Ceny paliw drastycznie w górę. Tyle zapłacimy za benzynę 95, LPG i diesel po 22 września
Po 22 września kierowców czekają wyższe koszty tankowania. Wzrost cen hurtowych szybko przełożył się na stawki obowiązujące na stacjach paliw w całej Polsce. Dla milionów osób oznacza to dodatkowe wydatki przy każdym tankowaniu i coraz więcej pytań o termin wprowadzenia trzeciej już odsłony programu “Ceny Paliw Taniej” (CPN). W tym kontekście pojawia się inicjatywa Karola Nawrockiego, zakładająca możliwość czasowego ograniczenia marż firm paliwowych oraz wprowadzenia czasowego zwolnienia sprzedaży paliw z podatku VAT.
Sytuacja na rynku ropy naftowej oraz osłabienie krajowej waluty stworzyły mieszankę wybuchową, która natychmiast uderzyła w stacje paliw. Presja na rynkach hurtowych rosła od wielu tygodni, jednak to właśnie druga połowa września przyniosła kumulację podwyżek.
Za wzrostem cen na polskich stacjach stoją przede wszystkim dwa czynniki
Na polskich stacjach paliw kierowcy mierzą się z kolejnymi podwyżkami. Ceny tankowania coraz mocniej obciążają domowe budżety, a sytuacja na krajowym rynku jest w dużej mierze konsekwencją wydarzeń na światowych rynkach surowców. Utrzymujące się napięcia geopolityczne oraz problemy z podażą ropy szybko znajdują odzwierciedlenie w cenach paliw w Polsce.
Analitycy e-petrol.pl w swoim wrześniowym raporcie wskazują m.in. na kurczące się globalne zapasy destylatów oraz niepewność geopolityczną, która wpływa na notowania surowca. Istotnym impulsem okazały się problemy z eksportem saudyjskiej ropy po uszkodzeniu strategicznego ropociągu East-West. W efekcie ceny gotowych paliw na europejskim rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) osiągnęły bardzo wysokie poziomy. Presję na polski rynek zwiększyło również osłabienie złotego wobec najważniejszych walut, które podniosło koszt importowanego paliwa na rynku hurtowym.

Ostatni tydzień przyniósł dużą zmienność na światowych rynkach surowców. Notowania listopadowych kontraktów na ropę Brent na giełdzie ICE początkowo wzrosły do około 110 dolarów za baryłkę, jednak później cofnęły się do poziomu 102–103 dolarów. Znacznie bardziej niepokojąco wyglądała sytuacja na rynku fizycznym (spot). Cena ropy Brent wzrosła tam w ciągu tygodnia o niemal 7 dolarów, osiągając około 125 dolarów za baryłkę.
Według informacji płynących z rynku Arabia Saudyjska może w najbliższych dniach odbudować około połowy przepustowości uszkodzonej infrastruktury. Przywrócenie pełnej sprawności może jednak potrwać nawet dwa miesiące. Oznacza to, że presja na ceny ropy może utrzymać się jeszcze przez pewien czas.
Po weekendzie na stacjach paliw jest drogo, a będzie jeszcze drożej. Ile zapłacimy po 22 września?
Ostatnie dni przyniosły na rynku paliw wyjątkowo silne turbulencje, które przełożyły się na kolejne podwyżki cen na stacjach w całej Polsce. Z najnowszej prognozy e-petrol.pl na tydzień rozpoczynający się po 22 września wynika, że kierowcy muszą liczyć się z dalszym wzrostem kosztów tankowania.
Zobaczymy dziewiątkę z przodu i myślę, że to nastąpi jeszcze w tym tygodniu. Niestety wskazują na to wszystkie dostępne dane. W przypadku paliw granice psychologiczne są bardzo łatwe do przekroczenia, ponieważ nie stanowią realnej bariery, lecz istnieją przede wszystkim w naszych głowach. A jako że paliwa są w gospodarce dobrem niezastępowalnym, to jesteśmy skłonni płacić za nie niemal każdą cenę - przyznaje Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl, w rozmowie z Energetyką24 opublikowanej w serwisie 17 września.
W bieżącym tygodniu Benzyna 95 (E10) ma kosztować średnio 7,97–8,11 zł za litr, co oznacza utrwalenie cen powyżej poziomu 8 zł. Jeszcze wyższe kwoty dotyczą oleju napędowego. Prognozowana cena diesla (ON) wynosi 8,99–9,28 zł za litr, a więc na części stacji litr paliwa może kosztować ponad 9 zł. Podwyżki nie ominęły również kierowców korzystających z instalacji LPG. Autogaz ma kosztować 3,10–3,21 zł za litr.
Skala zmian jest szczególnie widoczna w przypadku diesla. Na początku września średnia cena oleju napędowego wynosiła 8,39 zł za litr. W ciągu niespełna trzech tygodni oznacza to wzrost o niemal 90 groszy. Przy tak szybko rosnących kosztach tankowania coraz większego znaczenia nabiera więc szukanie sposobów na ograniczenie wydatków związanych z codziennym korzystaniem z samochodu.
Polacy zapłacą więcej nie tylko za paliwo. Niepokojąca prognoza
Gwałtowna podwyżka cen paliw po 22 września ma fundamentalne konsekwencje nie tylko dla budżetów domowych, ale i całej krajowej gospodarki. Przy tak wysokich poziomach cenowych napełnienie standardowego, 50-litrowego zbiornika diesla wiąże się dziś z wydatkiem rzędu 460–464 zł. W przypadku benzyny 95 jest to koszt przekraczający 405 zł.

Nie wiadomo jednak, czy obecne podwyżki okażą się jedynie przejściowym wahnięciem, czy początkiem dłuższego okresu droższego paliwa. Analitycy wskazują, że skala obecnego impulsu podażowego może utrudnić szybki powrót do wcześniejszych poziomów cen. Jeżeli wysokie koszty paliw utrzymają się dłużej, ich konsekwencje mogą wykraczać poza stacje benzynowe.
Droższy transport oznacza bowiem wyższe koszty funkcjonowania przedsiębiorstw, co w dalszej kolejności może przełożyć się na ceny produktów i usług.
Nawet jeżeli ktoś nie tankuje własnego samochodu, koszt paliwa pozostaje uwzględniony w cenach produktów i usług, ponieważ towary trzeba wyprodukować, a następnie dostarczyć. Cena diesla wynosząca 10 zł za litr nie jest już prognozą aż tak odległą, jak mogłoby się wydawać. Nie jesteśmy jeszcze na etapie, na którym należałoby straszyć ludzi takim poziomem, ale mam wrażenie, że nigdy wcześniej nie znajdowaliśmy się tak blisko jego osiągnięcia - dodaje Jakub Bogucki, cytowany przez Energetykę24.
Czytaj więcej: Kolejny wzrost cen paliw w Polsce. Jest ruch sejmu, uchwalono kluczową ustawę. Będzie nowy podatek?
Prezydent złożył do Sejmu własny projekt ustawy obniżającej ceny paliw
Nadzieję na odwrócenie tego trendu może dawać prezydencki projekt ustawy, który trafił do Sejmu w piątek. Zakłada on nowelizację przepisów dotyczących zapasów ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego oraz zasad postępowania w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa paliwowego państwa.
Projekt zakłada możliwość interwencji rządu na rynku paliw w przypadku, gdy cena ropy Brent wzrośnie o co najmniej 20 proc. względem średniej odnotowanej w poprzednim roku. W dokumencie marże rafineryjna, importowa i sprzedażowa mają być określane kwotowo, a nie procentowo.
Nowe przepisy rozszerzają również przesłanki, które pozwalałyby na wprowadzenie maksymalnej ceny paliw na stacjach. Taką możliwość dawałoby wydanie rozporządzenia przez ministra energii. Jednorazowo mogłoby ono obowiązywać przez maksymalnie miesiąc, jednak jego działanie można byłoby przedłużać łącznie do 12 miesięcy.
Projekt przewiduje ponadto utworzenie systemu raportowania wysokości marż rafineryjnych. Firmy stosujące marżę wyższą niż limit określony w rozporządzeniu mogłyby zostać objęte karą administracyjną.