Coraz więcej kradzieży w samolotach. Pasażerowie wynoszą ważny element wyposażenia
Gdy wakacyjny sezon w turystyce osiąga szczyt, rosną nie tylko ceny biletów i liczba pasażerów. Linie lotnicze mierzą się również z innym problemem - znikającym wyposażeniem pokładowym. Część podróżnych zabiera te przedmioty do domu, a niekiedy wystawia je później na sprzedaż. Oto najczęściej wybierane "pamiątki” z lotu.
Czego nie można zabrać do samolotu? [LISTA]
Podróż samolotem wiąże się ze ściśle określonymi zasadami bezpieczeństwa oraz normami prawnymi, które zaczynają obowiązywać już w momencie przekroczenia punktu kontroli bezpieczeństwa na lotnisku. Krajowe i międzynarodowe przepisy lotnicze precyzyjnie określają zakres przedmiotów, których wnoszenie do wnętrza kabiny jest kategorycznie zabronione. Na liście tej od lat znajdują się nie tylko materiały wybuchowe, substancje łatwopalne czy broń, ale również wszelkie ostre narzędzia, przedmioty mogące służyć jako obuch oraz płyny o objętości przekraczającej powszechnie znany limit stu mililitrów.

Większość pasażerów sprawnie porusza się w gąszczu tych restrykcji, pakując kosmetyki do przezroczystych woreczków czy świadomie rezygnując z przewożenia powerbanków w bagażu rejestrowanym. Sytuacja ulega jednak drastycznej zmianie, gdy te same osoby zajmują przydzielone miejsca na pokładzie samolotu.
W ograniczonej przestrzeni samolotu wielu pasażerów zaczyna inaczej postrzegać granice własności. Część z nich błędnie zakłada, że zakup biletu daje prawo do zabrania ze sobą elementów wyposażenia kabiny. Problem dawno przestał dotyczyć wyłącznie drobnych pamiątek wartych kilka złotych.
Pasażerowie mają lepkie ręce. Wyposażenie pokładowe kradzione na potęgę
Najczęściej w torbach podręcznych pasażerów lądują słuchawki rozdawane przed seansem filmowym czy metalowe sztućce z serwisu obiadowego. Jednak załogi coraz częściej odnotowują zniknięcia przedmiotów, których wyniesienie z pokładu wydaje się wręcz niewiarygodne i stwarzające potencjalne zagrożenie dla kolejnych pasażerów.
Oprócz koców czy poduszek pasażerowie zabierają także elementy wyposażenia technicznego samolotu. Szczególnie często giną karty bezpieczeństwa z oparć siedzień oraz kamizelki ratunkowe znajdujące się pod fotelami, których braki trzeba uzupełniać przed kolejnymi lotami. Powód jest prosty - na rynku wtórnym takie przedmioty osiągają wysokie ceny.

Oryginalne kamizelki znanych linii lotniczych wystawiane w serwisach aukcyjnych potrafią kosztować od kilkuset do 500, a nawet 800 zł. Podobnie dzieje się z kartami bezpieczeństwa czy elementami zastawy z klasy biznesowej. Dla przewoźników oznacza to milionowe straty i dodatkowe koszty, które pośrednio wpływają na ceny biletów.
Nielegalna pamiątka z wakacji ma swoją cenę
Wynoszenie wyposażenia z samolotu może wydawać się błahostką, ale w rzeczywistości niesie za sobą daleko idące konsekwencje. Steward cytowany przez „The Sun” zwraca również uwagę, że kradzież kamizelki ratunkowej bezpośrednio wpływa na poziom bezpieczeństwa na pokładzie. W razie awarii brak takiego sprzętu może utrudnić akcję ratunkową i zwiększyć ryzyko tragedii. Co więcej, wykrycie braków przed odlotem może skutkować uziemieniem samolotu do czasu uzupełnienia wyposażenia.
Z prawnego punktu widzenia czyn ten stanowi kradzież, co w zależności od wartości zabranego przedmiotu podlega odpowiednim sankcjom. W polskim systemie prawnym kradzież mienia o wartości do 800 złotych traktowana jest jako wykroczenie, za które grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo aresztu.
Przewoźnicy mają również możliwość nałożenia na sprawcę dodatkowych sankcji, włącznie z zakazem lotów daną linią. Trzeba też pamiętać, że pasażerowie nie pozostają anonimowi - numer miejsca jest powiązany z konkretną osobą, co znacząco ułatwia ustalenie, kto odpowiada za zniknięcie przedmiotu. Dzięki temu "pamiątka” z lotu może bardzo szybko zamienić się w kosztowny i wstydliwy problem.