3-dniowy protest pod Dino, pracownicy wskazali daty. Zarząd nie strawił się na mediacjach
Sieć handlowa Dino Polska, dotychczas kojarzona głównie z imponującymi wzrostami na giełdzie i agresywną ekspansją w mniejszych miejscowościach, staje w obliczu najpoważniejszego kryzysu wizerunkowego i operacyjnego w swojej historii. Napięcie na linii pracownicy–zarząd wszedł właśnie w decydującą fazę, która może trwale zmienić układ sił w jednym z największych polskich przedsiębiorstw handlowych. Eskalacja konfliktu nieuchronnie prowadzi w kierunku strajku generalnego.
Dialog, którego nie było: kulisy zerwanych mediacji w Dino Polska
Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był dwugodzinny strajk ostrzegawczy przeprowadzony 25 kwietnia w sklepach w całej Polsce, który miał być jedynie symbolicznym pokazem jedności personelu. Prawdziwym punktem zapalnym okazały się jednak wydarzenia z 27 kwietnia, kiedy to zaplanowano drugą rundę mediacji z zarządem Dino Polska.
Jak twierdzą przedstawiciele OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu, spotkanie zakończyło się skandalem – po stronie pracodawcy nie pojawił się nikt decyzyjny, co związkowcy odebrali jako wyraz skrajnego lekceważenia i braku woli do polubownego rozwiązania sporu. Taka postawa zarządu, jeśli faktycznie miała miejsce, jest ryzykowną strategią w branży, w której kapitał ludzki stanowi fundament działalności.
W polskim prawie pracy mediacje są kluczowym etapem sporu zbiorowego, a ich zignorowanie otwiera drogę do legalnego przeprowadzenia strajku. Brak dialogu sprawił, że emocje w sklepach, w których na co dzień pracują tysiące osób, sięgnęły zenitu.

Zobacz też: Ile można wpłacić na konto bez kontroli skarbówki? Powyżej tej kwoty zaświecisz się w systemie
Pracownicy, którzy dotychczas liczyli na kompromis, poczuli się oszukani, co tylko wzmocniło determinację liderów związkowych do podjęcia radykalnych kroków, omijających dotychczasowe próby dyplomatycznego porozumienia.
Pracownicy Dino szykują się do strajku. „Skala naruszeń mówi sama za siebie”
Postulaty wysuwane przez załogę Dino nie ograniczają się jedynie do sfery finansowej, choć to ona wysuwa się na pierwszy plan. Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzeń o 900 zł brutto dla każdego pracownika, argumentując, że obecne pensje nie przystają do rosnących kosztów życia oraz wysiłku wkładanego w obsługę coraz liczniejszej rzeszy klientów.
Kolejnym kluczowym żądaniem jest utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS). Zgodnie z ustawą o ZFŚS każda firma zatrudniająca co najmniej 50 pracowników w przeliczeniu na pełne etaty ma obowiązek tworzenia takiego funduszu, chyba że zapisy układów zbiorowych lub regulaminu wynagradzania stanowią inaczej.
Zobacz też: Od 7 lipca zmiany dla kierowców. To wyposażenie będzie wymagane w każdym nowym aucie
Jednak to, co najbardziej zelektryzowało opinię publiczną, to dramatyczne doniesienia dotyczące warunków technicznych w placówkach handlowych. Interwencje poselskie, m.in. Adriana Zandberga, ujawniły szokujące dane: w części sklepów temperatura zimą spadała do jednocyfrowych wartości. Oficjalne kontrole Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) potwierdziły te doniesienia, wskazując na rekordowo niskie wyniki, jak 3,2°C przy stanowisku kasowym w Skierniewicach. Takie warunki pracy nie tylko rażąco naruszają przepisy BHP, ale są postrzegane przez załogę jako brak troski o komfort i zdrowie ludzi.
Skalę problemu pokazuje fakt, że od początku 2026 roku PIP przeprowadziła już ponad 140 kontroli w sklepach sieci, co rzuca cień na standardy operacyjne całego giganta. Symbolem sprzeciwu wobec polityki korporacyjnej Dino stała się Katarzyna Kiwerska, była kierowniczka jednego ze sklepów, która została zwolniona w trybie dyscyplinarnym i obecnie pozostaje aktywnie zaangażowana w proces mediacji z zarządem.
Oblężenie Krotoszyna i widmo strajku generalnego
Odpowiedzią na brak postępów w rozmowach jest ogłoszenie szczegółowego harmonogramu działań protestacyjnych, który ma uderzyć w samo centrum dowodzenia spółki. Na początku maja związkowcy ogłosili rozpoczęcie intensywnych przygotowań do strajku generalnego. Najważniejszym punktem tej ofensywy ma być trzydniowy protest pod główną siedzibą Dino w Krotoszynie, z kulminacją zaplanowaną na 25 maja.
Wybór tej daty i miejsca nie jest przypadkowy – to demonstracja siły pod oknami zarządu, mająca na celu pokazanie, że pracownicy nie są już tylko anonimowymi trybikami w maszynie, ale zorganizowaną grupą zdolną do realnego zakłócenia spokoju korporacyjnego.
Zobacz też: Na emeryturę przeprowadzili się do Egiptu. Tyle wydają miesięcznie. "Jemy głównie w restauracjach"
Aby strajk generalny mógł zostać uznany za legalny, konieczne jest przeprowadzenie referendum strajkowego. Musi w nim wziąć udział co najmniej 50% pracowników danej jednostki, a większość głosujących musi opowiedzieć się za protestem. Biorąc pod uwagę obecną mobilizację i poczucie ignorowania przez firmę, wynik tego głosowania może być dla Dino Polska niezwykle bolesny. Jeśli dojdzie do masowego odejścia od kas, sieć, która dotychczas była ulubieńcem inwestorów, może stanąć przed poważnym problemem logistycznym i wizerunkowym.
Maj będzie dla Dino miesiącem prawdy - albo zarząd wróci do stołu z realną ofertą, albo Krotoszyn stanie się areną jednego z największych protestów w nowoczesnym polskim handlu ostatnich lat.