Orlen wprowadza zmiany na stacjach paliw, oto co dzieje się z cenami. Polacy przecierają oczy
Sytuacja na stacjach paliw w ostatnich tygodniach przypomina jazdę na rollercoasterze, gdzie każdy kolejny zakręt dyktowany jest doniesieniami z frontu na Bliskim Wschodzie. Kierowcy, którzy z niepokojem spoglądali na wyświetlacze przy dystrybutorach, mogą wreszcie odetchnąć, choć skala optymizmu powinna być mierzona z dużą ostrożnością.
- Orlen obniża ceny benzyny i diesla
- Minister aktywów państwowych wprost mówi o wielkim kryzysie
- Czy dostawy do krajowych rafinerii są zagrożone?
Orlen obniża ceny benzyny i diesla
Decyzja o obniżkach cen hurtowych zapadła we wtorek, 24 marca, stanowiąc bezpośrednią reakcję na rynkowe zawirowania, które w ostatnich dniach przybrały niespotykaną dotąd skalę. Benzyna bezołowiowa Eurosuper 95 potaniała w hurcie o 45 złotych za metr sześcienny, natomiast w przypadku oleju napędowego Ekodiesel korekta była jeszcze bardziej odczuwalna i wyniosła 87 złotych za metr sześcienny.
To kolejny etap walki o stabilizację cenników, która nastąpiła po serii gwałtownych skoków wywołanych eskalacją konfliktu zbrojnego pod koniec lutego. Warto przypomnieć, że jeszcze 28 lutego, w dniu wybuchu otwartych walk, metr sześcienny benzyny kosztował 4466 złotych, a diesla 4809 złotych. Obecne poziomy – odpowiednio 5688 złotych oraz 7171 złotych – pokazują, jak daleką i bolesną drogę przeszedł rynek w zaledwie kilka tygodni.

Eksperci wskazują, że obecna zmienność jest pokłosiem wydarzeń z 10 i 11 marca, kiedy to rynek zaliczył pierwszą wyraźną korektę po zablokowaniu strategicznej Cieśniny Ormuz (kluczowy szlak transportu ropy naftowej na świecie). Wówczas benzyna staniała o 94 złotych, a diesel aż o 164 złotych.
Orlen, starając się tonować nastroje, już 9 marca ogłosił radykalne cięcie marży na olej napędowy, sprowadzając ją z 25 groszy „niemal do zera”. Ten krok ma na celu amortyzację globalnego szoku cenowego, jednak rodzi pytania o długofalową wytrzymałość finansową koncernu w warunkach permanentnego kryzysu.
Minister aktywów państwowych wprost mówi o wielkim kryzysie
To, co dzieje się na polskich stacjach, jest jedynie echem potężnych tąpnięć na giełdach w Londynie i Nowym Jorku. We wtorek ceny czarnego złota ponownie ruszyły w górę – baryłka amerykańskiej ropy WTI osiągnęła poziom 91,08 USD, a europejska ropa Brent przekroczyła barierę 102,71 USD.
Inwestorzy reagują nerwowo na doniesienia „The Wall Street Journal”, sugerujące, że Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie rozważają bezpośrednie dołączenie do konfliktu z Iranem. Taki scenariusz oznaczałby paraliż wydobycia w całym regionie Zatoki Perskiej, co mogłoby wywindować ceny paliw do poziomów dotąd niewyobrażalnych.

Paradoksalnie, zaledwie dzień wcześniej notowania ropy Brent zanurkowały o 11 proc., co było reakcją na decyzję Białego Domu o odroczeniu uderzeń odwetowych na irańską infrastrukturę energetyczną. Ten dyplomatyczny oddech pozwolił Orlenowi na wprowadzenie wtorkowych obniżek, ale fundamenty tego spadku są kruche jak nigdy dotąd.
Rynek paliw funkcjonuje dziś w trybie zarządzania kryzysowego, gdzie jedna depesza agencji prasowej potrafi zniwelować efekty wielodniowych spadków. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun nie ukrywa powagi sytuacji, przyznając wprost, że tak wielkiego zamieszania i kryzysu energetycznego nie odnotowano prawdopodobnie nigdy w historii nowoczesnego rynku.
Nie mieliśmy do czynienia z takim zamieszaniem, z tak wielkim kryzysem chyba nigdy - stwierdził Balczun w rozmowie z Polsat News.
Czy dostawy do krajowych rafinerii są zagrożone?
W obliczu tak potężnej presji zewnętrznej, oczy wszystkich zwrócone są na rządowe instrumenty, które mogłyby wspomóc politykę cenową Orlenu. Minister Balczun podkreślił, że koncern minimalizuje marże detaliczne na tyle, na ile pozwalają na to przepisy o działaniu na szkodę spółki, jednak dalsze kroki leżą w gestii resortu finansów.
To, co dla nas jest kluczowe to zabezpieczenie dostaw, stabilności tego, żeby nie było braków na stacjach benzynowych - podkreślał minister Wojciech Balczun.
Pod rozwagę brane są korekty w stawkach akcyzy (podatek pośredni nakładany na niektóre wyroby konsumpcyjne) oraz podatku VAT, co mogłoby stać się ostatecznym bezpiecznikiem dla polskiej gospodarki. Kluczowym priorytetem pozostaje jednak nie tylko cena, ale przede wszystkim fizyczna dostępność surowca.
Mimo ataku USA i Izraela na Iran, polski gigant paliwowy zapewnia, że dostawy do krajowych rafinerii odbywają się zgodnie z planem. Utrzymanie płynności jest możliwe dzięki wieloletniej strategii dywersyfikacji (różnicowanie źródeł i kierunków dostaw surowców), która w obecnej sytuacji okazuje się najskuteczniejszą tarczą. Orlen zaznacza, że ograniczenie zależności od jednego kierunku dostaw pozwala na elastyczne reagowanie na blokady szlaków morskich.