Prawdziwa rewolucja w emeryturach. Unia prześwietli prywatne oszczędności
Zapaść demograficzna zmusza Unię Europejską do radykalnych kroków. Komisja Europejska właśnie ogłosiła, że bezpieczeństwo finansowe na starość będzie musiało oprzeć się na prywatnych oszczędnościach obywateli. Bruksela forsuje pomysły dodatkowych, zintegrowanych programów emerytalnych, do których obywatele mieliby być zapisywani automatycznie (z możliwością późniejszej rezygnacji).
- Koniec iluzji o bezpiecznym ZUS-ie. Unia Europejska szuka nowego modelu
- Cel: prywatne oszczędności. Jakie gwarancje daje Bruksela?
- Zasada automatycznego zapisu. Tak Unia chce zmusić nas do odkładania
Koniec iluzji o bezpiecznym ZUS-ie. Unia Europejska szuka nowego modelu
Zapaść demograficzna zmusza Unię Europejską do radykalnych kroków. Prawda jest taka, że społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie, a armia emerytów rośnie znacznie szybciej niż grupa pracujących, z których składek utrzymywany jest system.
Eurostat podaje bezlitosne dane: wskaźnik obciążenia demograficznego seniorami skoczył z 28,3 proc. w 2014 roku do aż 33,9 proc. dzisiaj. Oznacza to, że na jednego emeryta przypada coraz mniej rąk do pracy. A to dopiero początek kłopotów dla budżetów państw, które muszą udźwignąć rosnące koszty opieki zdrowotnej.

Gdzie urzędnicy szukają ratunku? W naszych portfelach. Komisja Europejska, w najnowszej strategii Savings and Investments Union, stawia sprawę jasno: chce ściągnąć prywatne pieniądze z lokat i "zapędzić" je do inwestowania w gospodarkę. Mówimy o gigantycznej kwocie.
Wbrew obiegowym opiniom o 8 bilionach, najnowsze dokumenty unijne operują sumą około 10 bilionów euro! To właśnie tyle pieniędzy Europejczycy trzymają uśpionych na kontach bankowych. Dla Brukseli to góra złota, z której chce sfinansować przyszłe bezpieczeństwo emerytalne.
Cel: prywatne oszczędności. Jakie gwarancje daje Bruksela?
Największy strach przed unijną rewolucją emerytalną dotyczy jednego: bezpieczeństwa naszych pieniędzy. Zgodnie z dzisiejszymi, oficjalnymi deklaracjami Komisji Europejskiej, nikt nie zamierza zabierać nam środków. Nowe, prywatne filary mają jedynie uzupełniać publiczne emerytury (jak ZUS), a nie je likwidować. Mimo to, hasło o „mobilizowaniu oszczędności” z lokat i pchaniu ich na rynki finansowe budzi ogromną nieufność.
Jak Unia chce nas przekonać?
- Obietnicą zysków: Twierdzi, że zyskamy lepsze stopy zwrotu niż na bankowych lokatach.
- Rozwojem gospodarki: Firmy dostaną kapitał na rozwój, co napędzi całą UE.
Gdzie leży problem? W porażce dobrowolności.
Instytucje unijne zderzyły się z problemem niskiego zaangażowania obywateli. Sztandarowy projekt PEPP (ogólnoeuropejski dobrowolny produkt emerytalny) nie zyskał masowej popularności, co potwierdziły analizy europejskiego nadzoru finansowego (EIOPA). Ograniczone zainteresowanie dotychczasowymi, w pełni dobrowolnymi rozwiązaniami to główny argument, dla którego na szczeblu unijnym rozpoczęto dyskusję o nowych mechanizmach partycypacji.
Zasada automatycznego zapisu. Tak Unia chce zmusić nas do odkładania
Najbardziej konkretny scenariusz, jaki wyłania się dziś z unijnych dokumentów, to automatyczny zapis do dodatkowych programów emerytalnych (tzw. auto-enrolment). Pracownik byłby domyślnie włączony do oszczędzania, zachowując jednak pełne prawo do rezygnacji. Komisja Europejska oficjalnie rekomenduje ten mechanizm państwom członkowskim, ponieważ badania udowadniają, że eliminacja "pierwszego kroku" ze strony obywatela drastycznie zwiększa uczestnictwo w takich programach.
Równolegle Bruksela stawia na ożywienie unijnego kapitału. Komisja chce, by prywatne oszczędności nie leżały wyłącznie na nisko oprocentowanych lokatach, ale zasilały rynki inwestycyjne. Ma to przynieść podwójną korzyść: budować dodatkowe emerytury dla obywateli i dostarczać firmom pieniędzy na rozwój. Podsumowując obecny etap debaty: Unia Europejska nie ogłosiła planu przejmowania prywatnych kont, ale wytyczyła twardy kurs na aktywne włączenie tych środków w budowę nowego systemu emerytalnego.
