Afera po kontroli bagażu na polskim lotnisku. Ryanair kazał pasażerce za to zapłacić, drakońska kara
Czy jeden szczegół przy bagażu może zrujnować urlopowy budżet? Historia pani Angeliki, która za rzekomo zbyt duży bagaż podręczny na lotnisku w Krakowie zapłaciła kilkaset złotych, obnaża bezwzględną politykę tanich przewoźników. To początek systemowego problemu, któremu zaczynają się przyglądać państwowe urzędy.
Podróże tanimi liniami lotniczymi nie zawsze wychodzą korzystnie
Letni szczyt przewozowy to dla linii lotniczych czas finansowych żniw, ale dla pasażerów – okres wzmożonego stresu. Strategia biznesowa tanich przewoźników coraz silniej opiera się na tak zwanych przychodach pomocniczych, czyli dodatkowych opłatach za usługi niezwiązane bezpośrednio z samym przelotem, takie jak wybór miejsca, pierwszeństwo wejścia czy bagaż podręczny.
Z danych finansowych największych graczy wynika, że opłaty te potrafią generować nawet ponad trzydzieści procent ich całkowitych przychodów. Nic dziwnego, że obsługa naziemna skrupulatnie weryfikuje każdy centymetr torby podróżnych. Standardowe limity bezpłatnego bagażu u najpopularniejszych przewoźników wynoszą zazwyczaj 40 na 30 na 20 centymetrów, co zmusza klientów do wręcz mistrzowskiego pakowania.

Czy jednak tak restrykcyjne kontrole nie przekraczają granic zdrowego rozsądku? Klienci coraz częściej skarżą się, że na europejskich lotniskach dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których najmniejsza fałda materiału staje się pretekstem do naliczenia wysokiej kary finansowej.
Przewoźnicy tłumaczą to względami bezpieczeństwa oraz koniecznością szybkiego przygotowania kabiny do lotu, jednak pasażerowie widzą w tym wyłącznie próbę drenowania ich kieszeni.
Napięcie rośnie zwłaszcza wtedy, gdy brakuje jasnych procedur odwoławczych, a podróżny zostaje postawiony pod ścianą w obliczu uciekającego samolotu. Skargi na wybitnie uznaniowy charakter pomiarów torby podróżnej płyną do instytucji konsumenckich niezwykle szerokim strumieniem. Podróżni zgłaszają problemy do UOKiK.
Podróżujący składają skargi do UOKiK
Do gry wkroczył już Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który oficjalnie bada praktyki stosowane przez Ryanair oraz Wizz Air pod kątem zgodności z polskim prawem i przejrzystości regulaminów. Państwowi urzędnicy szczegółowo analizują, czy procedury naliczania opłat na lotnisku nie naruszają zbiorowych interesów konsumentów.
Jak się okazuje, największym problemem jest kompletny brak skutecznej ścieżki odwoławczej bezpośrednio przy bramkach odprawy. Gdy pracownik obsługi uzna, że torba przekracza wymiary, pasażer ma do wyboru: zapłacić bajońską sumę na miejscu albo zrezygnować z zaplanowanego urlopu.

Aby ubiegać się o ewentualny zwrot kosztów, Wizz Air zaleca na przykład wykonanie zdjęcia bagażu w specjalnym metalowym mierniku. Jeśli fotografia potwierdzi, że bagaż podręczny mieścił się w regulaminowym limicie, przewoźnik deklaruje zwrot niesłusznie pobranej opłaty. Z kolei irlandzki Ryanair prezentuje znacznie twardsze stanowisko, co budzi ogromne emocje opinii publicznej.
Gdzie leży granica między dbaniem o standardy a zwykłym naciąganiem podróżnych na dodatkowe koszty? Sytuacja staje się na tyle poważna, że sprawy coraz częściej trafiają bezpośrednio do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który nadzoruje rynek transportu lotniczego w Polsce. To właśnie brak elastyczności doprowadził do głośnego sporu pani Angeliki, która podróżowała z Krakowa do włoskiego Cagliari.
Zobacz też: Jechał autokarem do Polski. To miał w swoim bagażu, celnicy wkroczyli do akcji
Szelki na pokładzie Ryanair'a kosztowały pasażerkę kilkaset złotych
Pani Angelika spakowała się w plecak o wymiarach idealnie wpisujących się w darmowy bagaż podręczny. Mimo to pracownicy obsługi uznali, że wystające, luźne paski oraz szelki zwiększają obrys bagażu ponad dozwolony limit.
Pod groźbą niedopuszczenia do lotu pasażerka została zmuszona do zapłaty kilkuset złotych kary za rzekome nadwymiarowe gabaryty. Sprawa nie zakończyła się jednak na płycie lotniska. Przewoźnik aż trzykrotnie odrzucił oficjalną reklamację pasażerki, co skłoniło ją do skierowania skargi bezpośrednio do Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Ryanair odrzucił nam skargę 3-krotnie, więc złożyliśmy (odwołanie - przyp. red.) do Urzędu Lotnictwa i czekamy na rozwiązanie. - napisała pasażerka relacjonująca swoją sytuację na Facebook'u.


Ten przypadek pokazuje, że standardowy proces reklamacyjny bywa fikcją, a konsumenci bez pomocy regulatorów rynku są bezradni. Aby uniknąć podobnych problemów, przed podróżą warto maksymalnie zabezpieczyć bagaż podręczny: spiąć luźne elementy taśmą, schować szelki do kieszeni plecaka lub wybrać torbę o całkowicie miękkiej konstrukcji.