Partner serwisu None
Partner serwisu None
biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Praca > Zandberg z interwencją poselską w Dino. W takich warunkach każą pracować w supermarkecie
Julia Bogucka
Julia Bogucka 04.02.2026 15:50

Zandberg z interwencją poselską w Dino. W takich warunkach każą pracować w supermarkecie

Zandberg z interwencją poselską w Dino. W takich warunkach każą pracować w supermarkecie
Fot. Marek BAZAK/East News

Ostatnie doniesienia z Sochaczewa, gdzie interwencja poselska ujawniła szokujące warunki pracy w jednym z marketów sieci Dino, rzucają nowe światło na sytuację polskiego giganta. Adrian Zandberg pokazał, ile wynosi temperatura w sklepie. W takiej sytuacji znaleźli się pracownicy sieci, związki zawodowe biją na alarm.

  • Dino wyrosło na giganta
  • Pracownicy Dino alarmują o problemach
  • Adrian Zandberg z interwencją poselską w Dino

Dino wyrosło na giganta

Aby zrozumieć kontekst wydarzeń z Sochaczewa, trzeba spojrzeć na szerszy obraz polskiego handlu detalicznego, który w ostatnich dekadach przeszedł gigantyczną metamorfozę. Polska stała się europejskim królestwem dyskontów, a na tym niezwykle konkurencyjnym rynku, zdominowanym przez zagraniczne podmioty, wyrósł rodzimy gracz o sile, której nikt się nie spodziewał. Sieć Dino, założona przez Tomasza Biernackiego, tajemniczego miliardera z Wielkopolski, który konsekwentnie unika mediów, to fenomen na skalę europejską. Spółka, startująca z pozycji lokalnego gracza, w błyskawicznym tempie pokryła mapę Polski tysiącami placówek, rzucając wyzwanie takim potęgom jak Biedronka czy Lidl. Kluczem do sukcesu Dino okazała się strategia otwierania sklepów w mniejszych miejscowościach i na wsiach, gdzie konkurencja była znikoma, oraz żelazna dyscyplina kosztowa. To właśnie ta ostatnia, będąca fundamentem giełdowego sukcesu spółki, ma jednak swoje mroczne oblicze.

Zandberg z interwencją poselską w Dino. W takich warunkach każą pracować w supermarkecie
Fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Inwestorzy cenią Dino za efektywność i rosnące słupki zysków, ale pracownicy coraz częściej sygnalizują, że owa efektywność osiągana jest ich kosztem. Model biznesowy oparty na posiadaniu gruntów i budynków na własność daje firmie dużą elastyczność, ale jednocześnie przerzuca na nią pełną odpowiedzialność za utrzymanie infrastruktury technicznej obiektów. W dobie rosnących cen energii ogrzanie tysięcy wolnostojących pawilonów staje się gigantycznym wyzwaniem finansowym. Wiele wskazuje na to, że w centrali w Krotoszynie podjęto decyzję, by kurki z ciepłem przykręcić mocniej, niż pozwalają na to normy przyzwoitości i przepisy prawa pracy. Sytuacja finansowa sieci jest znakomita, co stoi w jaskrawym kontraście do warunków, w jakich przychodzi pracować kasjerom i magazynierom budującym ten majątek.

Pracownicy Dino alarmują o problemach

Praca w handlu detalicznym nigdy nie należała do lekkich. To zajęcie obciążające fizycznie i psychicznie, wymagające ciągłego kontaktu z klientem, dźwigania towarów i wielogodzinnego przebywania w pozycji siedzącej lub stojącej. Oczekiwania pracowników są proste: godziwe wynagrodzenie i bezpieczne, higieniczne warunki pracy. O ile kwestia płac jest regulowana rynkiem i podwyżkami płacy minimalnej, o tyle kwestia warunków fizycznych, takich jak temperatura w miejscu pracy, jest ściśle określona przez przepisy BHP. Zgodnie z prawem w pomieszczeniach biurowych oraz przy lekkiej pracy fizycznej temperatura nie powinna spadać poniżej 18 stopni Celsjusza. W przypadku cięższej pracy fizycznej w halach minimum to 14 stopni. Tymczasem sygnały płynące od załóg sklepów dyskontowych sugerują, że te normy są traktowane przez pracodawców jako niezobowiązujące sugestie, a nie twarde prawo.

Problem niedogrzanych sklepów nie jest nowy i powraca jak bumerang w każdym sezonie jesienno-zimowym, jednak skala doniesień dotyczących sieci Dino w ostatnim czasie jest niepokojąca. Pracownicy skarżą się na konieczność pracy w kurtkach, rękawiczkach, a nawet czapkach, co nie tylko utrudnia wykonywanie obowiązków, takich jak obsługa kasy fiskalnej czy wykładanie towaru, ale przede wszystkim zagraża ich zdrowiu. Długotrwałe przebywanie w wychłodzonym pomieszczeniu prowadzi do spadku odporności, chorób układu oddechowego i problemów ze stawami. Co więcej, niska temperatura wpływa negatywnie również na klientów, którzy skracają czas zakupów, uciekając z zimnego sklepu. Wydaje się jednak, że w kalkulacji zysków i strat oszczędność na rachunkach za gaz czy prąd wciąż wygrywa z komfortem ludzi i potencjalnie utraconym koszykiem zakupowym. To krótkowzroczna polityka, która może prowadzić do masowych zwolnień lekarskich, paraliżując pracę poszczególnych placówek, ale w korporacyjnych tabelkach w Excelu pozycja "koszty energii” świeci na czerwono tu i teraz.

Zobacz też: 13 tys. zł na rękę i służbowe mieszkanie. Wystarczy matura

Adrian Zandberg z interwencją poselską w Dino

W sklepie Dino w Sochaczewie od tygodni panują warunki, które, zdaniem pracowników i związków zawodowych, zagrażają zdrowiu zatrudnionych. Osoby wykładające towar i obsługujące klientów pracują w skrajnie niskich temperaturach, sięgających w niektórych pomieszczeniach zaledwie 6 st. C. To znacznie poniżej wspomnianego powyżej ustawowego minimum 18 st. C, które powinno obowiązywać w pomieszczeniach pracy. Pomimo wielokrotnych zgłoszeń kierowanych do przełożonych, sytuacja nie uległa poprawie, w sklepie nie zamontowano dodatkowych źródeł ogrzewania, a pracownicy nadal wykonują swoje obowiązki, trzęsąc się z zimna.

Podczas interwencji w środę 4 lutego br. przedstawiciele związków zawodowych potwierdzili skalę problemu. Jak relacjonuje Wojciech Jendrusiak z Konfederacji Pracy w rozmowie z “Faktem”, w przedsionku, z którego pracownicy pobierają towar na salę sprzedaży, termometr wskazywał 6 st. C, a w pokoju kierowniczki 14 st. C. Kierowniczka sklepu, Katarzyna Kiwerska, od miesięcy alarmuje centralę Dino, dokumentując zgłoszenia i prośby o rozwiązanie problemu. Jak dotąd bez skutku. Konsekwencje zdrowotne są już widoczne: część załogi choruje, a pracownicy, obawiając się utraty premii za absencję, korzystają z urlopów wypoczynkowych zamiast zwolnień lekarskich.

Sprawą zainteresował się również Adrian Zandberg z partii Razem, który przeprowadził na miejscu interwencję poselską. 

To jest skandal. Pracownicy Dino wykonują swoje obowiązki w warunkach zagrażających zdrowiu. Praca w temperaturze kilku stopni jest niezgodna z polskim prawem - podkreślał w rozmowie z "Faktem".

W mediach społecznościowych skomentował sytuację dosadnie: "robienie z ludzi mrożonki się opłaca”. Pracownicy nie wykluczają, że jeśli warunki się nie zmienią, odejdą od stanowisk, co może sparaliżować funkcjonowanie sklepu.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: