Tych owoców na targach "ze świecą szukać". Jakość pozostawia wiele do życzenia
Fala upałów oraz długotrwała susza uderzyły w polskie rolnictwo z dużą siłą, doprowadzając do znaczącego spadku podaży owoców. Problem dotknął kluczowe rejony upraw, w tym Lubelszczyznę, gdzie zbiory spadły nawet o cztery piąte. Do punktów skupu trafia znacznie mniej owoców niż przed rokiem, a jakość wielu dostarczanych partii jest daleka od ideału.
Mimo deficytu uwielbianych owoców na rynku, sytuacja cenowa w punktach skupu wymyka się prostym prawom popytu i podaży, stawiając wielu gospodarzy przed widmem finansowego załamania.
Upały uprzykrzają życie polskim plantatorom
Ekstremalne zjawiska pogodowe w Polsce przestały być sporadyczną anomalią, a stały się nową rzeczywistością, z którą rokrocznie muszą mierzyć się rodzimi producenci żywności. Długotrwałe fale gorąca oraz postępujący deficyt wody coraz silniej uderzają w stabilność sektora rolno-spożywczego.
Zmiany klimatyczne bezpośrednio przekładają się na wolumen zbiorów, destabilizując planowanie produkcji i wymuszając na gospodarzach kosztowne inwestycje w systemy irygacyjne. Problem ten przestał dotyczyć wyłącznie samych rolników, stając się wyzwaniem dla całego łańcucha dostaw i bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Czy polska wieś jest w stanie sprawnie dostosować się do warunków, które do niedawna kojarzyły się wyłącznie z rejonem Morza Śródziemnego? Problem rosnącego deficytu wody opadowej w gospodarstwach rolnych staje się powszechny. Wysokie temperatury nie tylko hamują naturalny wzrost roślin, ale też uniemożliwiają im wykształcenie prawidłowych pędów i owoców, co w szerszej perspektywie grozi trwałym skurczeniem powierzchni upraw w naszym kraju.
Letnie temperatury przekraczające w słońcu progi bezpieczeństwa wymusiły rewolucję w codziennej organizacji pracy na polskich polach i w sadach.
Plantatorzy organizują pracę na nowo
Plantatorzy, chcąc uchronić pracowników przed udarami i wycieńczeniem, musieli całkowicie zreorganizować grafik. Normą stało się rozpoczynanie zbiorów zaraz po świcie, czyli około godziny czwartej rano, i kończenie ich już przed dziewiątą.
Południowe i popołudniowe godziny, gdy żar z nieba stawał się najbardziej nieznośny, wykorzystywano głównie na próby schładzania i nawadniania upraw.

Praca na plantacjach wznawiana była dopiero późnym wieczorem. Jak wskazują sami producenci, obecny sezon należy do najtrudniejszych od ponad dwóch dekad, a skumulowana fala gorąca nie dała roślinom ani chwili na niezbędną regenerację. Brak nocnego ochłodzenia doprowadził do sytuacji, w której tradycyjne metody uprawy przestają spełniać swoje zadanie.
Czy zmiana godzin pracy zbieraczy wystarczy, aby uratować tegoroczne plony przed całkowitą degradacją? Oczywiście, że nie, bo kluczowy problem leży w samej kondycji fizjologicznej dojrzewających owoców, które dosłownie gotują się na krzakach.
Długotrwały brak opadów w połączeniu z ekstremalnymi temperaturami sięgającymi lokalnie nawet 40 stopni Celsjusza doprowadził do uszkodzenia owoców na dużą skalę.
Zobacz też: Czy 9 sierpnia to niedziela handlowa? W tych sklepach bez problemu zrobisz zakupy
W Polsce brakuje uwielbianych owoców
Na krzewach masowo pojawiają się sparzone maliny - charakterystycznie odbarwione, z białymi plamami, pozbawione twardości i handlowej atrakcyjności. Taki surowiec nie ma żadnych szans na trafienie do sprzedaży detalicznej na tzw. świeżym rynku. Zamiast tego zniszczone partie są przyjmowane przez punkty skupu niemal wyłącznie z przeznaczeniem do tłoczenia.
Skala zniszczeń jest widoczna gołym okiem - w okolicach Lublina, stanowiącego serce polskiego zagłębia malinowego, obecne nakłady dostaw spadły do zaledwie 20 procent poziomu z ubiegłego roku, co oznacza spadek aż o 80 procent. Co ciekawe, ta ograniczona podaż nie przełożyła się na gwałtowny skok cen detalicznych.
W punktach skupu za maliny do tłoczenia plantatorzy otrzymują od 16 do 17,20 zł za kilogram, zaś stawki za owoce najwyższej jakości dochodzą do około 18 zł/kg. Choć to kwoty wyższe niż przed rokiem, rolnicy jasno przyznają, że przy tak ogromnym ubytku masy plonu żadna cena nie zrekompensuje im poniesionych strat. Mniejsza dostępność surowca uderza w przetwórstwo, a konsekwencje odczują konsumenci w postaci wyższych cen dżemów i soków na sklepowych półkach.
Warto zaznaczyć, że jesienią przypada kolejny etap zbiorów - tym razem maliny jesiennej. Zwykle odpowiada ona za około 30 proc. całej produkcji, jednak w tym roku proporcje mogą się zmienić. Jednakże maliny jesienne również nie uniknęły skutków suszy i wysokich temperatur. Plantatorzy wskazują na słabszy rozwój pędów oraz gorszą jakość owoców, co sprawia, że trudno liczyć na to, że jesienne zbiory uzupełnią obecne braki.