Donald Trump i tajemnicze transakcje na rynku ropy. Ta sekwencja zdarzeń podniosła alarm
Wpisy Donalda Trumpa często wywołują polityczne komentarze, spory i gwałtowne reakcje opinii publicznej. Tym razem jednak nie chodzi wyłącznie o słowa byłego prezydenta USA, ale także o to, co niemal równocześnie wydarzyło się na rynku. Nagłe zawirowania i podejrzane ruchy zwróciły uwagę analityków, którzy zaczęli zadawać bardzo niewygodne pytania.
- Nietypowa sekwencja zdarzeń na rynku ropy i po wpisie Donalda Trumpa
- Gwałtowna reakcja cen surowca oraz indeksów giełdowych
- Wątpliwości analityków i odpowiedź Białego Domu na pojawiające się pytania
Nietypowa sekwencja zdarzeń na rynku ropy i po wpisie Donalda Trumpa
Początek tygodnia miał być dla inwestorów kolejnym nerwowym dniem związanym z napięciem wokół Iranu i zagrożeniem dla dostaw ropy z regionu. Sytuacja zmieniła się jednak bardzo szybko, gdy Donald Trump opublikował wpis, w którym przekazał, że rozmowy między USA i Iranem były „bardzo dobre i produktywne”, a planowane uderzenia na irańską infrastrukturę energetyczną mają zostać odłożone na pięć dni. Rynek potraktował to jako sygnał możliwej deeskalacji konfliktu.
Reakcja była natychmiastowa. Ceny ropy gwałtownie spadły, bo inwestorzy zaczęli wyceniać scenariusz, w którym presja na globalną podaż paliw może być mniejsza, niż jeszcze chwilę wcześniej zakładano. Reuters podał, że Brent zniżkował z okolic 112 dolarów do około 99 dolarów za baryłkę, a Business Insider wskazywał, że WTI spadła poniżej 90 dolarów, podczas gdy amerykańskie indeksy giełdowe ruszyły w górę.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Po czasie władze Iranu zaprzeczyły, by jakiekolwiek rozmowy z USA rzeczywiście się odbyły. To szybko ostudziło wcześniejszy optymizm i doprowadziło do częściowego odwrócenia ruchów na rynkach: ropa zaczęła odrabiać straty, a euforia na giełdach osłabła. Już sam ten zwrot pokazał, jak ogromny wpływ na rynek miała jedna wiadomość opublikowana przez amerykańskiego prezydenta.
Wątpliwości jednak budzą transakcje, które odbywały się w tak zwanym międzyczasie. Pewne działania wzbudziły podejrzenia analityków.
Tuż przed wpisem pojawiły się wielkie transakcje. To one uruchomiły lawinę pytań
Największe zainteresowanie wzbudziło jednak nie tylko to, co Trump napisał, ale również to, co wydarzyło się chwilę wcześniej. „Financial Times”, powołując się na dane Bloomberga, opisał serię około 6,2 tys. transakcji na kontraktach terminowych na ropę Brent i WTI zawartych tuż przed wpisem amerykańskiego prezydenta. Według tego wyliczenia ich łączna wartość mogła sięgnąć nawet 580 mln dolarów.
Reuters opisał ten sam moment nieco inaczej, bazując na danych giełdowych i własnych obliczeniach. Agencja podała, że między 10:49 a 10:50 GMT, czyli około 15 minut przed wpisem Trumpa, doszło do transakcji obejmujących 5,1 tys. lotów Brent i WTI o wartości znacznie przekraczającej 500 mln dolarów. Chwilę później, już po samym komunikacie, przez rynek przeszła jeszcze większa fala handlu - ponad 13 tys. lotów w zaledwie 60 sekund.
Różnice między publikacjami wynikają z metodologii i sposobu liczenia obrotu, ale ogólny obraz jest zbieżny: tuż przed komunikatem o ogromnym znaczeniu dla cen ropy ktoś zajął bardzo duże pozycje na rynku. Na razie nie ustalono, czy był to jeden podmiot, czy większa grupa inwestorów. Nie wiadomo też, czy był to trafny zbieg okoliczności, czy działanie oparte na wcześniejszej wiedzy o możliwym komunikacie. A jak sytuację wyjaśnił sam Biały Dom?

Dlaczego analitycy biją na alarm i co odpowiada Biały Dom
Analitycy zwracają uwagę przede wszystkim na moment zawarcia tych transakcji. Jak relacjonował „Financial Times”, część uczestników rynku uznała je za wyjątkowo nietypowe, bo tego dnia nie było w kalendarzu ważnych danych makroekonomicznych ani zaplanowanych wystąpień przedstawicieli Fed, które zwykle mogłyby tłumaczyć tak gwałtowny wzrost aktywności. Dodatkowo skala obrotu była bardzo duża nawet jak na rynek przyzwyczajony do wysokiej zmienności.
To właśnie dlatego pojawiły się sugestie, że ktoś mógł próbować uprzedzić ruch wywołany politycznym komunikatem. Na razie nie ma jednak publicznych dowodów, że doszło do wykorzystania informacji poufnych. Reuters podał, że giełdy, amerykańska SEC i inne instytucje nie przedstawiły jeszcze stanowiska wyjaśniającego sprawę, a to oznacza, że rynek operuje dziś głównie na wątpliwościach, a nie na rozstrzygnięciach.
Do zarzutów odniósł się także Biały Dom. Według relacji mediów administracja Trumpa odrzuciła sugestie o jakichkolwiek nadużyciach i podkreśliła, że oskarżenia formułowane bez dowodów są bezpodstawne. Taka odpowiedź nie zamknęła jednak dyskusji, bo dla inwestorów problemem pozostaje sama sekwencja zdarzeń: najpierw duże zakłady na rynku ropy, potem wpis prezydenta, a zaraz po nim gwałtowna przecena surowca i chwilowe odbicie na giełdach.
Na tym etapie najuczciwiej można powiedzieć jedno: sprawa nie jest wyjaśniona, ale jest na tyle nietypowa, że rynek nie przeszedł obok niej obojętnie. W świecie finansów samo podejrzenie, że ktoś mógł zyskać przewagę informacyjną przed komunikatem o tak dużej sile rażenia, wystarcza, by podważyć zaufanie do uczciwości handlu.