Pellet bije rekordy cen, Polacy kombinują ze zbożem. Ekspert ostrzega: Jeden błąd i po piecu
W Polsce znów wraca temat braków pelletu i gwałtownych różnic cenowych. W sieci coraz częściej pojawia się „tańszy odpowiednik” – owies – reklamowany jako paliwo do kotłów na pellet. Dla Biznes Info producent kotłów Konstal Pleszew tłumaczy, kiedy takie palenie kończy się tylko częstszym czyszczeniem, a kiedy realnym ryzykiem awarii i problemów z gwarancją. Jedno jest pewne: to nie jest prosta zamiana „1:1”.
- Dlaczego pellet bywa trudno dostępny i czemu ceny tak skaczą?
- Czy zboże (owies) można legalnie spalać w kotle na pellet – i w jakich warunkach?
- Co grozi użytkownikowi: awaria, utrata gwarancji, a nawet problemy z dotacją?
Pellet drogi i trudno dostępny. Skąd presja na „zamienniki”?
Rynek pelletu jest podatny na sezonowość i skoki popytu: gdy robi się zimno, rośnie presja na szybkie zakupy, a wtedy magazyny i ceny potrafią „zniknąć” w kilka dni. W praktyce to napędza polowanie na tańsze rozwiązania – szczególnie wśród osób, które ogrzewają dom wyłącznie pelletem i nie mają alternatywnego źródła ciepła. Media opisują przypadki, w których tona pelletu kosztuje ponad 2 tys. zł, a owies bywa wyraźnie tańszy, co dla wielu jest kuszące.
W tle jest też zaufanie do jakości paliwa: resort klimatu już wcześniej komunikował zaostrzenie podejścia do parametrów jakościowych pelletu i brykietu oraz rolę certyfikacji (np. ENplus/DINplus) w ograniczaniu „byle czego” na rynku.
Owies w kotle na pellet? Producent: „To nie jest paliwo zalecane”
Stanowisko producenta jest jednoznaczne. W rozmowie z Biznes Info przedstawiciel Konstal Pleszew podkreśla:
„Kocioł powinien być eksploatowany wyłącznie na paliwie wskazanym w instrukcji obsługi i na tabliczce znamionowej urządzenia. W przypadku kotłów przeznaczonych do spalania pelletu podstawowym i zalecanym paliwem jest pellet drzewny o parametrach określonych przez producenta.”
Firma wskazuje, że spalanie owsa może wiązać się z konsekwencjami technicznymi:
„Spalanie zboża w kotłach przeznaczonych do pelletu może skutkować zwiększonym odkładaniem się nagaru i spieków w palniku, przyspieszonym zużyciem elementów palnika i podajnika, obniżeniem sprawności urządzenia oraz zmianą parametrów emisji spalin.”
Jednocześnie producent przyznaje, że sporadyczne użycie paliwa zastępczego nie musi od razu oznaczać katastrofy:
„Krótkotrwałe i incydentalne użycie owsa nie powinno spowodować uszkodzenia kotła. Jednak w przypadku awarii wynikającej bezpośrednio ze stosowania paliwa innego niż zalecane, naprawa nie będzie objęta gwarancją.”
To kluczowa informacja dla użytkowników — ryzyko nie jest natychmiastowe, ale jest realne.
Dotacje i normy. Tu łatwo o kosztowną wpadkę
Wątek, który wielu pomija, to programy wsparcia i warunki techniczne urządzeń finansowanych ze środków publicznych. Część kotłów montowanych w ramach programów dotacyjnych musi spełniać określone normy emisji i parametry pracy. Jeśli użytkownik eksploatuje urządzenie w sposób niezgodny z dokumentacją, może narazić się na problemy w przypadku kontroli lub reklamacji. Jak podkreśla producent:
„Urządzenie powinno pracować zgodnie z dokumentacją techniczno-ruchową. Użytkowanie paliwa niezgodnego z zaleceniami może wpływać na parametry pracy kotła.”
Do tego dochodzi różnica w samym paliwie. Owies nie ma takich samych właściwości spalania jak certyfikowany pellet. Różni się strukturą, zawartością popiołu i tendencją do tworzenia spieków. To nie jest kwestia „marki”, tylko fizyki spalania.
Kiedy to ma sens biznesowo, a kiedy to tylko pozorna oszczędność
Ekonomicznie spalanie zboża może mieć sens głównie tam, gdzie użytkownik ma dostęp do surowca po kosztach własnego gospodarstwa i kontroluje jego parametry (wilgotność, czystość, brak zapraw chemicznych). Dla przeciętnego konsumenta detalicznego rachunek bywa mniej oczywisty.
Producent zwraca uwagę na aspekt praktyczny:
„Koszty ewentualnych napraw pozostają relatywnie niewielkie w porównaniu do różnic w cenie paliw dostępnych na rynku, jednak każdorazowo należy brać pod uwagę warunki gwarancji.”
Rynek może też zareagować szerzej. Jeśli spalanie zboża stanie się powszechne, wzrost popytu może wpłynąć na ceny w segmencie paszowym, co przełoży się na koszty produkcji rolnej. To klasyczny efekt domina — oszczędność w jednym miejscu, wzrost kosztów w innym.
Wniosek jest prosty: alternatywy istnieją, ale decyzja powinna być świadoma. Najtańsze paliwo przestaje być tanie w momencie, gdy oszczędność kończy się na rachunku za serwis.
Źródła: Biznes Info, gov.pl