Służby zatrzymały transport 1920 l z Azji. Kontrolerzy ujawnili, co znajduje się w środku
Import azjatyckiej żywności do Polski rośnie w błyskawicznym tempie, ale zagraniczni producenci nader często ignorują unijne rygory. Kolejna kontrolowana partia towaru zamiast do sieci handlowych trafiła prosto do magazynów zatrzymań.
Sprowadzanie produktów rolno-spożywczych z tzw. państw trzecich, położonych poza obszarem Unii Europejskiej, wiąże się z koniecznością spełnienia rygorystycznych wymogów prawnych. Europejskie unormowania dotyczące bezpieczeństwa żywności należą do najbardziej skrupulatnych na świecie, co ma chronić konsumentów przed zafałszowaniami i szkodliwymi substancjami.
Skrupulatne kontrole towaru na granicach
Każdy towar wjeżdżający na terytorium Unii Europejskiej musi posiadać dokładną etykietę w języku urzędowym kraju docelowego, uwzględniającą m.in. pełny skład, wykaz alergenów czy dokładną wartość odżywczą.
Dla wielu dostawców z Azji czy Ameryki Południowej specyfika europejskiego prawa bywa wyzwaniem technologicznym i logistycznym. Różnice w klasyfikacji dodatków spożywczych oraz inne wytyczne dotyczące podawania wartości energetycznej sprawiają, że nawet uznane globalnie marki mogą “oblać” wstępny sprawdzian formalny na granicy.

Wspólnotowy Kodeks Celny oraz przepisy o jakości handlowej nie pozostawiają w tej kwestii pola do kompromisów. Jeśli importer nie dopełni obowiązku rzetelnego poinformowania klienta o tym, co znajduje się w opakowaniu, towar zostaje automatycznie wycofany z procedury dopuszczenia do obrotu.
W skrajnych przypadkach nakładana jest decyzja o zniszczeniu ładunku na koszt sprowadzającego lub o jego obligatoryjnym odsyłaniu do nadawcy. Polskie służby celno-skarbowe oraz inspekcje handlowe w ostatnich miesiącach znacząco uszczelniły system nadzoru nad napływającym towarem.
Ma to kluczowe znaczenie nie tylko ze względu na ochronę zdrowia kupujących, ale stanowi również element ochrony rodzimego rynku przed nieuczciwą konkurencją, która próbuje omijać koszty związane z pełną certyfikacją produktów.
IJHARS regularnie blokuje wadliwe towary na granicy
Tylko w pierwszym półroczu 2026 roku kontrolerzy przebadali na granicach ponad 45 tysięcy partii artykułów rolno-spożywczych wjeżdżających do Polski z zagranicy. Skala operacji pokazuje, jak potężnym węzłem logistycznym dla towarów z całego świata stały się nasze przejścia graniczne i terminale cargo.
W okresie wakacyjnym, od początku lipca do połowy września, pod lupę wzięto kolejne 17 tysięcy partii z krajów spoza UE, wyłapując dziesiątki pomyłek i prób wprowadzenia nieprzepisowych towarów. Czarna lista eksporterów, których towary najczęściej nie spełniają wymogów formalnych lub jakościowych, od miesięcy pozostaje stosunkowo stała.
Liderami pod względem liczby wydanych zakazów są podmioty z Ukrainy oraz Chin - z obu tych kierunków zatrzymano po 7 partii.

Często na liście uchybień pojawiają się także transporty z Indii, Wietnamu, Turcji, Tajlandii czy państw Ameryki Południowej, takich jak Brazylia oraz Argentyna.
Zatrzymania na granicach to nie odosobnione incydenty, lecz efekt ciągłej pracy inspekcji operujących w portach i przejściach granicznych. Zaledwie kilka dni przed najnowszym incydentem krakowskiego oddziału służb, szczecińscy kontrolerzy zablokowali wjazd ponad 3 tysięcy litrów czerwonego wina sprowadzanego z Izraela.
W tamtym przypadku kluczową barierą również okazały się błędy w oznakowaniu, w tym absolutny brak czytelnych informacji sporządzonych w języku polskim.
Takie niedopatrzenie z punktu widzenia ustawodawcy całkowicie dyskwalifikuje towar z dystrybucji detalicznej, gdyż polski konsument ma ustawowe prawo do pełnej wiedzy o składzie nabywanego produktu. Najnowsza decyzja administracyjna dotknęła transport azjatyckich napojów, które miały trafić na półki polskich sklepów i sieci handlowych.
Zobacz też: Te produkty podrożeją do końca 2026 roku. Polacy zapłacą nawet 13 proc. więcej
Decyzja IJHARS ma natychmiastowy rygor wykonalności
Inspektorzy z krakowskiego oddziału Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wydali bezwzględny zakaz wprowadzenia do obrotu 11 partii napojów o różnych smakach, wyprodukowanych w Korei Południowej.
Łączna objętość zatrzymanego ładunku wynosiła 1920 litrów. Wątpliwości kontrolerów wzbudził ciąg poważnych uchybień formalnych w oznakowaniu opakowań. Zamiast rzetelnej informacji o wartościach odżywczych, na etykietach doszukano się błędnych wyliczeń.
Zabrakło również wymaganej prawem procentowej zawartości koncentratu owocowego, a z wykazu składników całkowicie pominięto niektóre zastosowane substancje chemiczne oraz ich funkcje technologiczne.
Z uwagi na ryzyko szybkiego wprowadzenia towaru do sieci dystrybucyjnej, decyzji wydanej przez urzędników nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że koreańskie napoje nie mogą opuścić magazynu strzeżonego i trafić do sprzedaży na terenie Polski.
Sytuacja ta pokazuje, że nawet rosnąca popularność produktów z Dalekiego Wschodu i mody na kuchnię azjatycką nie zwalnia importerów z przestrzegania twardych reguł handlowych. Bez należytej dbałości o standardy informacyjne, zagraniczni dostawcy muszą liczyć się z dotkliwymi stratami finansowymi i blokadą na progu Unii Europejskiej.