biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Co to Zen.com? Wpłacili ponad 5,5 mln zł na zbiórkę dla Cancer Fighters
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 28.04.2026 21:39

Co to Zen.com? Wpłacili ponad 5,5 mln zł na zbiórkę dla Cancer Fighters

Co to Zen.com? Wpłacili ponad 5,5 mln zł na zbiórkę dla Cancer Fighters
Fot. Robson90/Shutterstock

Polski rynek finansowy rzadko bywa świadkiem tak spektakularnych pojedynków wizerunkowych, jakie rozegrały się podczas niedawnej zbiórki Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters. Choć uwaga internautów skupiała się na liczniku wpłat, w kuluarach trwała licytacja gigantów, która rzuciła nowe światło na Zen.com. Firma, która wpłaciła na szczytny cel ponad 5,5 mln złotych, stała się tematem numer jeden nie tylko ze względu na hojność, ale i specyficzny model biznesowy oraz kontrowersje, które ciągną się za jej twórcami od lat.

Wielki pojedynek o pierwsze miejsce na liście darczyńców

Początkowo zbiórka wydawała się kolejną internetową akcją charytatywną, jednak wejście do gry Zen.com zmieniło jej dynamikę w prawdziwy wyścig zbrojeń. Jak przyznaje biuro prasowe spółki w rozmowie z Wyborczą.biz, momentem przełomowym było ogłoszenie zaangażowania firmy na antenie Kanału Zero przez Krzysztofa Stanowskiego.

Co to Zen.com? Wpłacili ponad 5,5 mln zł na zbiórkę dla Cancer Fighters
Fot. latwogang/YouTube

Padło wtedy jasne hasło o „walce” z innymi podmiotami, co uruchomiło efekt domina i zachęciło pozostałe korporacje do głębszego sięgnięcia do kieszeni. Ostatecznie Zen.com przegrał o włos starcie o miano największego darczyńcy z domem maklerskim XTB, ale wizerunkowy zysk z tej porażki wydaje się bezcenny. Spółka przestała być anonimowym dostawcą usług płatniczych, stając się rozpoznawalną marką, która potrafi realnie wpłynąć na skalę pomocy dla osób walczących z nowotworami.

Ta agresywna strategia marketingowa, obejmująca również powołanie byłego prezydenta Andrzeja Dudy do rady nadzorczej, pokazuje, że ambicje założyciela, Dawida Rożka, sięgają znacznie dalej niż bycie jedynie „polskim Revolutem”.

Do akcji wróciliśmy dzięki naszemu partnerowi, Kanałowi Zero, który pokazał jej skalę i dynamikę - mówi w rozmowie z Wyborczą.biz biuro prasowe Zen.com. - Momentem przełomowym było ogłoszenie naszego wejścia na wizji przez Krzysztofa Stanowskiego – padło wtedy, że „wchodzimy do gry" i chętnie „powalczymy" z innymi. Wiele osób później mówiło nam, że nasze wejście do akcji zachęciło inne firmy do większych wpłat i podkręciło efekt domina. Jeśli faktycznie tak było, to dla nas największa wartość tej akcji.

Na czym polega fenomen Zen.com?

Za sukcesem Zen.com stoi postać Dawida Rożka, przedsiębiorcy, który wcześniej współtworzył G2A.com – globalnego giganta handlu kluczami do gier wideo. Przeszłość ta jest jednak dla firmy tyleż dumą, co obciążeniem, ponieważ G2A wielokrotnie stawało w ogniu krytyki za dopuszczanie do obrotu kluczy pochodzących z nielegalnych źródeł czy kupowanych kradzionymi kartami.

Dziś Rożek promuje Zen.com jako „cyfrowy portfel”, czyli narzędzie do przechowywania i zarządzania wieloma walutami bez posiadania tradycyjnego konta bankowego, które ma ułatwiać zakupy na całym świecie. W przeciwieństwie do konkurencji, spółka deklaruje, że nie interesuje jej wyłącznie sama transakcja, lecz całe doświadczenie zakupowe – od ochrony konsumenta, przez automatyczne przedłużanie gwarancji, aż po natychmiastowe zwroty typu cashback.

Jest to próba odcięcia się od łatki pośrednika w handlu cyfrowym towarem na rzecz budowy kompleksowej platformy finansowej, która dba o bezpieczeństwo środków użytkownika w modelu subskrypcyjnym, choć cienie przeszłości wciąż rzutują na postrzeganie nowych projektów biznesmena.

Zobacz też: Podczas transmisji Łatwogang zebrał ponad 250 milionów zł. To oni wpłacili najwięcej

Litewski bank nałożył na Zen.com wysoką karę

Choć Zen.com operuje głównie w Polsce i stąd czerpie swoje kadry, formalnie działa na licencji pieniądza elektronicznego wydanej przez Bank Litwy. Wybór Wilna na siedzibę nie jest przypadkowy – Litwa od lat buduje pozycję europejskiego hubu dla technologii finansowych, oferując szybkie procedury licencyjne trwające od 6 do 12 miesięcy oraz bezpośredni dostęp do systemu płatności CENTROlink.

Ta bliskość z regulatorem ma jednak swoją cenę, o czym Zen.com przekonał się boleśnie pod koniec ubiegłego roku. Bank Litwy nałożył na spółkę karę w wysokości 1,8 mln euro za rażące uchybienia w procedurach przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Kontrolerzy wytknęli firmie m.in. niedokładne raportowanie o obrotach i aktywach klientów, co było już kolejnym takim incydentem po wcześniejszych, mniejszych sankcjach finansowych.

W efekcie platforma drastycznie zaostrzyła mechanizmy weryfikacji, co z kolei wywołało falę skarg użytkowników na blokowanie legalnie zarobionych środków. To częsty dylemat nowoczesnych fintechów – jak balansować między wygodą klienta a coraz ostrzejszymi wymogami unijnych regulatorów, którzy nie tolerują już błędów w cyfrowych raportach.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: