Tyle płacą za grzyby w skupie. Te gatunki opłacają się najbardziej, nawet 300 zł/kg
Polskie lasy przeżywają prawdziwe oblężenie, a sprzyjająca aura zamienia hobby w zyskowny biznes. Tegoroczny sezon budzi ogromne emocje nie tylko wśród amatorów leśnych spacerów, ale również u osób, które w zbieraniu runa widzą szansę na zauważalny zastrzyk gotówki. Ceny w punktach odbioru potrafią zaskoczyć, choć droga do najwyższych stawek wymaga sporych nakładów pracy i wiedzy.
Warunki atmosferyczne panujące w ostatnich tygodniach okazały się idealne dla rozwoju grzybni. Połączenie wysokich temperatur z obfitymi opadami deszczu sprawiło, że w wielu regionach kraju pojawił się prawdziwy wysyp leśnych przysmaków. Dla lokalnych społeczności oraz okazjonalnych zbieraczy to sygnał do mobilizacji.
Polscy grzybiarze gotowi do zbiorów
Sezon na grzyby w pełni rusza zazwyczaj na przełomie lata i jesieni, jednak to właśnie obecne okno pogodowe stworzyło warunki, na które branża czekała od dawna. Warto pamiętać, że grzybiarstwo w Polsce to nie tylko tradycja, ale też prężnie działający segment gospodarki naturalnej.
Polskie leśne plony od lat cieszą się ogromnym uznaniem na rynkach zachodnich, dokąd trafia znaczna część hurtowych zbiorów. Przetwórnie oraz pośrednicy walczą o surowiec, co przy rosnącym popycie bezpośrednio przekłada się na oferowane zbieraczom stawki.

Czy każdy koszyk przyniesie jednak spodziewany zysk? Wszystko zależy od tego, co dokładnie trafi do naszego punktu odbioru i w jakim będzie stanie. Stawki w punktach skupu są mocno zróżnicowane i zależą przede wszystkim od gatunku oraz klasy dostarczonego surowca.
Ile płacą za grzyby w skupie?
Punktualnie na początku sezonu punktem docelowym dla wielu staje się skup grzybów, gdzie cenniki zmieniają się dynamicznie w zależności od dziennej podaży. Najmniej atrakcyjne finansowo okazują się maślaki - za kilogram tych świeżych i oczyszczonych grzybów można otrzymać maksymalnie około 10 zł.
Niewiele więcej, bo około 10-15 zł za kilogram, płaci się za dojrzałe, duże borowiki, które przeznacza się głównie do późniejszego suszenia. Wyżej cenione są podgrzybki brunatne - przy dobrym surowcu stawki dochodzą do 20-25 zł za kilogram.
Na bardzo dobre zarobki mogą liczyć zbieracze kurek, za które punkty odbioru oferują od 20 do nawet 45 zł za kilogram. Prawdziwymi rekordzistami pozostają jednak młode, jędrne i idealnie zachowane borowiki szlachetne najwyższej klasy. Największe emocje budzi jednak przetworzony surowiec.

Za kilogram suszonych borowików - oferowanych w całości lub w estetycznych plastrach – skupy są w stanie zapłacić nawet 300 zł. Należy jednak pamiętać o prostej matematyce: do wyprodukowania kilograma suszu potrzeba od kilku do kilkunastu kilogramów świeżego towaru, a sam proces wymaga czasu i energii.
Osiągnięcie najwyższych stawek wymaga od zbieraczy rygorystycznego przestrzegania prawa, aby nie natknąć się na wysokie kary.
Zobacz też: Coś dziwnego dzieje się z cenami masła. Klienci mogą się zdziwić w sklepach
Kary dla przydrożnych sprzedawców grzybów
Skupy bezwzględnie odrzucają okazy robaczywe, zapleśniałe czy połamane. Ważna jest też sama technika przygotowania - grzyby należy wstępnie oczyścić z igliwia i ziemi, ale pod żadnym pozorem nie wolno ich myć wodą, gdyż wilgoć przyspiesza procesy gnilne. Kluczowy jest transport: plastikowa reklamówka to najprostsza droga do zaparzenia zbiorów i utraty ich wartości handlowej.
Zbieracze stoją też przed dylematem: skup czy sprzedaż na własną rękę? Wybór targowiska może podwoić zysk, gdyż marża sięga tam często 100 procent w stosunku do cen hurtowych. Handlowanie przy drodze jest jednak nielegalne i grozi mandatem.
Co więcej, legalna sprzedaż detaliczna wymaga uzyskania atestu od klasyfikatora grzybów lub grzyboznawcy z lokalnego sanepidu - dokument taki wydawany jest dla konkretnej partii i pozostaje ważny jedynie przez 48 godzin. Jest jednak dobra wiadomość dla osób traktujących las jako źródło zarobku.
Zgodnie z polskim prawem podatkowym dochody ze sprzedaży osobiście zebranych owoców runa leśnego są całkowicie zwolnione z podatku dochodowego. Oznacza to brak konieczności prowadzenia ewidencji czy rozliczania się z fiskusem, dzięki czemu każda zarobiona w ten sposób złotówka trafia bezpośrednio do kieszeni zbieracza.