji.
– To zawsze kwestia kapitału. Polska przechodziła trudną transformację po czasach komunizmu i w wielu firmach, na przykład rodzinnych czy startupach, nadal brakuje tych środków, które na Zachodzie pozwalają podejmować większe ryzyko – dodaje Wiszowaty.
Skutkuje to zadowoleniem się wyłącznie bezpiecznym rynkiem krajowym, co obniża długofalowy sufit wzrostu firm.
Iluzja bezpieczeństwa na własnym podwórku
Specyficzna sytuacja geograficzno-ludnościowa państwa polskiego wykreowała dość nietypowe środowisko do codziennego skalowania handlu. Z jednej strony, nie musimy od pierwszego dnia desperacko szukać kontrahentów poza krajem, z drugiej – właściciele świetnie prosperujących spółek nader często popadają w całkowite samozadowolenie zaraz po osiągnięciu satysfakcjonującej pozycji wewnątrz granic.
– Jesteśmy krajem, który w moim odczuciu często bywa pułapką – tłumaczy ekspert. – Nie jesteśmy rynkiem na tyle dużym jak Niemcy, które potrafią budować ogromne biznesy wewnętrznie, ale nie jesteśmy też na tyle małym, jak kraje bałtyckie, gdzie nowa firma z definicji musi myśleć o rozwoju globalnym – komentuje dla BiznesInfo.
Takie zawężenie własnych perspektyw zamyka biznes na wykorzystanie koniunktury i powoduje strategiczne opóźnienia względem europejskiej konkurencji. Sukces w Polsce bywa traktowany jako szczyt życiowych i zarządczych osiągnięć.
– Patrząc na wiele spektakularnych sukcesów polskich firm, wyraźnie widać tę ograniczoną perspektywę. Myślimy: zacznijmy od Polski, a jeśli tu nam się uda, to już będzie naprawdę duży sukces – podkreśla Wiszowaty.
To podejście sprawia, że zamiast atakować rynki zewnętrzne, wciąż okopujemy się we własnej twierdzy.
Zobacz także:
Cyfrowy bilet w wielki świat
Sytuacja ulega jednak dynamicznej zmianie. Wdrażanie zwinnych strategii ukierunkowanych na obecność w wielkich serwisach typu marketplace zrewolucjonizowało dotychczasowe zasady walki o rynki zbytu. Otwarcie zyskownych kanałów dystrybucji na terytorium całego Starego Kontynentu to obecnie kwestia zaledwie kilku bezproblemowych miesięcy.
– Ryzyko związane z próbą sprzedaży swoich produktów w całej Europie, czyli nagłym powiększeniem bazy potencjalnych konsumentów o setki milionów, jest dziś najmniejsze w historii – zauważa szef Valuecent.
Z perspektywy księgowej i operacyjnej to prawdziwe trzęsienie ziemi. Eliminacja wymogu kosztownego wynajmowania zagranicznych biur, mozolnej rejestracji dokumentacji w nowych urzędach skarbowych czy poszukiwania dystrybutorów hurtowych odciąża struktury firm od setek tysięcy złotych utopionych w kosztach początkowych.
– Możliwość sprzedaży na marketplace’ach, gdzie absolutna większość kosztów jest powiązana bezpośrednio z transakcją, stanowi ogromną zmianę w stosunku do modelu tradycyjnego – wyjaśnia Wiszowaty. – Dawniej trzeba było zatrudnić za granicą ludzi, zbudować przedstawicielstwo, zarejestrować firmę i płacić tam lokalne podatki.
Ten nowoczesny, zoptymalizowany model zdejmuje finansowy ciężar z barków właścicieli, uwalniając potężny i dotychczas uśpiony potencjał eksportowy.
– Przedsiębiorca, który dzisiaj sprzedaje w małym miasteczku w Polsce, w ciągu zaledwie kilku miesięcy jest w stanie uruchomić sprzedaż na całą Europę. Myślę, że ten trend będzie się tylko nasilał – podsumowuje ekspert, dając jasny sygnał, że czas mentalnych barier w polskim handlu bezpowrotnie dobiega końca.
Źródło: BiznesInfo