Wojna na Bliskim Wschodzie podbija ceny odzieży. Polacy do jesieni będą mieć duży problem
Wojna na Bliskim Wschodzie coraz wyraźniej wychodzi poza sferę polityki i energii, a zaczyna dotykać zwykłych zakupów. Ubrania mogą w najbliższych miesiącach kosztować wyraźnie więcej niż dziś. Branża już ostrzega, że obecne napięcia geopolityczne zaczynają przekładać się nie tylko na paliwa i transport, ale też na ceny produktów, które trafiają później do sklepów odzieżowych. Dla klientów w Polsce oznacza to ryzyko, że jesienne zakupy będą po prostu dużo droższe niż jeszcze na początku roku.
- Konflikt na Bliskim Wschodzie i coraz większe zakłócenia w łańcuchach dostaw odzieży
- Branża ostrzega: ubrania mogą zdrożeć do jesieni nawet o 10–15 proc.
- Najmocniej mogą odczuć to klienci fast fashion. Jest też jedna wskazówka dla kupujących
Konflikt na Bliskim Wschodzie i coraz większe zakłócenia w łańcuchach dostaw odzieży
Wojna na Bliskim Wschodzie od tygodni wpływa na ceny surowców i koszty transportu, ale teraz coraz częściej mówi się o jej skutkach dla zwykłych konsumentów. Chodzi nie tylko o energię czy paliwa, lecz także o towary codziennego użytku, których produkcja zależy od stabilnych dostaw, taniego frachtu i przewidywalnych kosztów fabrycznych. Gdy te elementy zaczynają się chwiać jednocześnie, presja cenowa bardzo szybko przechodzi na handel detaliczny.
Właśnie dlatego branża odzieżowa zaczyna mówić o nadchodzącym problemie coraz głośniej. Reuters podkreśla, że trwający kryzys mocno zaburzył handel ropą i LNG po zamknięciu cieśniny Ormuz, a SCMP wskazuje, że skutki tej destabilizacji odczuwają już producenci ubrań w Azji Południowej. To o tyle ważne, że właśnie tam powstaje ogromna część odzieży sprzedawanej później na rynkach zachodnich, w tym w Europie. To oznacza, że już niedługo zobaczymy w sklepach ceny znacznie wyższe niż do tej pory. Jaka ma być skala tej podwyżki?

Branża ostrzega: ubrania mogą zdrożeć do jesieni nawet o 10–15 proc.
Najbardziej konkretne ostrzeżenie przyniósł hongkoński „South China Morning Post”. Gazeta napisała, że globalne ceny odzieży mogą do jesieni wzrosnąć o 10–15 proc. Powód jest złożony: blokada cieśniny Ormuz ograniczyła dostawy gazu ziemnego potrzebnego do zasilania fabryk, a równocześnie nasiliły się problemy z dostępem do surowców petrochemicznych używanych do produkcji włókien syntetycznych. To szczególnie mocno uderza w przemysł tekstylny Azji Południowej, którego wartość eksportu SCMP szacuje na około 50 mld dol.
Dla takich krajów jak Bangladesz czy Pakistan oznacza to nie tylko wyższe koszty działalności, ale też presję na eksport i zatrudnienie. Farwa Aamer z Asia Society Policy Institute zwraca uwagę, że skutki mogą być natychmiastowe i odczuwalne dla całych gospodarek opartych na szyciu odzieży dla zachodnich marek.
Do tego dochodzi transport. SCMP podaje, że po atakach na lotniska w Zatoce Perskiej, zwłaszcza w rejonie Dubaju, stawki frachtu lotniczego dla zamówień fast fashion wzrosły nawet o 70 proc. To bardzo ważne dla rynku mody szybkiej, który opiera się na błyskawicznym uzupełnianiu kolekcji i krótkim czasie dostawy. Gdy taki model nagle drożeje, firmy prędzej czy później próbują przerzucić część kosztów na klientów. Dla Polaków będzie to kolejny sygnał, że geopolityczne kryzysy coraz szybciej przekładają się na ceny widoczne na metkach w sklepach.
Przedstawiciele branży nie ukrywają już, że podwyżki są prawdopodobne. Julia K. Hughes z Amerykańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Modowego powiedziała SCMP, że „wszyscy spodziewają się wzrostu cen”. Jednocześnie eksperci zaznaczają, że skala zmian będzie zależała od segmentu rynku: marki budżetowe raczej utrzymają obecne ceny tylko do wyczerpania zapasów, a później je podniosą, natomiast marki premium mogą częściowo wziąć koszty na siebie, żeby nie zniechęcić klientów. Które materiały mogą zdrożeć najbardziej?

Najmocniej mogą odczuć to klienci fast fashion. Jest też jedna wskazówka dla kupujących
Dla polskich klientów oznacza to dość prosty scenariusz: jeśli obecne zakłócenia utrzymają się dłużej, jesienne kolekcje mogą wejść do sklepów z wyraźnie wyższymi cenami. Najbardziej narażone wydają się segmenty oparte na syntetykach i szybkiej rotacji towaru, bo właśnie tam najmocniej spotykają się rosnące koszty energii, surowców i logistyki. W praktyce może to oznaczać, że najtańsze ubrania przestaną być aż tak tanie, jak przyzwyczaiły do tego klientów w ostatnich latach.
Eksperci prognozują też, że zachodnie firmy mogą przyspieszyć przenoszenie części produkcji bliżej rynków zbytu, aby ograniczyć zależność od niestabilnych szlaków dostaw. Taki ruch nie rozwiąże problemu natychmiast, ale pokazuje, że branża traktuje obecny kryzys jako coś więcej niż chwilowe zakłócenie. To raczej sygnał, że globalny model szycia ubrań w najtańszych możliwych lokalizacjach staje się coraz mniej odporny na geopolityczne wstrząsy.
W tle pojawia się też praktyczna rada dla konsumentów. Waseem Akhtar Khan z pakistańskiej firmy Cotton Web ocenił w rozmowie ze SCMP, że bezpieczniejszym wyborem mogą być materiały naturalne, takie jak bawełna i len, bo są mniej podatne na skoki cen surowców petrochemicznych niż poliester czy nylon. To nie znaczy, że naturalne tkaniny nie zdrożeją wcale, ale presja kosztowa może być tam mniejsza niż w przypadku ubrań mocno opartych na syntetykach.