biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Nowy kraj chce wejścia do UE, bodźcem groźby Trumpa. Jesteśmy tam największą mniejszością
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 23.02.2026 12:52

Nowy kraj chce wejścia do UE, bodźcem groźby Trumpa. Jesteśmy tam największą mniejszością

Nowy kraj chce wejścia do UE, bodźcem groźby Trumpa. Jesteśmy tam największą mniejszością
Fot. verve231, Getty Images Pro/Canva

Czy geopolityczne zawirowania i nieprzewidywalność Waszyngtonu mogą pchnąć jedno z najbogatszych państw świata w ramiona Brukseli szybciej, niż ktokolwiek zakładał? Wszystko wskazuje na to, że kraj, który jeszcze dekadę temu ostentacyjnie wycofał swój wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej, dziś widzi we wspólnotowym parasolu jedyną skuteczną ochronę przed nowym porządkiem światowym. Ta decyzja może zaważyć również na przyszłości Polaków, którzy są obecnie najliczniejszą mniejszością narodową na wyspie.

  • Niefortunne żarty płynące z otoczenia administracji USA
  • Korzyści zaczynają przeważać nad obawami
  • Referendum w sprawie wejścia do Unii Europejskiej już w 2027 roku?

Niefortunne żarty płynące z otoczenia administracji USA

Unia Europejska liczy dziś 27 państw członkowskich, a po wyjściu Wielkiej Brytanii w 2020 roku skład ten pozostał niezmieniony. Lista kandydatów do członkostwa jest długa i obejmuje kraje z Bałkanów Zachodnich oraz Europy Wschodniej, na co wpłynęło ożywienie procesu rozszerzenia po 2022 roku. Bruksela pracuje nad planem, który mógłby zapewnić Ukrainie częściowe członkostwo już w przyszłym roku. Tymczasem Czarnogóra, faworyt do przystąpienia do UE, zamknęła w zeszłym miesiącu kolejny rozdział negocjacji. 

Ostatnio wznawiane są również negocjacje akcesyjne w kolejnym państwie z powodu rosnących zagrożeń bezpieczeństwa. Islandia, która od dekad funkcjonuje w specyficznej symbiozie z Zachodem, zamierza przyspieszyć głosowanie w sprawie przystąpienia do UE. Choć kraj ten nie posiada własnej armii, jego bezpieczeństwo opiera się na fundamencie członkostwa w NATO oraz dwustronnej umowie obronnej ze Stanami Zjednoczonymi, datowanej jeszcze na 1951 rok. Przez lata ten układ wydawał się nienaruszalny, jednak powrót Donalda Trumpa do Białego Domu i jego specyficzna retoryka wywołały w Reykjavíku prawdziwy wstrząs.

Nowy kraj chce wejścia do UE, bodźcem groźby Trumpa. Jesteśmy tam największą mniejszością
Fot. stormwatch153/Getty Images/Canva

Szczególny niepokój wzbudziły wypowiedzi dotyczące nałożenia ceł na islandzkie produkty oraz absurdalne, choć brane niezwykle poważnie w tak małym kraju, groźby dotyczące aneksji Grenlandii. Dla Islandii, leżącej strategicznie na południe od koła podbiegunowego, stabilność regionu arktycznego jest kwestią egzystencjalną.

Atmosferę dodatkowo podgrzały niefortunne żarty płynące z otoczenia nowej administracji USA. Billy Long, typowany na ambasadora w Reykjavíku, pozwolił sobie na uwagę, że Islandia mogłaby stać się 52. stanem USA, a on sam chętnie objąłby tam funkcję gubernatora. Choć w Waszyngtonie mogło to uchodzić za barwną anegdotę, w kraju liczącym nieco ponad 370 tysięcy mieszkańców, takie słowa budzą instynktowną potrzebę szukania alternatywnych gwarancji suwerenności.

Jak donosi portal Politico, prezydent USA podczas swojego wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wymienił Islandię aż czterokrotnie w kontekście swoich planów terytorialnych, co dla unijnych dyplomatów było jasnym sygnałem, że "mały kraj musi czuć się zaniepokojony".

Korzyści zaczynają przeważać nad obawami

Historia relacji Islandii z Unią Europejską to klasyczny przykład politycznego koniunkturalizmu, który dziś ustępuje miejsca twardej strategii bezpieczeństwa. Reykjavík złożył pierwszy wniosek o akcesję w 2009 roku, będąc w głębokiej traumie po upadku trzech największych banków komercyjnych. Wówczas to wspólna waluta euro miała być ratunkiem dla zdewastowanej gospodarki. Jednak gdy tylko islandzkie finanse zaczęły odzyskiwać wigor, a nad strefą euro zawisły czarne chmury kryzysu zadłużeniowego, entuzjazm opadł. 

W marcu 2015 roku islandzki rząd oficjalnie zawnioskował o wycofanie swojej kandydatury, uznając, że suwerenność nad bogatymi łowiskami jest cenniejsza niż unijne dotacje. Dziś jednak sytuacja jest zgoła inna. Choć Islandia wciąż ceni swoją niezależność, korzyści płynące z pełnego członkostwa w jednolitym rynku zaczynają przeważać nad obawami. Sondaże opinii publicznej wskazują na wyraźny wzrost poparcia dla integracji, co skłoniło koalicję rządzącą do radykalnego przyspieszenia harmonogramu. Pierwotnie referendum w sprawie wznowienia rozmów planowano dopiero na 2027 rok.

Obecnie, pod wpływem nacisków ze strony unijnych dyplomatów oraz po serii wizyt komisarz UE ds. rozszerzenia Marty Kos, mówi się o głosowaniu już w sierpniu bieżącego roku. Bruksela, która obecnie intensywnie pracuje nad akcesją Ukrainy i Czarnogóry, widzi w Islandii kandydata idealnego - kraj demokratyczny, zamożny i niemal w pełni zintegrowany z unijnym prawem.

Zobacz też: Ambasada RP ostrzega Polaków. Zamieszki w turystycznym raju, linie lotnicze wstrzymują loty

Referendum w sprawie wejścia do Unii Europejskiej już w 2027 roku?

Paradoksalnie, największy historyczny hamulec akcesji Islandii, czyli wspólna polityka rybołówstwa, może okazać się dziś barierą znacznie łatwiejszą do pokonania. Przez dziesięciolecia Islandczycy toczyli z Wielką Brytanią tak zwane wojny dorszowe, broniąc swoich praw do połowów na północnym Atlantyku. Brexit zmienił jednak układ sił wewnątrz Unii. Brak Londynu przy stole negocjacyjnym w Brukseli sprawia, że kwestia kwot połowowych może zostać rozwiązana w sposób znacznie bardziej korzystny dla Reykjavíku. Dla kraju, którego eksport w dużej mierze opiera się na produktach rybnych, jest to zmiana o znaczeniu fundamentalnym.

Nowy kraj chce wejścia do UE, bodźcem groźby Trumpa. Jesteśmy tam największą mniejszością
Fot. MonikaP, pixabay/Canva

Jeśli Islandczycy w letnim referendum powiedzą "tak", proces akcesyjny może stać się najszybszym w historii wspólnoty. Islandia jest już członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz strefy Schengen, co oznacza, że większość unijnych dyrektyw jest tam od dawna stosowana. Unijni urzędnicy szacują, że domknięcie pozostałych rozdziałów negocjacyjnych mogłoby zająć zaledwie dwanaście miesięcy.

W takim scenariuszu Islandia mogłaby wyprzedzić wszystkich obecnych kandydatów z Bałkanów Zachodnich i stać się nowym członkiem UE jeszcze przed końcem dekady. Decyzja ta byłaby nie tylko sukcesem gospodarczym, ale przede wszystkim jasnym sygnałem, że w dobie mocarstwowych ambicji, europejska solidarność staje się najcenniejszą walutą na kontynencie.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: