Polacy chcą zmian w pracy lekarzy. Ponad połowa wskazała jedno rozwiązanie
Sposób organizacji pracy lekarzy ponownie znalazł się w centrum debaty o polskiej ochronie zdrowia. Najnowszy sondaż pokazuje, że wielu pacjentów oczekuje wyraźniejszych zasad dotyczących łączenia zatrudnienia finansowanego przez NFZ z działalnością prywatną. Zwolennicy zmian wskazują na kolejki, dostępność specjalistów oraz przejrzystość wydawania publicznych pieniędzy. Eksperci ostrzegają jednak, że źle przygotowane rozwiązanie mogłoby przynieść skutki odwrotne od oczekiwanych.
NFZ finansuje leczenie Polaków. Za część usług pacjenci nadal muszą płacić
Narodowy Fundusz Zdrowia pełni funkcję głównego publicznego płatnika w polskim systemie ochrony zdrowia. Zarządza pieniędzmi pochodzącymi przede wszystkim ze składki zdrowotnej i zawiera umowy z placówkami, które leczą osoby uprawnione. Finansuje między innymi podstawową opiekę zdrowotną, konsultacje specjalistyczne, pobyty w szpitalach, rehabilitację, ratownictwo, transport sanitarny, programy lekowe oraz refundację części leków i wyrobów medycznych.
Placówka przyjmująca pacjentów w ramach NFZ nie zawsze należy do państwa lub samorządu. Przychodnia może być prywatnym przedsiębiorstwem, które podpisało kontrakt z Funduszem i za udzielone świadczenia otrzymuje publiczne pieniądze. Granica między publiczną a prywatną ochroną zdrowia nie przebiega więc wyłącznie według właściciela budynku. Znaczenie ma przede wszystkim to, czy konkretna wizyta jest finansowana przez NFZ, czy bezpośrednio przez pacjenta.
Osoba korzystająca ze świadczenia gwarantowanego zasadniczo nie płaci za samą wizytę lub leczenie. W praktyce Polacy ponoszą jednak wydatki na prywatne konsultacje i badania, nierefundowane leki, dopłaty do leków objętych refundacją, część wyrobów medycznych oraz usługi stomatologiczne niewchodzące do finansowanego koszyka. Prywatne leczenie jest wybierane przede wszystkim ze względu na krótszy termin, możliwość wskazania konkretnego specjalisty oraz łatwiejsze wykonanie diagnostyki.

Według wstępnych danych GUS bieżące wydatki na ochronę zdrowia wyniosły w 2024 roku 293,6 mld zł. Ze środków publicznych pochodziło około 229,1 mld zł, natomiast wydatki prywatne osiągnęły 64,5 mld zł. Oznacza to, że mimo działania powszechnego systemu finansowanego przez NFZ gospodarstwa domowe i prywatni płatnicy nadal pokrywają znaczną część kosztów związanych ze zdrowiem.
Najważniejszą zaletą publicznej ochrony zdrowia jest możliwość uzyskania kosztownego leczenia bez konieczności samodzielnego opłacania całej procedury. Problemem pozostają jednak kolejki, nierówny dostęp do specjalistów i różnice między regionami. System prywatny pozwala zwykle szybciej dostać się do lekarza, ale jego możliwości zależą od pieniędzy pacjenta. Abonament lub pojedyncza wizyta nie zastąpią też pełnego zabezpieczenia zapewnianego przez szpitale, ratownictwo i wysoko wyspecjalizowane leczenie finansowane publicznie.
Zarobki lekarzy zależą od specjalizacji, dyżurów i formy zatrudnienia
Od 1 lipca 2026 roku najniższe wynagrodzenie zasadnicze lekarza lub lekarza dentysty ze specjalizacją wynosi 12 910,16 zł brutto miesięcznie. W przypadku lekarza bez specjalizacji ustawowa podstawa to 10 595,24 zł brutto. Kwoty wynikają z pomnożenia przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za poprzedni rok przez odpowiedni współczynnik przypisany grupie zawodowej.
Nie oznacza to, że każdy lekarz pracujący w publicznym systemie otrzymuje dokładnie taką wypłatę. Są to minimalne wynagrodzenia zasadnicze pracowników objętych ustawą. Do podstawy mogą dojść pieniądze za dyżury, pracę w nocy i święta, nadgodziny, wysługę lat, premie albo pełnienie funkcji kierowniczych. Z drugiej strony część lekarzy nie pracuje na etacie, lecz rozlicza się ze szpitalem lub przychodnią na podstawie kontraktu.
Wyliczenia AOTMiT przedstawione w maju 2026 roku wskazywały, że po uwzględnieniu dodatków przeciętne łączne wynagrodzenie lekarza specjalisty w podmiotach przekazujących dane może przekraczać 25 tys. zł brutto. Takiej wartości nie należy jednak traktować jako pensji gwarantowanej. Na końcowy wynik wpływają liczba godzin i dyżurów, specjalizacja, miejsce pracy oraz forma umowy.
Również sektor prywatny nie oferuje jednej ustalonej stawki. Aktualne ogłoszenia pokazują przykładowo wynagrodzenia rzędu 220-250 zł za godzinę dla lekarza POZ, natomiast w ofertach dla wybranych specjalistów stawki za dyżur sięgają około 250-290 zł brutto za godzinę. Nie są to jednak średnie dla wszystkich lekarzy. W najbardziej poszukiwanych specjalizacjach wynagrodzenie może być wyższe, natomiast w innych placówkach zależy od liczby przyjętych pacjentów albo stanowi określony procent ceny wizyty.

Różnic między zarobkami publicznymi i prywatnymi nie można więc sprowadzić do prostego podziału na niską pensję w szpitalu i wysoką w gabinecie. Lekarz może wykonywać świadczenia finansowane przez NFZ na kontrakcie w prywatnej przychodni, a jednocześnie przyjmować komercyjnie. Duże miesięczne wynagrodzenie bywa również skutkiem pracy w kilku miejscach, pełnienia licznych dyżurów i przepracowywania znacznie większej liczby godzin niż standardowy etat.
Dla pacjentów łączenie pracy może mieć dwa przeciwstawne skutki. Z jednej strony pozwala wykorzystać ograniczoną liczbę lekarzy zarówno w szpitalach, jak i poradniach, ułatwiając obsadzanie dyżurów. Z drugiej może prowadzić do przemęczenia, ograniczonej dostępności w publicznej placówce oraz podejrzeń, że prywatna praktyka staje się sposobem na szybsze skierowanie pacjenta do tego samego specjalisty.
Zobacz też: Coraz więcej kradzieży w samolotach. Pasażerowie wynoszą ważny element wyposażenia
Lekarze tylko publicznie albo prywatnie? Większość Polaków popiera rozdzielenie
W sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej” 53,5 proc. ankietowanych stwierdziło, że lekarze nie powinni równocześnie pracować w publicznych i prywatnych placówkach. Możliwość łączenia zatrudnienia w obu częściach systemu poparło 40,7 proc. respondentów. Pozostali nie przedstawili jednoznacznego stanowiska.
Wśród przeciwników łączenia pracy 33,3 proc. badanych wybrało odpowiedź “zdecydowanie przeciw”, a 20,2 proc. ”raczej przeciw”. Z kolei 15,3 proc. zdecydowanie dopuszczało pracę w obu sektorach, a 25,3 proc. raczej ją popierało. Badanie zostało przeprowadzone metodą telefoniczną w dniach 10-11 czerwca 2026 roku na próbie 1067 osób.
Wynik można odczytywać jako oczekiwanie większej przejrzystości. Dla części pacjentów rozdzielenie pracy oznaczałoby całkowity zakaz prowadzenia prywatnej praktyki przez lekarzy zatrudnionych w podmiotach finansowanych przez NFZ. Inni mogliby oczekiwać jedynie kontroli rzeczywistego czasu pracy, ograniczenia konfliktu interesów albo zakazu przekierowywania pacjentów z publicznej kolejki do prywatnego gabinetu. Samo pytanie sondażowe nie wskazuje więc, jaki dokładnie model powinien zostać wprowadzony.
Rozwiązaniem pośrednim mogłoby być oferowanie lekarzom wyższego wynagrodzenia w zamian za pracę wyłącznie w publicznym systemie. Możliwe są także jawniejsze harmonogramy, elektroniczna kontrola czasu, ograniczenie nakładania się dyżurów i większy nadzór nad przepływem pacjentów. Obecnie nie przedstawiono jednak jednego gotowego projektu, który określałby, jak miałoby wyglądać rozdzielenie obu sektorów.
Eksperci i dyrektorzy szpitali ostrzegają, że natychmiastowy zakaz mógłby pogorszyć sytuację pacjentów. Część lekarzy mogłaby wybrać wyłącznie bardziej opłacalną pracę prywatną, przez co w publicznych szpitalach zabrakłoby specjalistów do obsadzenia oddziałów, nocnych dyżurów i pomocy w święta. Ryzyko byłoby szczególnie wysokie w mniejszych miastach, w których już teraz pracuje niewielu chirurgów, anestezjologów lub lekarzy innych deficytowych specjalizacji.
Znaczenie ma także konstrukcja polskiego systemu. Większość podmiotów podstawowej opieki zdrowotnej działa jako placówki prywatne posiadające umowę z NFZ, a około 70 proc. poradni specjalistycznych również ma prywatną formę własności. Zbyt prosty podział na sektor państwowy i prywatny mógłby więc doprowadzić do rezygnacji części placówek z publicznych kontraktów i dalszego wydłużenia kolejek.
Sondaż pokazuje społeczne oczekiwanie zmian, ale nie przesądza o ich ostatecznym kształcie. Rozdzielenie pracy lekarzy mogłoby zwiększyć kontrolę nad publicznymi pieniędzmi i ograniczyć część konfliktów interesów. Bez zwiększenia liczby specjalistów, poprawy warunków pracy i odpowiedniego finansowania NFZ mogłoby jednak ograniczyć dostępność leczenia zamiast ją poprawić.