To się stanie z nagrodą Mai Chwalińskiej z Roland Garros. Minister Domański poinformował
Historyczny sukces na paryskich kortach to dla polskiej rakiety potężny zastrzyk gotówki. Maja Chwalińska wywalczyła miliony, jednak wielki tenis szybko zderza się z realiami prawa skarbowego. Głos w sprawie zabrał minister finansów Andrzej Domański. Wyjaśnił, co się stanie z nagrodą.
Labirynt europejskich regulacji skarbowych pochłania sportowe zyski
Europejskie systemy podatkowe to skomplikowana układanka, w której zasady dyktują państwa narodowe strzegące swoich wpływów budżetowych. Główna oś sporu w przypadku sportowców o międzynarodowej renomie opiera się na dwóch koncepcjach. Z jednej strony mamy rezydencję podatkową (czyli miejsce stałego zamieszkania i centrum interesów życiowych), a z drugiej fizyczne miejsce uzyskiwania dochodów. Właśnie ta druga zasada sprawia, że kraje goszczące wielkie imprezy bezwzględnie egzekwują daniny od wygranych.
Poszczególne jurysdykcje różnią się stawkami i progami, ale łączy je chęć zatrzymania kapitału w swoich granicach. Zrozumienie tych mechanizmów jest kluczowe, gdy w grę wchodzą astronomiczne sumy. Kto tak naprawdę zarabia na gigantycznych widowiskach? Odpowiedź nierzadko kryje się w urzędach skarbowych, które narzucają rygorystyczne regulacje każdej imprezie o globalnym zasięgu. Gospodarze nie zamierzają rezygnować z tak potężnych, gwarantowanych wpływów budżetowych. Przykładem areny, gdzie sport w ułamku sekundy krzyżuje się z wielkim kapitałem, jest turniej Roland Garros.

Te otwarte mistrzostwa Francji, rozgrywane na charakterystycznych paryskich kortach ziemnych, to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń całego cyklu Wielkiego Szlema. Rozgrywki przyciągają absolutną elitę, potężnych sponsorów biznesowych i gigantów medialnych. Korty imienia legendarnego lotnika to miejsce, gdzie buduje się sportowe legendy, ale również generuje ogromne przepływy finansowe, liczone w setkach milionów euro. Organizatorzy co roku przeznaczają gigantyczne pule na premie dla zawodników. W rywalizacji bierze udział wąskie grono profesjonalistów, którzy miesiącami pną się w rankingach, by wystąpić przed paryską publicznością. Prawdziwe bogactwo czeka jednak tylko na tych nielicznych, którzy zdołają dotrzeć do decydujących faz elitarnych rozgrywek, zgarniając lwią część puli.
Maja Chwalińska z olbrzymim sukcesem w turnieju Roland Garros
Wśród tegorocznych gwiazd walczących we francuskiej stolicy niezwykle jasnym blaskiem zabłysnęła Maja Chwalińska. Młoda polska tenisistka, dotychczas znana głównie węższemu gronu kibiców, dokonała rzeczy bezprecedensowej. Zapisała się w najnowszych kronikach białego sportu, udowadniając niesamowitą odporność psychiczną oraz świetne przygotowanie fizyczne. Jej droga do sukcesu na kortach była wyboista, a osiągnięcie spektakularnego wyniku na tak ważnym turnieju zyskało miano światowej sensacji, szeroko komentowanej przez największe redakcje. Ostatecznie tenisistka dotarła do finału rozgrywek, który jednak przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Sportowczyni awansowała ze 114. pozycji na 21. lokatę w światowym rankingu, co jest ogromnym sukcesem.

Taki triumf oznacza nie tylko awans w sportowej hierarchii, ale też natychmiastowy skok do zupełnie innej ligi finansowej. W tym świecie obraca się międzynarodowym kapitałem, a każdy wygrany mecz to wymierne zyski. Ile właściwie warta jest historyczna passa na jednym z najważniejszych kortów globu? Za osiągnięcia we Francji organizatorzy przewidzieli dla polskiej rakiety nagrodę sięgającą 1,4 mln euro brutto. Przeliczając ten wynik, jeszcze nieopodatkowany, na naszą walutę, mówimy o kwocie blisko pięciu milionów złotych. Ta działająca na wyobraźnię premia nie wzięła się znikąd.
Wynika ona bezpośrednio z rosnących wpływów z praw telewizyjnych, globalnego marketingu oraz kontraktów reklamowych, którymi turniej wielkoszlemowy hojnie dzieli się z uczestnikami. Światowy tenis to w końcu dyscyplina, gdzie presja idzie w parze z gigantycznymi stawkami. Nagroda wywalczona przez tenisistkę to w teorii życiowy kapitał, który mógłby stanowić poduszkę finansową na resztę profesjonalnej kariery i pokryć koszty sztabu szkoleniowego. Wysokość czeku wręczanego na korcie to jednak zaledwie połowa prawdy o sportowych zarobkach. Rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna i bolesna. Wypłacona kwota, zanim jeszcze trafi na bankowe rachunki, zostanie natychmiastowo uszczuplona.
Paryski fiskus uderza w zyski. Minister finansów nie pozostawia złudzeń
Francuski urząd skarbowy od lat słynie w całej Europie z bezkompromisowego podejścia do najlepiej zarabiających, a sportowcy nie mogą liczyć tu na żadną taryfę ulgową. Opodatkowanie nagród nad Sekwaną jest jednym z najwyższych na kontynencie i w skrajnych przypadkach sięga pułapu nawet 45 procent. W efekcie z wywalczonych milionów złotych zawodniczka zobaczy na swoim koncie realnie zaledwie część pierwotnej sumy. W przypadku Mai Chwalińskiej wygrana po potrąceniu może wynosić 770 tys. euro, czyli około 3,26 mln zł. Ten potężny fiskalny cios wywołał publiczną dyskusję nad Wisłą, rodząc uzasadnione pytania o to, czy państwo polskie zdoła uchronić zyski swojej obywatelki przed obcym poborcą.
Podatki od dawna stanowią nierozłączny, choć ukryty element każdej zawodowej rywalizacji. Aby przeciąć medialne spekulacje, głos w tej głośnej sprawie musiał zabrać sam minister finansów. Andrzej Domański, stojący na czele polskiego resortu, poinformował opinię publiczną, że z prawnego punktu widzenia sytuacja jest całkowicie klarowna i nie pozostawia pola do interpretacji. Między Warszawą a Paryżem od dawna obowiązuje standardowa umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania.
Pomiędzy Polską a Francją jest umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. I mówi ona, że dochód sportowców i artystów jest opodatkowany w kraju, w którym został wygenerowany, więc dochód Mai Chwalińskiej zostanie opodatkowany we Francji - powiedział Domański w poniedziałek w TVN24.
Dodał również, że w najbliższym czasie ma spotkać się z ministrem finansów Francji i zamierza poruszyć kwestię ewentualnego zwolnienia z podatku dochodów Chwalińskiej uzyskanych podczas Roland Garros. Jednocześnie zaznaczył, że francuska administracja skarbowa działa według własnych reguł i niechętnie robi wyjątki. Słowa ministra oznaczają wprost, że gigantyczny podatek zasili wyłącznie kasę francuskiego budżetu, co wyklucza interwencję polskich służb. Z naszej perspektywy jedynym pocieszeniem pozostaje fakt, że tenisistka nie będzie musiała dopłacać ani złotówki do kasy krajowego urzędu. Ta skomplikowana sytuacja dobitnie uświadamia, że każdy wielki sukces na sportowej arenie niesie za sobą nie tylko sławę, ale i bezwarunkowe zobowiązania. Prawa ekonomii pozostają nieubłagane nawet dla mistrzów.