Mniej niż 10 gr. Tyle emerytury wypłaca ZUS tym Polakom
2 gr co miesiąc na koncie – dokładnie taką kwotę Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaca niektórym polskim seniorom. Prawdziwy problem leży jednak w przepisach, które zmuszają państwo do generowania „pustych opłat”, gdzie koszt samej wysyłki przelewu przewyższa jego wartość o setki razy
Chociaż trudno uwierzyć, ZUS wypłaca emerytury, których kwota wynosi jedynie kilka groszy. Oczywistym jest, że za taką kwotę seniorzy nie są w stanie wyżyć. Dlaczego tak się dzieje i ile wynosi najniższa emerytura w Polsce?
Najniższe emerytury w Polsce
Na koncie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych co miesiąc dochodzi do operacji, które mogą budzić duże kontrowersje. Najniższe wypłacane w naszym kraju świadczenia emerytalne stanowią ułamek złotówki i nie przekraczają granicy 10 groszy. System jest jednak nieubłagany – prawo każe wypłacać każdą wyliczoną kwotę, bez względu na to, jak bardzo jest absurdalna.
Rekordziści z województw dolnośląskiego i lubelskiego co miesiąc dostają z ZUS-u dokładnie 2 grosze. Żeby uzbierać na zwykłą kajzerkę w dyskoncie, musieliby oszczędzać swoje świadczenie przez ponad dwa lata. Niewiele lepiej wygląda sytuacja w Zachodniopomorskiem (4 grosze) czy na Podlasiu, gdzie przelew opiewa na zawrotną sumę 5 groszy. Z kolei mieszkańcy Kujawsko-Pomorskiego dostają 6 groszy, Wielkopolski – 7 groszy, a Podkarpacia – 8 groszy. Wypłaty rzędu kilkunastu groszy to powszechność także na Mazowszu (13 gr) czy w Małopolsce (15 gr).

ZUS wysyła przelewy na 2 grosze
Pojawienie się w systemie świadczeń opiewających na mikroskopijne kwoty to prosta konsekwencja reformy emerytalnej z 1999 roku. Obecny system opiera się na „zdefiniowanej składce” – co oznacza, że wyliczona emerytura jest bezpośrednią pochodną zgromadzonych na koncie środków podzielonych przez dalszą prognozowaną długość życia.
Aby wypracować prawo do minimalnej gwarantowanej emerytury, trzeba legitymować się odpowiednim stażem pracy (20 lat dla kobiet, 25 lat dla mężczyzn). Jeśli ktoś przepracował w swoim życiu na umowie zaledwie jeden dzień i odprowadził symboliczne kilkanaście złotych składki, system po osiągnięciu wieku emerytalnego i tak przyzna mu decyzję. Stąd w statystykach biorą się groszowe kwoty, których obsługa techniczna generuje gigantyczne obciążenie administracyjne.
Groszowe emerytury drenują budżet. Reforma systemowa na horyzoncie?
Prawdziwym sednem i absurdalnym kosztem tej sytuacji nie jest sam fakt wypłacania seniorom symbolicznym groszy, lecz koszty, jakie ponosi państwo, by te pieniądze przekazać. Wygenerowanie decyzji, jej wydruk, obsługa bankowa czy wysyłka tradycyjnego przekazu pocztowego potrafią kosztować od kilku do kilkunastu złotych miesięcznie na jednego świadczeniobiorcę. Państwo wydaje milionowe kwoty rocznie tylko po to, by dostarczyć seniorom środki, za które nie da się nic kupić.
Eksperci rynku pracy i systemów zabezpieczenia społecznego od dawna postulują wprowadzenie tzw. progu wypłacalności. Propozycja zakłada, że świadczenia poniżej określonego limitu (np. poniżej kwoty najniższej emerytury lub stałego ułamka minimalnego wynagrodzenia) nie byłyby wypłacane co miesiąc, lecz kumulowane i wypłacane jednorazowo raz w roku lub po prostu wypłacane w formie jednorazowej odprawy. Dopóki jednak ustawodawca nie zmieni przestarzałych przepisów, nic nie da się w tej kwestii zmienić.