Jak długo paliwo będzie tak drogie? Ekspert nie ma dobrych wieści. "Rynek czeka"
Na pierwszy rzut oka decyzja USA o czasowym poluzowaniu części sankcji wobec irańskiej ropy powinna studzić emocje na rynku. Problem w tym, że najważniejsza odpowiedź wcale nie leży w Waszyngtonie, tylko między Ormuzem, Singapurem i Chinami. Dla Biznes Info Łukasz Skiba, analityk rynku paliw i surowców, mówi o „chińskiej czarnej dziurze”, technicznych anomaliach na kontraktach i o tym, dlaczego Europa może odczuwać ten kryzys dłużej, niż dziś zakłada wielu kierowców.
- Co oznacza decyzja USA dla cen ropy i paliw w Europie?
- Dlaczego Cieśnina Ormuz wywołała anomalię na rynku Dubaj/Oman i kontraktach na ropę?
- Kto dziś realnie zarabia na kryzysie paliwowym: kierowcy, rafinerie czy norweskie spółki?
Irańska ropa, sankcje USA i Chiny. Dlaczego 140–200 mln baryłek nie musi obniżyć cen paliw?
Sama skala robi wrażenie. Reuters podał, że administracja USA rozważa uwolnienie około 140 mln baryłek irańskiej ropy „na wodzie”, a w obiegu rynkowym pojawiają się też szacunki sięgające nawet 200 mln baryłek, jeśli liczyć szerzej ładunki w tranzycie i zapasy powiązane z dostawami. Tyle że duży wolumen nie oznacza automatycznie dużej ulgi dla Europy. Znaczna część irańskiego surowca znajduje się w azjatyckim obiegu, a Chiny już teraz kupują ponad 80 proc. eksportowanej ropy z Iranu. To właśnie dlatego dodatkowe baryłki mogą zostać wchłonięte przez rynek chiński, zamiast trafić na otwarty rynek i schłodzić ceny dla Zachodu.
- Uwolnienie amerykańskich sankcji na ropę irańską stacjonującą na statkach to gigantyczny wolumen, jednak prosta matematyka dodania tej wartości do globalnej podaży nie przełoży się na poluzowanie warunków rynkowych — tłumaczy Łukasz Skiba dla Biznes Info.
Dochodzi do tego problem floty cieni i compliance. Część tankowców z irańską ropą nie może bez przeszkód wejść do portów w krajach ściśle przestrzegających sankcji i zasad ubezpieczeniowych, więc handel wymaga kosztownych oraz czasochłonnych operacji pośrednich. Z punktu widzenia Europy oznacza to jedno: nawet jeśli Waszyngton poluzuje zasady, rynek nie musi zobaczyć szybkiego spadku cen na stacjach. W praktyce więcej zależy dziś od drożności szlaków i gotowości rafinerii do kupowania konkretnych gatunków surowca niż od samego komunikatu politycznego.
- Głównym problemem jest to, że irańska ropa znajduje się na wodach w pobliżu Chin, wokół Singapuru czy Morza Południowochińskiego, co oznacza, że ogromna jej część trafi do zamkniętego systemu chińskiego — mówi ekspert.
ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ TUTAJ:
Cieśnina Ormuz, ropa Dubaj/Oman i „odwrócony rug pull”. Skąd wzięły się rynkowe anomalie?
To właśnie Cieśnina Ormuz pozostaje centrum całego kryzysu. Reuters ocenia, że normalnie przechodzi tędy około 20 proc. światowego handlu ropą, paliwami i LNG, a po eskalacji ruch spadł do śladowych poziomów. Barclays wylicza, że dłuższa blokada mogłaby oznaczać ubytek nawet 13–14 mln baryłek dziennie. Nic więc dziwnego, że klasyczne benchmarki, takie jak Brent i WTI, wystrzeliły, ale jeszcze mocniej szarpnęło rynkiem bliskowschodnich wskaźników cenowych dla Azji. W marcu Platts Dubai bił rekordy, chwilowo przebijając historyczne poziomy i pokazując, jak duży jest stres w fizycznych dostawach z regionu.
- Doświadczenie wielokrotnie pokazywało, że scenariusz zamknięcia Cieśniny Ormuz był uznawany przez analityków za klasycznego czarnego łabędzia, a jednak to uderzenie w rynek stało się faktem — twierdzi Łukasz Skiba.
W takich warunkach pojawiają się zjawiska, które z zewnątrz wyglądają jak panika, ale są w dużej mierze technicznym skutkiem wyschnięcia płynności. Gdy fizycznych ładunków jest mało, a część uczestników rynku musi domykać krótkie pozycje lub rolować zabezpieczenia, ceny kontraktów potrafią odjechać od realnych warunków handlowych. Reuters opisywał rekordowe premie Dubaju i Omanu, po czym równie gwałtowne cofnięcie, kiedy na rynek wróciło więcej ofert. Nie każda cena widziana na ekranie oznacza, że rafinerie rzeczywiście kupują surowiec po takiej stawce. Część ruchu to efekt walki o zabezpieczenie pozycji, nie realny handel „tu i teraz”.
- Azjatyckie wskaźniki takie jak Dubaj czy Oman stały się areną potężnych wstrząsów, bo brak podaży wywołał odwrócony rug pull i traderzy stracili możliwość fizycznego zabezpieczenia pozycji — mówi analityk w rozmowie z Biznes Info.
Diesel w Europie i ceny paliw w Polsce. Dlaczego olej napędowy boli dziś bardziej niż benzyna?
Na stacjach kierowcy najszybciej zauważają jedno: to diesel robi się problemem numer jeden. Reuters wskazuje, że w Azji ceny gasoilu, czyli bazowego komponentu diesla, niemal się podwoiły od końca lutego, a szok z tego regionu stopniowo rozlewa się dalej na świat. Europa wchodzi w ten kryzys w gorszej pozycji niż kilka lat temu, bo po 2022 r. przestała być komfortowym graczem po stronie podaży oleju napędowego i musiała mocniej przebudować łańcuchy dostaw. To właśnie dlatego zaburzenia na Ormuzie i na szlakach z Bliskiego Wschodu szybciej przekładają się na detal niż wielu konsumentom wydawało się jeszcze zimą.
- Transformacja, jaką przeszła Europa po 2022 roku, sprawiła, że z ogromnego eksportera diesla staliśmy się jego wielkim importerem netto, co w kryzysie błyskawicznie winduje detaliczne ceny.
W Polsce rząd już reaguje: według Reutersa od 26 marca 2026 r. Warszawa tnie VAT na paliwa do 8 proc., obniża akcyzę do minimum i zapowiada cap na ceny przy dystrybutorach. Koszt dla budżetu oszacowano na około 1,6 mld zł miesięcznie. To pokazuje skalę presji politycznej i społecznej. Dla kierowcy kluczowe jest jednak coś jeszcze: jeśli problemem jest dostępność gotowych paliw, to znaczenie mają nie tylko rezerwy ropy, ale także rezerwy już przetworzonych produktów. W takim układzie Europa może zareagować szybciej niż w klasycznym kryzysie surowcowym, choć nie oznacza to natychmiastowego powrotu do dawnych cen.
- Pozytywnym aspektem europejskiego systemu bezpieczeństwa energetycznego jest to, że część strategicznych rezerw stanowią gotowe paliwa, co w razie interwencji pozwala szybciej odczuć ulgę przy dystrybutorach. — tłumaczy ekspert Łukasz Skiba.
Norweskie spółki energetyczne wygrywają. Dlaczego ropa z Morza Północnego stała się tak cenna dla Europy?
Każdy kryzys ma swoich przegranych i beneficjentów. Na obecnym chaosie najmocniej korzystają spółki z Norwegii, zwłaszcza te, które łączą stabilne wydobycie, przewidywalne otoczenie regulacyjne i gatunki ropy dobrze dopasowane do potrzeb europejskich rafinerii. Reuters informował w marcu o nowym odkryciu Equinora i partnerów, w tym Vår Energi, na norweskim szelfie w rejonie Morza Barentsa. Dla inwestorów to sygnał, że Norwegia nie jest tylko bezpiecznym zapleczem politycznym, ale nadal pozostaje miejscem realnego wzrostu produkcji i nowych projektów. W czasach, gdy Bliski Wschód podnosi premię za ryzyko praktycznie z dnia na dzień, taka przewidywalność staje się bardzo droga.
- Niezaprzeczalnym wygranym obecnych zawirowań są norweskie spółki energetyczne, które dają inwestorom olbrzymie stopy zwrotu, a stabilne przepisy i jakość surowca zapewniają im świetlaną przyszłość. — podsumowuje Łukasz Skiba.
Z perspektywy Europy liczy się nie tylko ilość baryłek, ale ich parametry. Nie każda ropa może bezkosztowo zastąpić każdy inny gatunek, bo rafinerie są projektowane pod określone mieszanki i profile przerobu. Norweski surowiec dobrze wpisuje się w potrzeby części europejskich instalacji, które po odchodzeniu od surowców rosyjskich szukały stabilnego zamiennika. Dlatego Morze Północne stało się dziś czymś więcej niż tylko kierunkiem dostaw. To element bezpieczeństwa energetycznego i jednocześnie giełdowa historia o tym, jak geopolityka w kilka tygodni potrafi zmienić wyceny całego sektora. Wniosek jest prosty: gdy Ormuz szarpie rynkiem, Skandynawia sprzedaje nie tylko ropę, ale też spokój.
Źródła: Biznes Info