Zima sparaliżowała europejską stolicę. Ludzie utknęli na lotniskach, setki lotów odwołane, pociągi stoją
Zimowa aura potrafi być zachwycająca, gdy obserwujemy ją zza szyby z kubkiem gorącej herbaty, ale dla mieszkańców europejskiej stolicy i podróżnych ostatnie godziny zamieniły się w prawdziwy sprawdzian cierpliwości. Ten kraj musiał uznać wyższość natury, która postanowiła urządzić tam sobie mroźne widowisko. Choć biały puch cieszy oko, to skala problemów, jakie wywołał, sprawia, że wiele osób patrzy w niebo z narastającym niepokojem.
- Śnieg sparaliżował europejską stolicę
- Ponad 700 lotów odwołanych
- Może spaść nawet 300 miliardów kilogramów śniegu
Śnieg sparaliżował europejską stolicę
Wszystko zaczęło się od niewinnych prognoz, które szybko zamieniły się w logistyczny koszmar, a drogi w całym kraju przypominają obecnie jeden wielki parking. Sytuacja w środę rano była na tyle poważna, że korki na trasach szybkiego ruchu i autostradach osiągnęły niewyobrażalną łączną długość ponad 700 kilometrów. To tak, jakby ustawić sznur samochodów od wybrzeża Bałtyku aż po polskie góry, a wszystko to w kraju o znacznie mniejszej powierzchni. Kierowcy, którzy utknęli w tym zatorze, muszą mierzyć się nie tylko z upływającym czasem, ale i z nieustannie padającym śniegiem, który w ciągu zaledwie kilku godzin potrafi przykryć auto grubą warstwą białego puchu.
To jednak nie tylko problem tych, którzy zdecydowali się na podróż własnym samochodem, bo „transportowa czarna dziura” wessała również pasażerów kolei i komunikacji miejskiej. Pociągi, które zazwyczaj kursują z niemal zegarmistrzowską precyzją, zostały wstrzymane, a perony wypełniły się zmarzniętymi ludźmi czekającymi na jakiekolwiek informacje. W takich warunkach nawet najnowocześniejsza technika przegrywa z zamarzniętymi rozjazdami i oblodzoną trakcją, co zmusza przewoźników do drastycznych cięć w rozkładach jazdy.
Ponad 700 lotów odwołanych
Najbardziej spektakularne, a zarazem przerażające dane płyną jednak z lotnisk, gdzie setki lotów zostały po prostu wymazane z tablicy odlotów. Port lotniczy Schiphol w Amsterdamie, będący jednym z kluczowych węzłów komunikacyjnych Europy, stał się tymczasowym domem dla ponad tysiąca osób, które zima uwięziła w terminalach. Ludzie koczujący na walizkach to widok, który zawsze budzi emocje, zwłaszcza gdy powodem jest zjawisko, na które nikt nie ma wpływu. Eksperci i synoptycy nie mają dobrych wieści – śnieg ma padać kolejny dzień z rzędu, a pokrywa może zwiększyć się o kolejne 10 centymetrów.
W środowy poranek holenderskie media poinformowały, że do tej pory odwołano aż 718 lotów. Bez dwóch zdań to ogromne utrudnienie i komplikacje dla wielu podróżujących.
Lokalni meteorolodzy, chcąc zobrazować skalę zjawiska, użyli obrazowego porównania, które „rozgrzało internet” do czerwoności. Wyliczyli oni, że jeśli opady utrzymają się na prognozowanym poziomie, na terytorium Holandii może spaść nawet 300 miliardów kilogramów śniegu. Ta astronomiczna liczba najlepiej oddaje, z jak gigantyczną masą wody w stanie stałym musi poradzić sobie państwowa machina odśnieżająca. To już nie jest zwykła zima, to walka z ciężarem, który dosłownie i w przenośni przygniata gospodarkę
Może spaść nawet 300 miliardów kilogramów śniegu
Choć dla dzieci to czas zabawy, to dla decydentów i przedsiębiorców każda godzina takiego paraliżu oznacza „kasę wyrzuconą w błoto”, a raczej w śnieżną papkę. Koszty odśnieżania, straty wynikające z opóźnień w dostawach oraz mniejsza efektywność pracowników, którzy nie dotarli do biur, będą liczone w milionach euro. Trzeba też pamiętać o bezpieczeństwie – służby medyczne apelują o ostrożność, bo oblodzone chodniki to prosta droga do kontuzji, które dodatkowo obciążają i tak już napięty system ochrony zdrowia.
Władze starają się opanować chaos, rzucając na drogi cały dostępny sprzęt, jednak przy tak intensywnych opadach praca pługów często przypomina syzyfowy trud. Każdy przejazd maszyny zostaje niemal natychmiast przykryty nową warstwą puchu, a niska temperatura sprawia, że sól drogowa przestaje działać tak efektywnie, jak by tego oczekiwali.