Opłata cukrowa w górę od 2027 roku. Tak wzrosną stawki
Publiczna ochrona zdrowia nieustannie poszukuje stabilnych źródeł zasilania, a resort finansów po raz kolejny kieruje wzrok ku portfelom konsumentów wybierających słodzone napoje. Choć oficjalnym celem pozostaje profilaktyka, w tle toczy się gra o bezprecedensowe zasilenie budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia kwotą rzędu miliardów złotych.
Wprowadzony na początku 2021 roku podatek od napojów słodzonych, czyli specjalna opłata celowa nakładana na producentów i importerów płynów z dodatkiem cukrów, słodzików, kofeiny lub tauryny, od samego początku budziła ogromne emocje na styku biznesu i polityki społecznej. Choć autorzy regulacji niezmiennie argumentują, że nadrzędną intencją państwa jest ograniczenie nadmiernego spożycia cukru oraz walka z plagą otyłości i cukrzycy typu drugiego, rynek od początku postrzegał ten mechanizm jako klasyczny podatek konsumpcyjny.
Podatek cukrowy funkcjonuje nie tylko w Polsce
Przez minione lata mechanizm ten zdążył na stałe wrosnąć w krajobraz polskiego handlu detalicznego, stając się istotną pozycją przychodową państwa.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami niemal całość zebranych w ten sposób środków trafia bezpośrednio na rachunki Narodowego Funduszu Zdrowia, gdzie są one przeznaczane na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej związanych z leczeniem powikłań metabolicznych.
Warto pamiętać, że Polska nie była w tym pomyśle odosobniona, gdyż podobne mechanizmy fiskalne funkcjonują z powodzeniem w Wielkiej Brytanii, Francji czy Meksyku.
Z perspektywy czasu widać jednak wyraźnie, że każda próba ingerencji w strukturę cenową produktów spożywczych wywołuje natychmiastową reakcję łańcuchową, która dotyka nie tylko samych kupujących, ale przekształca całe łańcuchy dostaw, od sadowników i przetwórców poczynając, na wielkich sieciach handlowych kończąc.
Doświadczenia zebrane po debiucie regulacji w 2021 roku pokazują, jakie zmiany może wywołać administracyjna presja na ceny na sklepowych półkach.
Wiele popularnych napojów przeszło zmianę składu
Z danych rynkowych wynika jednoznacznie, że bezpośrednio po wejściu w życie ówczesnych przepisów ilość sprzedanych słodzonych napojów skurczyła się o 16-18 proc., a popyt w wielu segmentach do dziś nie powrócił do poziomów sprzed tamtej reformy.
Branża stanęła wówczas przed bezprecedensowym wyzwaniem reformulacji, czyli procesu modyfikowania składu produktów w celu obniżenia zawartości cukru bez utraty walorów smakowych, co wymagało wielomilionowych nakładów na badania laboratoryjne i technologiczne.
Część wytwórców zdecydowała się na odważne kroki, zastępując dodany cukier naturalnymi sokami owocowymi lub bezkalorycznymi słodzikami, co pozwoliło uniknąć części obciążeń.

Na ten mechanizm adaptacyjny zwracali uwagę eksperci do spraw zdrowia publicznego, w tym cytowany przez portal “Puls Biznesu” prof. Jarosław Pinkas, przypominając, że czarne scenariusze wieszczące upadek rodzimego przetwórstwa i sadownictwa ostatecznie się nie zmaterializowały. Polscy producenci wykazali się elastycznością, a konsumenci częściowo zmienili nawyki, sięgając po wodę lub napoje o obniżonej zawartości substancji słodzących.
Mimo to sektor spożywczy podkreśla, że margines na dalsze modyfikacje receptur powoli się wyczerpuje, a każda kolejna ingerencja w koszty wytworzenia uderzy bezpośrednio w rentowność przedsiębiorstw.
Zobacz też: Nowe stawki u notariusza. Za testament nawet cztery razy więcej
Podatek cukrowy idzie w górę
Najnowsze plany Ministerstwa Finansów, ujawnione przez „Puls Biznesu”, zakładają kolejny skokowy wzrost obciążeń, który ma wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Projektowane zmiany przewidują, że podstawowa stawka opłaty cukrowej wzrośnie z dotychczasowych 50 do 70 groszy za litr, jednak największe zmiany czeka segment napojów energetycznych.
W ich przypadku opłata za dodatek kofeiny lub tauryny ma poszybować z obecnych 10 groszy aż do 1 złotego za litr, co oznacza dziesięciokrotny wzrost tej składowej. Resort finansów szacuje, że dzięki tej operacji do kasy NFZ wpłynie rocznie dodatkowo około 1,3 mld zł.
Przedstawiciele biznesu podchodzą jednak do tych prognoz z głębokim sceptycyzmem, wskazując na zjawisko ucieczki popytu. Jak wylicza Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności, średnioważony wzrost cen może sięgnąć 5,7 proc. dla herbat mrożonych oraz aż 22,6 proc. w przypadku nektarów niegazowanych, a w kategorii napojów energetycznych podwyżki na półkach będą jeszcze bardziej znaczące.
W realiach tak skokowego wzrostu kosztów fiskalne założenia ministerstwa mogą okazać się zbyt optymistyczne, gdyż konsumenci po prostu ograniczą zakupy. Ostatecznie za ambitny plan wsparcia ochrony zdrowia zapłacą klienci detaliczni, a 2027 rok zweryfikuje, czy rząd zrealizuje swoje miliardowe założenia.