Zakazują korzystania z takich aplikacji podczas jazdy autem. Kierowcy muszą to wiedzieć
Surowe kary za korzystanie z aplikacji ostrzegających przed fotoradarami w Niemczech stają się poważną pułapką dla nieświadomych kierowców z Polski. Wjazd za naszą zachodnią granicę z aktywnym programem może skończyć się natychmiastowym uszczupleniem portfela.
Przepisy u sąsiadów są nie tylko jednoznaczne, ale i bezwzględnie egzekwowane przez tamtejszą policję. Podróżowanie po europejskich trasach wymaga nie tylko przestrzegania limitów prędkości, ale również znajomości lokalnych regulacji dotyczących wyposażenia pojazdu.
Różnice prawne między Polską a Niemcami w kwestii monitorowania dróg
W Polsce sytuacja prawna wydaje się stosunkowo klarowna dla większości użytkowników dróg.
Artykuł 66 polskiego Prawa o ruchu drogowym wprost zakazuje wyposażania samochodu w urządzenia informujące o działaniu sprzętu kontrolno-pomiarowego lub zakłócające jego pracę.

Krajowa praktyka orzecznicza oraz interpretacje Komendy Głównej Policji od lat rozdzielają jednak pasywne aplikacje społecznościowe od fizycznych antyradarów. Przeznaczone do tradycyjnej nawigacji oprogramowanie smartfonowe, które wykorzystuje zgłoszenia kierowców, jest nad Wisłą w pełni legalne.
Polacy przyzwyczaili się do cyfrowego wsparcia w trasie i rzadko zastanawiają się nad techniczną kwalifikacją prawną takich narzędzi. Wystarczy jednak przekroczyć granicę, aby te same nawyki stały się bezpośrednią przyczyną problemów z prawem.
Z tych aplikacji nie wolno korzystać podczas jazdy autem w Niemczech
Przełomowym momentem dla interpretacji niemieckich przepisów o ruchu drogowym stało się wykazanie, że sprytne przekazanie telefonu współpasażerowi nie chroni przed odpowiedzialnością.
Sprawa dotyczyła 64-latka zatrzymanego do rutynowej kontroli w okolicach Heidelbergu, na którego konsoli leżał smartfon należący do pasażerki. Na ekranie urządzenia działała aplikacja powiadamiająca o pomiarach prędkości, z której wiedzy kierujący bezpośrednio korzystał.

Gdy sąd niższej instancji nałożył na niego grzywnę w wysokości 100 euro, mężczyzna złożył odwołanie. Wyższy Sąd Krajowy w Karlsruhe podtrzymał jednak wcześniejszy wyrok, zamykając prawną lukę.
Sędziowie uznali jednoznacznie, że zakazane jest każde czerpanie korzyści z funkcji ostrzegawczych, niezależnie od tego, do kogo należy telefon i kto go fizycznie obsługuje.
Od tego momentu tłumaczenie, że to pasażer sprawdzał mapę, przestało mieć jakąkolwiek wagę dowodową. W jakich krajach obowiązują podobne obostrzenia i które aplikacje warto wyłączyć podczas wyjazdu?
Zobacz też: Nadchodzi „ustawa fotoradarowa”. Nowy projekt ministerstwa ułatwi ściganie wykroczeń
Kierowcy muszą się pilnować, inaczej mandat nawet 100 euro
Regulacje wprowadzone w Niemczech w 2020 roku wyraźnie zabraniają uruchamiania jakichkolwiek funkcji informujących o fotoradarach i kontrolach mobilnych podczas prowadzenia auta. Dotyczy to popularnych programów, takich jak Waze, Mapy Google ze wskaźnikami punktowymi czy wyspecjalizowany Yanosik.
Wyjazd do Niemiec wymaga wyłączenia odpowiednich modułów powiadomień w ustawieniach systemu przed przekroczeniem granicy. Służby kontrolne mają prawo nałożyć mandat finansowy i dopisać punkty karne do niemieckiego rejestru karnoskarbowego.
Podobne obostrzenia, choć o różnym stopniu egzekwowania, obowiązują także w Szwajcarii czy Francji, gdzie za samą obecność takiego oprogramowania grozić mogą sankcje.
Dobre nawyki z polskich dróg mogą więc na zagranicznych autostradach kosztować bardzo dużo, dlatego warto zweryfikować cyfrowe ustawienia jeszcze przed rozpoczęciem wakacyjnej podróży.