13 linii lotniczych odwołuje loty. Polacy drżą o swoje wakacje, tysiące połączeń nawet nie wystartuje
Czy wymarzony urlop może stanąć pod znakiem zapytania przez wydarzenia dziejące się tysiące kilometrów od naszych granic? Gwałtowna eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie wstrząsnęła globalnym rynkiem surowcowym, stawiając pod ścianą branżę lotniczą i miliony pasażerów czekających na swój letni wypoczynek. W ostatnich tygodniach 13 przewoźników zrezygnowało z części połączeń, by zmniejszyć straty finansowe. Wśród poszkodowanych znaleźli się również pasażerowie z Polski.
Konflikt na Bliskim Wschodzie rzuca cień na europejskie huby
Wojna w Iranie, choć pozornie odległa, stała się bezpośrednim katalizatorem kryzysu, który najmocniej dotyka sektor transportowy. Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest cieśnina Ormuz. To strategiczne gardło, przez które przepływa aż jedna piąta światowej ropy naftowej oraz połowa surowca importowanego do Europy, zostało praktycznie zablokowane. Skutki tego paraliżu są natychmiastowe i bezlitosne dla gospodarki.
Światowymi benchmarkami są notowania ropy Brent, stanowiące podstawę do ustalania cen benzyny, oleju napędowego i innych paliw. Na skutek eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie cena referencyjna europejskiego paliwa lotniczego wystrzeliła w górę, rosnąc z poziomu 831 dolarów za tonę do oszałamiających 1838 dolarów na początku kwietnia. Dla przewoźników, których koszty operacyjne w ogromnej mierze zależą od ceny kerozyny, jest to cios, który zmusza do radykalnych posunięć biznesowych.
Czytaj więcej: MSZ apeluje do turystów. Do tego kraju lepiej nie podróżować. “Sytuacja staje się niebezpieczna”

Firmy, które jeszcze do niedawna cieszyły się rekordowymi wynikami, dziś muszą walczyć o przetrwanie, ograniczając siatkę połączeń, aby uniknąć finansowej zapaści. Ta sytuacja budzi uzasadnione obawy o stabilność całego łańcucha dostaw, co w efekcie przekłada się na wyższe ceny towarów na sklepowych półkach i napędza presję inflacyjną w całej Unii Europejskiej.
Przed nami letni paraliż? Europie ma grozić deficyt paliwa lotniczego
Na łamach niemieckiego dziennika “Welt" przywoływane są szacunki ekspertów z banku Goldman Sachs, którzy nie szczędzą gorzkich prognoz. Sugerując, że już pod koniec maja niedobory surowca mogą stać się krytyczne. Choć linie lotnicze w oficjalnych komunikatach często starają się utrzymywać optymistyczny ton, by nie wywoływać paniki wśród klientów i podtrzymać sprzedaż biletów, rzeczywistość rynkowa jest znacznie mniej kolorowa.
Szacuje się, że w szczycie wakacyjnego sezonu popyt na paliwo lotnicze drastycznie przewyższy realne możliwości dostaw, co może doprowadzić do paraliżu wielu regionalnych portów lotniczych. To z kolei wymusi na przewoźnikach drastyczne podwyżki cen biletów, które w obliczu deficytu przestaną być jedynym problemem pasażerów. Już teraz hiszpańska linia lotnicza Volotea uruchamia budzący kontrowersje program „Fair Travel Promise”, który umożliwia doliczanie pasażerom dodatkowych opłat nawet na tydzień przed planowanym lotem. W reakcji na te działania Komisja Europejska wydała zalecenia dla państw członkowskich w związku z utrzymującymi się wysokimi cenami paliwa lotniczego, wskazując jednocześnie, że taka praktyka może być sprzeczna z prawem Unii Europejskiej.
Czytaj więcej: Jak długo paliwo będzie tak drogie? Ekspert nie ma dobrych wieści. “Rynek czeka”
Ryzyko całkowitego uziemienia niektórych maszyn staje się coraz bardziej realnym scenariuszem, na który przygotowują się analitycy rynku. Sytuacja ta stawia w trudnym położeniu nie tylko podróżnych, ale przede wszystkim zarządy linii lotniczych, które muszą balansować między próbą utrzymania płynności finansowej a koniecznością zachowania zaufania swoich klientów w tym skrajnie niepewnym czasie. Potwierdzeniem tych czarnych prognoz jest seria decyzji podjętych przez największych graczy.
Lawina odwołań w liniach lotniczych. Odwołanych tysiące połączeń
Aż 13 dużych linii lotniczych ogłosiło już odwołania części swoich rejsów, próbując zamortyzować gigantyczne straty wynikające z niedoborów paliwa. Wśród najbardziej dotkniętych przewoźników znajduje się Lufthansa, która podjęła bezprecedensową decyzję o usunięciu z rozkładu aż 20 tysięcy lotów planowanych na okres od maja do października.
Dla polskich pasażerów oznacza to wymierne komplikacje - tymczasowo zawieszone zostaną połączenia obsługujące m.in. Gdańsk oraz Wrocław. Podobne kroki dotknęły również podróżnych korzystających z tras do Stuttgartu, Lublany, Rijeki, Sybinu, Trondheim, Tivatu, Cork czy Heringsdorfu.

Czytaj więcej: Kryzys paliwowy dociera do Europy. Linie lotnicze odwołują połączenia, na liście rejsy z Polski
Do grona przewoźników tnących siatki połączeń dołączyły Aegean Airlines, które zawiesiły loty na Bliski Wschód, AirAsia X zmniejszyły liczbę rejsów o 10%. Podobnie postąpiły Air Canada ograniczając połączenia z Nowym Jorkiem (JFK) czy Air New Zealand, redukując liczbę lotów i jednocześnie podnosząc ceny biletów. Z kolei Asiana Airlines wykonają o 22 rejsy mniej między kwietniem a lipcem.
Cięcia w rozkładach wprowadziły także Cathay Pacific, Norse Atlantic i SAS, przy czym SAS odwołał w kwietniu około tysiąca lotów. Turkish Airlines zmaga się z dużymi redukcjami, anulując ponad 3 tys. połączeń. Dodatkowo United Airlines ogranicza nierentowne trasy, a Vietnam Airlines i VietJetAir również zmniejszają liczbę rejsów.
Ta masowa redukcja siatki połączeń to dla rynku lotniczego jasny sygnał, że czasy beztroskiego podróżowania po Europie (i nie tylko) zostały zawieszone przez geopolitykę. Niewątpliwie nadchodzący sezon wakacyjny zmieni się w wielki sprawdzian cierpliwości dla milionów podróżnych z całego świata. Wszystko zależy bowiem od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie, choć obecne dane już teraz wskazują, że na szybki powrót do normalności nie ma co liczyć.