Ekspert o kulisach rynku krypto: „Ta płynność to tylko teatr”
Rynek kryptowalut bywa znacznie płytszy, niż sugerują nagłówki o „rekordowych wolumenach”. W praktyce część obrotu może mieć charakter nieekonomiczny (sztucznie generowany), a widoczna w arkuszu zleceń płynność bywa tylko dekoracją. To dlatego w momentach paniki kursy potrafią spadać szybciej, niż wynikałoby z logiki „dużego rynku”. Szczegóły w rozmowie z BiznesInfo wyjaśnia analityk Paweł Łaskarzewski.
- Nawet większość zleceń w order booku może pochodzić od market makerów i algorytmów, a nie od realnego popytu i podaży
- W czasie krachu płynność jest wycofywana błyskawicznie, co uruchamia efekt domina i pogłębia spadki
- Weekendowy spadek aktywności pokazuje, jak mocno rynek zależy od algorytmów i kapitału instytucjonalnego, który działa głównie w rytmie tygodnia roboczego
Znikające miliony, czyli płynność na pokaz
Jednym z najbardziej niepokojących zjawisk na rynku krypto jest iluzja płynności: na ekranie widać grube „ściany” zleceń, a w praktyce w krytycznym momencie… znikają. W rozmowie kluczową rolę odgrywają dwa pojęcia: market making i wash trading.
Market maker (animator rynku) dokłada zlecenia kupna i sprzedaży, by zawężać spready i ułatwiać handel.
Wash trading to sztuczne „kręcenie” obrotu (transakcje pozorne), które mają tworzyć wrażenie aktywnego rynku.
Skala problemu bywa trudna do oszacowania, ale temat nie jest nowy. W głośnej analizie Bitwise, przedstawianej regulatorom, wskazywano, że znaczna część raportowanego wolumenu na wielu giełdach może być nieekonomiczna, a „realny” rynek jest mniejszy, niż sugerują popularne rankingi. Z kolei literatura akademicka opisuje zachęty ekonomiczne giełd do zawyżania wolumenu, bo „płynność przyciąga płynność”.
Paweł Łaskarzewski opisuje to mechanicznie – bez teorii spiskowych, za to z perspektywy praktyka:
– Nagle się okazało, że 90% z tych 100 milionów to były ordery marketmakingowe, które zostały w pół sekundy wycofane – mówi Paweł Łaskarzewski.
To klucz: płynność w order booku nie zawsze jest płynnością „do wzięcia”. Jeśli duża część zleceń pochodzi od algorytmów, to ich właściciel może je wycofać natychmiast, gdy rynek robi się niebezpieczny. Wtedy nawet relatywnie niewielka fala sprzedaży potrafi przebić poziomy wsparcia jak papier i uruchomić kaskadę: stop-lossy, likwidacje pozycji z dźwignią, paniczną ucieczkę kapitału.
Gdy rynek pęka, algorytmy znikają pierwsze
W czasie stresu rynkowego działa prosta zasada: kapitał chroni siebie, a nie cudzą wygodę handlu. Market maker, który normalnie stabilizuje notowania, przy gwałtownych ruchach może zacząć ograniczać ekspozycję: skracać ofertę, poszerzać spready, a w skrajnym wariancie – wycofywać zlecenia.
Efekt jest podwójny:
- spada głębokość rynku, więc cena „przelatuje” przez poziomy, bo nie ma kto odbierać podaży,
- rośnie zmienność, która dokłada kolejne likwidacje na rynku instrumentów pochodnych.
To dlatego wiele krachów w krypto wygląda jak zjazd windą: nie dlatego, że ktoś sprzedał „wszystko naraz”, tylko dlatego, że rynek okazał się płytszy, niż obiecywał ekran.
Weekendowa cisza. Najprostszy test, kto naprawdę kręci wolumen
Jeśli chcesz sprawdzić, ile w rynku jest automatu, spójrz na cykl tygodniowy. Coraz więcej analiz pokazuje, że udział weekendów w obrotach BTC spadał w ostatnich latach – co bywa łączone m.in. ze wzrostem udziału instytucji i infrastrukturą „pracującą” w rytmie tradycyjnych rynków.
Łaskarzewski zwraca uwagę właśnie na ten detal, który wiele mówi o strukturze handlu:
– Zabocenie, zwiększenie ilości algorytmów handlujących na rynkach jest tak duże właśnie od poniedziałku do piątku, kiedy ktoś nad tym panuje – zauważa ekspert.
W praktyce oznacza to, że w weekend:
- wolumen i płynność potrafią być niższe,
- pojedyncze większe zlecenia mają większy wpływ na kurs,
- rośnie podatność na „podbicia” i „zrzuty” na mniej płynnych parach.
Manipulacje na „martwych” tokenach: cena spada, choć nikt nie handluje
Szczególnie widać to na tokenach z drugiej i trzeciej ligi – takich, które tygodniami mają szczątkowy obrót. W teorii „martwy” token powinien być odporny na krótkie fale paniki, bo brak handlu oznacza brak mechanizmu szybkiej zmiany ceny. W praktyce bywa odwrotnie: podczas spadków rynkowych nawet takie aktywa potrafią „zjeżdżać” razem z resztą.
Łaskarzewski interpretuje to jako sygnał, że:
- ktoś utrzymuje sztuczny obrót, by podtrzymać wrażenie życia projektu, albo
- posiadacze większych pakietów próbują odzyskać jakąkolwiek płynność, sprzedając „jak leci”, kiedy rynek robi się nerwowy.
Tu wchodzimy w obszar, który na rynku regulowanym zwykle budziłby natychmiastową reakcję nadzoru. W USA w ostatnich latach regulatorzy i organy ścigania komunikowali działania przeciw schematom tworzenia pozorów płynności i sztucznego obrotu wokół wybranych aktywów – w tym z udziałem podmiotów przedstawiających się jako market makerzy.
Łaskarzewski podsumowuje to krótko:
– To pokazuje, jak dużo wolumenu w krypto nie jest prawdziwego – dodaje ekspert.