Te inwestycje kosztowały miliony, a dziś stoją puste w całej Polsce. Publiczne pieniądze poszły na marne
Na pierwszy rzut oka to modelowe przykłady inwestycji publicznych realizowanych przez samorządy w całej Polsce: siłownie plenerowe finansowane z budżetów obywatelskich, elementy małej architektury miejskiej, projekty rewitalizacji przestrzeni współfinansowane ze środków unijnych. Problem pojawia się po kilku latach od oddania do użytku. W wielu lokalizacjach infrastruktura rekreacyjna i miejska pozostaje niewykorzystana, a mieszkańcy coraz częściej kwestionują zasadność wydatkowania środków publicznych na tego typu projekty.
- Czym dokładnie są inwestycje, kto odpowiadał za ich realizację oraz z jakich źródeł – budżety gmin, środki unijne czy budżety obywatelskie – zostały sfinansowane?
- Ile realnie kosztowały siłownie plenerowe w Polsce, jak wygląda ich wykorzystanie po kilku latach oraz czy spełniają funkcję, dla której zostały zaprojektowane?
- Skąd wzięły się tzw. designerskie ławki PIS i elementy małej architektury za dziesiątki tysięcy złotych oraz dlaczego część z nich budzi dziś kontrowersje wśród mieszkańców i ekspertów od finansów publicznych?
Siłownie plenerowe w całej Polsce. Miały służyć mieszkańcom
Siłownie plenerowe były masowo realizowane w Polsce szczególnie w latach 2014–2023, czyli w okresie intensywnego wykorzystania środków unijnych oraz rozwoju budżetów obywatelskich. Za ich budowę odpowiadały przede wszystkim jednostki samorządu terytorialnego – gminy i miasta, często przy współudziale środków zewnętrznych.
Koszt jednej takiej instalacji zazwyczaj wynosił od 50 tys. do 300 tys. zł, ale w projektach współfinansowanych z UE często były one częścią większych inwestycji, gdzie łączny koszt sięgał nawet kilkuset tysięcy lub kilku milionów złotych.
Problem polegał na skali i mechanizmie finansowania. W latach kończących perspektywę unijną (szczególnie 2018–2023) pojawiła się presja na szybkie wykorzystanie dostępnych środków. W praktyce oznaczało to, że wiele inwestycji realizowano:
- bez pogłębionej analizy potrzeb mieszkańców
- w lokalizacjach o niskim natężeniu ruchu
- jako powtarzalne projekty „z katalogu”
W efekcie w całej Polsce powstała rozproszona infrastruktura rekreacyjna, która formalnie spełniała cele projektowe (rewitalizacja, aktywizacja), ale w praktyce bywa ograniczenie wykorzystywana lub całkowicie pusta.
Jedni korzystają, inni mówią wprost: publiczne pieniądze wyrzucone w błoto
Opinie wokół siłowni plenerowych są dziś wyraźnie podzielone. W dużych miastach i popularnych parkach rzeczywiście można spotkać osoby, które z nich korzystają – szczególnie seniorów i osoby trenujące rekreacyjnie.
Z drugiej strony coraz częściej pojawiają się głosy, że:
- lokalizacje były nietrafione,
- inwestycje powstawały „bo były środki”,
- nikt nie sprawdzał realnego zapotrzebowania mieszkańców.
W wielu miejscach urządzenia stoją puste przez większość dnia, a część z nich z czasem ulega zużyciu lub zniszczeniu. To rodzi pytanie nie o samą ideę, lecz o sposób planowania wydatków publicznych.
W praktyce problemem nie jest pojedyncza siłownia, tylko powtarzalność tego schematu w skali całego kraju.
Internauci komentują:
“To nie tylko w Polsce. Idiotyzm za pieniądze podatników. Nikt ćwiczący na siłce nie skorzysta, a inny nie będzie zainteresowanym. Władze robią jaja wyrzucając mamonę i nikt ich za to nie rozlicza, ale Kowalskiego by ścigali za błąd w zeznaniach opiewający na 1 grosz.”

„Ławki PIS za dziesiątki tysięcy”. Skąd wzięły się takie inwestycje?
Drugim przykładem ze zdjęć są tzw. designerskie ławki i instalacje miejskie, które również powstawały w wielu polskich miastach.
Najgłośniejsze były projekty:
- nietypowych ławek w Warszawie (koszt nawet kilkadziesiąt tysięcy zł za sztukę),
- konstrukcji rekreacyjnych nad wodą czy w przestrzeni publicznej,
- elementów małej architektury projektowanych indywidualnie zamiast standardowych rozwiązań.
Za te inwestycje odpowiadały samorządy, często w ramach:
- rewitalizacji przestrzeni miejskiej,
- projektów estetycznych i turystycznych,
- budżetów obywatelskich.
Problem pojawia się wtedy, gdy forma zaczyna dominować nad funkcją. W części przypadków mieszkańcy zwracali uwagę, że ławki są niewygodne, źle ustawione lub po prostu zbędne.
Droga toaleta i miejska „estetyka”. Gdzie kończy się inwestycja, a zaczyna problem?
W dyskusji o publicznych wydatkach regularnie wracają też inne przykłady:
- toalety miejskie za kilkaset tysięcy złotych,
- rozbudowana mała architektura,
- projekty, które dobrze wyglądają w dokumentacji, ale gorzej działają w praktyce.
Część takich inwestycji ma swoje uzasadnienie – wynika z norm, kosztów technologii czy wymogów dostępności. Problem zaczyna się wtedy, gdy:
- koszt jest wysoki,
- użyteczność niska,
- a lokalizacja nietrafiona.
To właśnie wtedy pojawia się wrażenie, że pieniądze zostały wydane, ale efekt nie spełnia swojej roli.
W skali kraju nie chodzi o jeden projekt, lecz o powtarzający się model wydawania środków publicznych, w którym liczy się realizacja inwestycji, a nie jej późniejsze wykorzystanie.
Źródła: Biznes Info, dane samorządowe, budżety obywatelskie